Czy Ryanair może sięgnąć po Air Baltic? Irlandzki gigant już wie, jak przejmować słabszych rywali
Air Baltic znalazł się w sytuacji, której jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić. Łotewski przewoźnik, przedstawiany jako jeden z ważniejszych projektów lotniczych regionu bałtyckiego, wystąpił w Stanach Zjednoczonych o ochronę przed wierzycielami w ramach Chapter 11. Teraz kluczowe będzie nie tylko to, czy linia przetrwa restrukturyzację, ale również kto będzie chciał ją przejąć. Jednym z potencjalnych kandydatów może być Ryanair. Dla irlandzkiego przewoźnika nie byłoby to zresztą pierwsze wejście w rolę firmy przejmującej znajdującą się w problemach linię lotniczą.
Sytuacja Air Baltic jest poważna, choć samo postępowanie w ramach amerykańskiego Chapter 11 nie oznacza automatycznie bankructwa i likwidacji przedsiębiorstwa. To przede wszystkim mechanizm pozwalający przeprowadzić restrukturyzację pod ochroną sądu i uporządkować zobowiązania tak, aby przedsiębiorstwo mogło kontynuować działalność. W przypadku łotewskiej linii chodzi jednak o znacznie więcej niż księgowe uporządkowanie bilansu.
Air Baltic znalazł się pod presją rosnących kosztów paliwa, problemów technicznych związanych z silnikami, skutków wojny na Ukrainie oraz zakłóceń w europejskim ruchu lotniczym. Dodatkowym ciosem okazał się gwałtowny wzrost cen paliwa. Z dokumentów sądowych wynika, że paliwo odpowiada zwykle za ponad jedną piątą kosztów operacyjnych przewoźników. W przypadku Air Baltic problem stał się jeszcze poważniejszy, ponieważ linia w marcu sprzedała wszystkie pozostałe zabezpieczenia paliwowe, pozyskując w ten sposób około 5,7 mln euro dodatkowej płynności.
Krótko mówiąc: przewoźnik dostał trochę gotówki tu i teraz, ale jednocześnie pozostał niemal całkowicie wystawiony na kolejne ruchy cen ropy i paliwa lotniczego. To ryzyko szybko się jednak zemściło.
350 mln euro na ratowanie przewoźnika
Air Baltic otrzymał od grupy funduszy zobowiązanie finansowe o wartości 350 mln euro, które ma wesprzeć działalność przedsiębiorstwa podczas postępowania restrukturyzacyjnego, ale warto tu pamiętać, że to nie jest jednak tani pieniądz. Finansowanie oparte jest na zmiennej stopie procentowej, która obecnie wynosi około 12 proc. Mamy tu więc wszkazanie, że rynek nie traktuje Air Baltic jako bezpiecznego kredytobiorcy.
Prezes Erno Hilden przekonuje, że postępowanie wzmocnić ma bilans spółki i pozwolić jej pozbyć się części mniej korzystnych zobowiązań kontraktowych. Jednocześnie przyznaje, że w efekcie całego procesu może zmienić się struktura własnościowa przewoźnika.
Właśnie ten fragment jest szczególnie interesujący, bo kiedy linia lotnicza wchodzi w restrukturyzację, zaczyna się nie tylko walka o przetrwanie. Zaczyna się również walka o to, kto będzie miał możliwość kupienia jej aktywów, udziałów, rynku, slotów i pozycji strategicznej. Air Baltic ma jeszcze coś, czego nie da się łatwo wybudować od zera. Ma pozycję na rynku bałtyckim. Przewoźnik odpowiada za ponad połowę ruchu pasażerskiego w stolicy Łotwy, około jednej trzeciej ruchu w Estonii i około 14 proc. na Litwie. To z kolei oznacza, że ewentualne przejęcie nie byłoby zwykłym zakupem floty i marki. Byłoby wejściem na konkretny rynek Europy Północno-Wschodniej.
Tutaj może pojawić się Ryanair
Ryanair nie ogłosił przejęcia Air Baltic. Nie ma również podstaw, aby twierdzić, że irlandzka linia prowadzi obecnie formalne negocjacje w tej sprawie, ale trudno nie zauważyć, że restrukturyzacja łotewskiego przewoźnika otwiera bardzo interesujący scenariusz. Ryanair jest jednym z największych europejskich przewoźników i od lat buduje swoją pozycję przede wszystkim poprzez niskie koszty, dużą skalę działalności i agresywną politykę ekspansji. Jeżeli Air Baltic będzie potrzebował nowego właściciela lub inwestora strategicznego, irlandzki gigant może znaleźć się w gronie podmiotów, które będą analizować taką możliwość.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o samą nazwę Air Baltic, ponieważ dla Ryanaira interesujące mogłyby być przede wszystkim lotniska, sloty, połączenia, rozpoznawalność marki, infrastruktura operacyjna i dostęp do rynku państw bałtyckich.
Przejęcie mogłoby również pozwolić irlandzkiej grupie na umocnienie pozycji w regionie, w którym turystyka, transport lotniczy i połączenia z Europą Zachodnią mają duże znaczenie gospodarcze. Tu jednak pojawia się pytanie, czy Ryanair rzeczywiście chciałby przejmować całą linię, jak stało się to w przypadku innych linii lotniczych. Tutaj odpowiedź wcale nie musi być oczywista.
