Ukraińcy dostaną pieniądze… ale dopiero przy wyjeździe
Irlandzki rząd zaczyna mówić głośno to, czego jeszcze rok temu nie odważyłby się nawet szepnąć w korytarzach Leinster House, więc era nieograniczonego finansowania kryzysu uchodźczego dobiega końca. I nie ma w tym ani grama przypadku.
Minister sprawiedliwości Jim O’Callaghan potwierdził, że rząd pracuje nad mechanizmem zachęcającym obywateli Ukrainy do powrotu do ojczyzny. Nie chciał jeszcze mówić o szczegółach finansowych, ale przekaz jest jasny jak neon nad pustym pubem o trzeciej nad ranem, że państwo zaczyna szukać wyjścia z kosztownego systemu, który jeszcze niedawno przedstawiano jako moralny obowiązek bez terminu ważności. Według doniesień tzw. uchodźcy wojenni mieliby otrzymywać pieniądze dopiero po powrocie na Ukrainę. To istotny szczegół, więc rząd ewidentnie chce uniknąć sytuacji, w której środki publiczne zamienią się w polityczny odbezpieczony granat w rękach opozycji i sfrustrowanych podatników.
O’Callaghan stara się balansować między humanitarną retoryką a politycznym realizmem, czyli jednej strony mówi o szacunku dla Ukraińców i potrzebie pomocy tym, którzy chcą wrócić do domu. Z drugiej zaś, gabinet równolegle demontuje kolejne elementy systemu wsparcia, który przez ostatnie lata urósł do gigantycznych rozmiarów.
Rząd ogłosił już wcześniej, że wycofa zakwaterowanie dla około 16 tysięcy osób mieszkających obecnie w hotelach i obiektach turystycznych, natomiast cały proces rozpocznie się w sierpniu i potrwa pół roku. Hotele wrócą do turystyki, a część nieruchomości trafi na rynek najmu prywatnego. Krótko mówiąc, państwo przestaje być największym klientem branży hotelowej w kraju. To koniec pewnej epoki, w której kryzys migracyjny stał się gigantycznym biznesem finansowanym z kieszeni podatników. Do tego dochodzi wygaszanie programu zakwaterowania wartego 600 euro miesięcznie. Najpierw obniżka do 400 euro, później całkowite zamknięcie programu w marcu przyszłego roku. Zmianę tę odczuje bezpośrednio około 42 tysiące osób, choć jeszcze niedawno politycy przekonywali społeczeństwo, że system jest stabilny, kontrolowany i „do udźwignięcia”.
Nie był.
*
Prawda jest prosta, więc koszty zaczęły dławić państwo, a cierpliwość wyborców zaczęła się kończyć szybciej niż rządowe komunikaty prasowe. Władza doskonale wyczuwa zmianę nastrojów społecznych. Ludzie coraz częściej pytają, dlaczego państwo potrafiło błyskawicznie organizować tysiące miejsc noclegowych i miliardowe programy wsparcia, podczas gdy własny kryzys mieszkaniowy od lat gnije pod dywanem? Dlatego gabinet wykonuje dziś polityczny zwrot, choć oczywiście nikt nie nazwie go po imieniu. Oficjalnie mówi się o „dobrowolnych powrotach”, „mechanizmach reintegracji” i „koordynacji z Unią Europejską”. W praktyce trwa powolne zwijanie systemu, który okazał się finansowo cięższy, społecznie bardziej wybuchowy, a politycznie bardziej toksyczny, niż zakładano.
Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się między wierszami. Rząd nie chce wyglądać na bezduszny. Dlatego wszystko będzie rozciągnięte w czasie, opakowane w język współczucia i przykryte toną urzędniczych frazesów. Najpierw ograniczenie zakwaterowania, potem cięcia świadczeń, a następnie program „dobrowolnych powrotów”. Klasyczna operacja polityczna, by nie uderzyć młotem, tylko powoli dokręcać śrubę, aż społeczeństwo uzna zmianę za coś naturalnego.
To również sygnał przed kolejnym budżetem. Gabinet wie, że nadchodzi okres zaciskania pasa i, że wyborcy stają się coraz bardziej nerwowi wobec kosztów migracji, kryzysu mieszkaniowego i presji na usługi publiczne. Dlatego już dziś budowana jest nowa narracja, iż państwo „odzyskuje kontrolę”, „racjonalizuje wydatki” i „przywraca równowagę”. Tyle że za tym eleganckim językiem kryje się dużo mniej romantyczna prawda, bo politycy po prostu zobaczyli rachunek i zrozumieli, że impreza finansowana publicznymi pieniędzmi właśnie dobiega końca.
Jest jeszcze jedna sprawa, bo Ukraińcy w Irlandii bardzo często podkreślali miłość do swojej ojczyny, więc Zielona Wyspa nie może tworzyć przeszkód, które blokowałyby realizację ich słów, na siłę wiążąc ze sobą.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Clay Banks on Unsplash
