Nowi mieszkańcy w tropikalnym domku. Słodkie tamaryny i mały mrówkojad w Dublin Zoo
Jesienny spacer pośród szumu liści i bujnej zieleni potrafi wprawić w znakomity nastrój, a gdy dodać do tego nowe, wyjątkowo urocze pyszczki, spędzenie wolnego popołudnia w stolicy staje się planem idealnym. Stołeczny ogród zoologiczny ma spore powody do dumy, ponieważ jego wielka rodzina, licząca już ponad czterysta stworzeń, powiększyła się o niezwykłych mieszkańców.
Do dublińskiego siedliska lasu deszczowego zawitała wyjątkowa trójka, czyli mały mrówkojad oraz przemiła para złotych tamaryn lwich. Pracownicy ogrodu nie kryją zachwytu i zapewniają z uśmiechem, że maluchy bardzo szybko odnalazły się w nowym otoczeniu, rozgościły w swoich kątach i z wielką ciekawością przyglądają się nowym opiekunom.
Kogo dokładnie zobaczymy podczas przechadzania się alejkami? Najpierw warto skierować wzrok nieco wyżej, by dostrzec parę małych, niezwykle towarzyskich naczelnych, które przybyły do Irlandii z Loro Parque w słonecznym Puerto de la Cruz w Hiszpanii. Szesnastoletni Freddy oraz czternastoletnia Andrea to przedstawiciele tamaryn lwich, nazywanych też marmozetami złocistymi. Swoją nazwę zawdzięczają przepięknej, puszystej grzywie o niemal ognistej, czerwono-złotej barwie, która dodaje im niepowtarzalnego uroku. To maleńkie, pełne energii stworzenia, które uwielbiają spędzać czas razem. Ich obecność tutaj jest jednak nie tylko okazją do zachwytów, ale też powodem do dumy pod kątem ochrony przyrody.
Gatunek ten został uznany za zagrożony i znalazł się na słynnej Czerwonej Liście IUCN, a badacze szacują, że w ich naturalnym środowisku na wolności pozostało już zaledwie około tysiąca osobników. Każdy dzień, kiedy możemy podziwiać ich radosne skoki po gałęziach, jest więc małym świętem.
Drugą wielką gwiazdą najnowszego otwarcia stał się Valentine – niespotykanie uroczy, jednoroczny przedstawiciel tamanduy południowej, który przyjechał do Dublina z czeskiego Zoo w Ołomuńcu. Młodzieniec nosi swoje imię nie bez powodu, przyjdzie bowiem na świat dokładnie w Walentynki 2025 roku. Tamandua to nic innego jak mrówkojad mały, zdecydowanie drobniejszy od swojego imponującego krewnego, mrówkojada wielkiego. Te sympatyczne zwierzaki pochodzą z otulonych słońcem obszarów Ameryki Środkowej oraz Południowej i czują się jednakowo swobodnie, spacerując po twardym gruncie, jak i wspinając się po konarach drzew. W swoim nowym mieszkaniu w Rainforest House Valentine, trafił do wyjątkowo zgranej i spokojnej ekipy. Jego współlokatorami zostali Tony, czyli sympatyczna paka nizinna, a także niespieszne, żyjące własnym rytmem leniwce dwupalczaste Linné’a.
Całe to barwne towarzystwo zamieszkało w miejscu o bogatej historii, które całkiem niedawno zyskało drugie życie. Wiosną 2026 roku, po dwuletnim, gruntownym remoncie, nastąpiło ponowne otwarcie przestrzeni przypominającej tropiki. Inwestycja, o której informował minister wydatków publicznych Jack Chambers, pozwoliła stworzyć w pełni kontrolowany, nowoczesny mikroklimat.
Otoczony soczystą roślinnością obiekt idealnie odtwarza skomplikowany ekosystem tropików, dając zwierzętom przestrzeń do naturalnych zachowań, zabawy i odpoczynku. Sama konstrukcja, zlokalizowana tuż obok Great Lawn, to prawdziwa perełka architektoniczna, a dawniej znana jako South American House i stanowi jeden z najstarszych budynków na terenie całego Zoo, a jej korzenie sięgają jeszcze lat sześćdziesiątych XIX wieku.
Żeby wspólnie świętować powitanie nowych mieszkańców, władze ogrodu przygotowały dla odwiedzających przemiłą niespodziankę. Od 13 do 27 września dzieci mogą wejść na teren kompleksu całkowicie za darmo. Przedstawicielka działu marketingu Róisín Healy gorąco zachęca całe rodziny, by skorzystały z tej szansy. Zasada jest prosta – do każdego zakupionego biletu dla osoby dorosłej przysługuje jedno darmowe wejście dla najmłodszych. Początek jesieni to idealny moment na spokojny, ciepły spacer alejkami, podpatrywanie natury i naładowanie baterii uśmiechem przed nadejściem chłodniejszych miesięcy.
Bogdan Feręc
Źr. Dublin Zoo
Fot. Dublin Zoo