Ryanair ma doświadczenie w przejmowaniu konkurencji
To nie byłoby pierwsze tego typu przedsięwzięcie w historii irlandzkiego przewoźnika. Jednym z najbardziej znanych przykładów było przejęcie w 2003 roku holenderskiej linii Buzz, należącej wcześniej do KLM. Ryanair kupił przewoźnika za stosunkowo niewielką kwotę, a następnie wykorzystał jego aktywa i pozycję rynkową w swojej strategii ekspansji. Marka Buzz została później wykorzystana ponownie przez Ryanair w innej formule.
Jeszcze ważniejszym przykładem jest Laudamotion. Ryanair zaangażował się w austriackiego przewoźnika po jego powstaniu na bazie aktywów należących wcześniej do Niki, linii związanej z austriackim przewoźnikiem Niki Lauda. Irlandzka grupa stopniowo zwiększała swoje udziały, by ostatecznie przejąć pełną kontrolę nad Laudamotion.
To istotne, ponieważ pokazuje sposób działania Ryanaira. Irlandzki przewoźnik nie musi więc budować nowej linii od podstaw, bo czasami, znacznie bardziej opłacalne jest wejście w przedsiębiorstwo, które już posiada samoloty, załogi, certyfikaty, sloty, siatkę połączeń i klientów, a następnie przebudowanie jego modelu biznesowego.
Właśnie dlatego Air Baltic może być dla Ryanaira interesującym przypadkiem.
Problemem jest jednak flota
Air Baltic przez lata inwestował w stosunkowo jednolitą flotę Airbusów. Jeszcze niedawno przewoźnik zakładał rozbudowę floty do około 100 samolotów. Teraz strategia została gwałtownie ograniczona, a według przedstawionych informacji do 2031 roku flota ma zostać zmniejszona do około 40 samolotów. To ogromna różnica i jednocześnie sygnał, że zarząd Air Baltic nie patrzy już na przyszłość przez pryzmat agresywnego wzrostu, ale przede wszystkim przez pryzmat przetrwania i poprawy rentowności.
Z punktu widzenia potencjalnego inwestora może to być zarówno wada, jak i zaleta.
Wada, ponieważ oznacza ograniczenie skali. Zaleta, gdyż restrukturyzacja może pozwolić pozbyć się najbardziej kosztownych zobowiązań i pozostawić przedsiębiorstwo w znacznie zdrowszej kondycji, a właśnie tego typu sytuacje Ryanair potrafi doskonale wykorzystywać.
Air Baltic może zmienić właściciela
Najciekawsze jest jednak to, że jeszcze niedawno Air Baltic rozważał wejście na giełdę. Była to jednak zupełnie inna opowieść. Nowoczesna flota, rozwój regionalny, ambicje budowania znaczącego przewoźnika Europy Północnej i przygotowania do pierwszej oferty publicznej miały pokazywać, że Air Baltic jest projektem na lata.
Tymczasem kilka miesięcy później przedsiębiorstwo znalazło się w postępowaniu restrukturyzacyjnym w Stanach Zjednoczonych. Lotnictwo jest pod tym względem brutalne. Samolot może być nowoczesny, marka rozpoznawalna, a siatka połączeń atrakcyjna. Jeżeli jednak koszty zaczynają rosnąć szybciej niż przychody, rachunek ekonomiczny bardzo szybko sprowadza piękne strategie na ziemię. Dlatego słowa Hildena o przyszłej strukturze własnościowej należy traktować poważnie. Nie oznaczają one, że Air Baltic zostanie oddany w ręce Ryanaira. Oznaczają natomiast, że po restrukturyzacji układ właścicielski może wyglądać zupełnie inaczej niż obecnie.
Irlandzki gigant może poczekać
Ryanair nie musi się spieszyć i właśnie to może być jego największą przewagą. Jeżeli Air Baltic zostanie zmuszony do dalszej restrukturyzacji, potencjalny nabywca będzie mógł ocenić rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa dopiero po uporządkowaniu jego zobowiązań. W takiej sytuacji Ryanair mógłby zainteresować się nie samym zakupem całej spółki, lecz wybranymi aktywami albo wejściem kapitałowym.
Dla Irlandczyków najważniejsze będzie jedno: ile kosztowałoby przejęcie i ile realnie można byłoby na nim zarobić. Sentyment, patriotyzm właścicielski czy przywiązanie do narodowego przewoźnika nie mają tutaj większego znaczenia. Lotnictwo to biznes, w którym romantyczne marzenia bardzo często kończą się rachunkiem za paliwo. Air Baltic ma natomiast strategiczne znaczenie dla Łotwy i całego regionu Morza Bałtyckiego. Dlatego jego przyszłość będzie zapewne przedmiotem zainteresowania nie tylko prywatnych inwestorów, ale również władz państwa.
Jeżeli jednak obecna restrukturyzacja doprowadzi do zmiany właściciela, Ryanair będzie jednym z naturalnych zainteresowanych, które mogą pojawić się na tej liście. Nie dlatego, że irlandzka linia już zapowiedziała przejęcie. Dlatego, że ma pieniądze, doświadczenie w przejmowaniu problematycznych przewoźników, rozbudowaną sieć europejską i model biznesowy, który potrafi wykorzystać cudze kryzysy. A kryzys Air Baltic właśnie się rozpoczął. Tym razem stawką nie jest wyłącznie przetrwanie łotewskiej linii. Stawką może być również odpowiedź na pytanie, kto będzie kontrolował znaczącą część bałtyckiego rynku lotniczego w następnej dekadzie.
I tutaj Ryanair może mieć coś do powiedzenia.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC Tony Webster
