Dekada po Brexicie. Czy Wielka Brytania powróci do europejskiej rodziny i dlaczego Bruksela nie czeka na nią z otwartymi ramionami
Dokładnie dziesięć lat po historycznym referendum, które na zawsze zmieniło mapę polityczną i gospodarczą Starego Kontynentu, w Wielkiej Brytanii coraz głośniej mówi się o zjawisku, które publicyści ochrzcili mianem „żałoby rozwodowej”.
Najnowsze badania opinii publicznej nie pozostawiają złudzeń, ponieważ zdecydowana większość Brytyjczyków uważa obecnie, że opuszczenie struktur Unii Europejskiej było fundamentalnym błędem. Ta głęboka zmiana społecznych nastrojów wywołała na Wyspach falę publicznych debat oraz wysyp publicystycznych teorii na temat możliwego, ponownego zjednoczenia z kontynentem. Temat ten przestał być jedynie domeną akademickich rozważań i wszedł na stałe do głównego nurtu politycznego. Wewnętrzne tarcia w Partii Pracy, zwiastujące rychłą próbę odsunięcia premiera Keira Starmera, dodatkowo podgrzały atmosferę, zwłaszcza po deklaracji potencjalnego kontrkandydata, Andy’ego Burnhama, który wprost opowiedział się za powrotem Zjednoczonego Królestwa do unijnej wspólnoty w przyszłości.
Pojawia się jednak kluczowe pytanie, jak na te tęsknoty reaguje druga strona. Analiza stanowisk europejskich dyplomatów wskazuje na racjonalne i chłodne podejście Brukseli do dawnego partnera. Co do zasady, państwa członkowskie byłyby gotowe na ponowne przyjęcie Londynu. W obecnym, skrajnie spolaryzowanym świecie geopolityki, powrót atomowego mocarstwa, jednej z największych światowych gospodarek oraz stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, stanowiłby ogromne wzmocnienie pozycji międzynarodowej Europy. Przedstawiciele państw unijnych ostrzegają jednak, że powrót nie odbędzie się na starych zasadach. Brytyjczycy musieliby dowieść swojego pełnego zaangażowania i gotowości do przyjęcia wszystkich obowiązków, jakie niesie ze sobą członkostwo, na co, zdaniem europejskich elit, Londyn wciąż nie jest gotowy.
Wielu dyplomatów zwraca uwagę, że bez kłopotliwego i wiecznie domagającego się specjalnych przywilejów członka, procesy decyzyjne w Brukseli stały się znacznie prostsze. Dawna Wielka Brytania słynęła z bojkotowania strefy euro, odmowy przystąpienia do układu z Schengen oraz nieustannych negocjacji rabatów w składkach budżetowych, co dziś jednoznacznie ocenia się jako przejaw połowicznego europeizmu. Po jej odejściu dwadzieścia siedem państw zyskało większą spójność, i nie muszą też nieustannie tworzyć klauzul wyłączenia w kluczowych dokumentach. Choć niektórzy urzędnicy pół żartem wspominają doskonałą znajomość języka angielskiego brytyjskich urzędników, której brak skutkuje dziś wszechobecnym euroslangiem, a kraje liberalne i atlantyckie tęsknią za Londynem jako przeciwwagą dla mocarstwowych ambicji Francji, to obecna Unia europejska jest już zupełnie inną organizacją niż dekadę temu.
Współczesna Unia Europejska pod nieobecność Brytyjczyków mocno przesunęła się w stronę koncepcji promowanych przez Berlin i Paryż, takich jak strategiczna autonomia, preferencje dla europejskich producentów czy wspólne zaciąganie długów. Zmiany te zostały wymuszone przez czynniki zewnętrzne, w tym pandemię, rosyjską inwazję na Ukrainę, ekspansję Chin oraz nieprzewidywalną politykę prezydenta USA Donalda Trumpa. Co ciekawe, sam Brexit zadziałał na Wspólnotę konsolidująco, udowadniając wewnętrznym sceptykom, że opuszczenie klubu niesie za sobą katastrofalne skutki. Dzięki temu debata w Europie stała się jakoby bardziej dojrzała, choć pojawiły się w niej też zapędy dyktatorsko-socjalistyczne.
Brytyjskie elity polityczne wydają się nie dostrzegać tej ewolucji, a powrót do dawnego status quo jest nierealny. Bruksela wyklucza więc przyznanie Londynowi dawnych przywilejów, a sytuację na Wyspach dodatkowo komplikują sukcesy sondażowe skrajnie prawicowej, antyeuropejskiej partii Reform UK.
Kraje europejskie obawiają się ponownego zacieśniania więzi z partnerem, który za kilka lat, pod wpływem kolejnej zmiany rządu, mógłby je ponownie zerwać. Dotychczasowe negocjacje mające na celu złagodzenie skutków rozwodu pokazują, jak trudne jest wypracowanie kompromisu. Rozmowy o przystąpieniu Londynu do unijnego programu obronnego załamały się z powodów finansowych, a brytyjskie próby selektywnego wyboru korzyści, polegające na chęci wejścia na jednolity rynek towarów bez akceptacji swobodnego przepływu osób czy usług, spotkały się w Brukseli ze zdecydowanym odporem.
Choć trwają prace nad mniejszymi porozumieniami technicznymi dotyczącymi norm bezpieczeństwa żywności czy mobilności młodzieży, które mają zostać zaprezentowane na szczycie 22 lipca, do wielkiego i romantycznego powrotu wciąż wiedzie bardzo daleka droga.
Bogdan Feręc
Źr. AFP
Photo by Kristina Gadeikyte Gancarz on Unsplash
