USA znowu odkłada decyzję. Gra nerwów wokół limitu pasażerów na lotnisku w Dublinie trwa
Waszyngton znów nacisnął przycisk pauzy. Decyzja w sprawie potencjalnych środków odwetowych wobec irlandzkich przewoźników, czyli de facto wobec Aer Lingus, nie zapadnie wcześniej niż 6 maja. Amerykański Departament Transportu po raz drugi wydłużył termin o kolejne 30 dni, tłumacząc to trwającymi rozmowami międzyrządowymi i „istotnymi działaniami” ostatnich tygodni. W praktyce oznacza to jedno: nerwowe przeciąganie liny trwa, a stawka rośnie.
Departament Transportu w swoim zarządzeniu zaznaczył, że prowadzono bezpośrednie kontakty między przedstawicielami USA i Irlandii, ostatnie 31 marca. To wystarczyło, by uznać, że istnieją przesłanki prawne do kolejnego odroczenia. Dokument podpisał Benjamin J. Taylor, dyrektor Biura Lotnictwa Międzynarodowego, podkreślając jednocześnie, że dodatkowe 30 dni ma leżeć „w interesie publicznym”. Niby brzmi urzędowo, ale daje jasny sygnał, że nie znaleziono rozwiązania, a nerwy po obu stronach Atlantyku tylko się napinają.
Źródłem konfliktu pozostaje limit przepustowości dublińskiego lotniska, niesławne 32 miliony pasażerów rocznie, mimo że w praktyce port obsłużył już 36,4 miliona. Limit to relikt z 2007 roku, warunek dołączony do zgody na budowę Terminalu 2, który dziś ciąży irlandzkiej branży lotniczej niczym kamień u szyi. Rząd koalicyjny przygotował ustawę mającą ten limit skasować, ale proces legislacyjny idzie jak po grudzie. W teorii przepisy mogą być gotowe latem, w praktyce z końcem roku.
A4A, czyli potężna grupa lobbystyczna reprezentująca m.in. Delta i United, twierdzi, że nawet lato to już za późno. To oni wystąpili w styczniu ze skargą do Departamentu Transportu USA, oskarżając irlandzki limit o szkody ekonomiczne dla amerykańskich przewoźników. Ich żądanie jest jasne: ograniczyć lub zawiesić prawa irlandzkich linii do wykonywania lotów między Dublin Airport a amerykańskimi miastami. Mówią wprost o „zakłóceniu konkurencji”, natomiast Aer Lingus, jedyny irlandzki przewoźnik latający do USA odpowiada, że A4A zwyczajnie przesadza i straszy na wyrost.
Dodatkowego napięcia dostarcza opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości UE, który uznał, że irlandzki regulator IAA ma pełne prawo ograniczyć liczbę slotów, jeśli wymaga tego przestrzeganie limitu. Jeśli TSUE potwierdzi tę opinię, A4A zapowiada katastrofę systemową i „zniszczenie podstaw globalnego systemu przydziału slotów”. Duże słowa, ale w tej rozgrywce nikt już nie sili się na subtelność.
Amerykańscy lobbyści naciskają teraz na Dublin, by przepisy znoszące limit weszły w życie jeszcze przed decyzją TSUE. Według A4A, jeśli udałoby się to zrobić do końca kwietnia, irlandzki Sąd Najwyższy mógłby wycofać z Luksemburga pytanie prejudycjalne, de facto gasząc pożar, zanim rozgorzeje na dobre. To jednak polityczna akrobatyka, której rząd może zwyczajnie nie być w stanie wykonać w takim tempie. Aer Lingus trzyma linię i konsekwentnie powtarza, że amerykańskie obawy są rozdmuchane, a fakty nie potwierdzają czarnego scenariusza. Jednak dopóki USA przeciągają termin, a A4A gra ostro i głośno, irlandzki przewoźnik musi czekać w zawieszeniu, obserwując jak o jego przyszłości dyskutuje się w gabinetach po obu stronach oceanu.
Przyszłość tej sprawy zależy od trzech kwestii, czyli amerykańskiego terminu 6 maja, irlandzkiej machiny legislacyjnej oraz nadchodzącego orzeczenia TSUE. Dopóki te sprawy nie zaczną iść w tym samym rytmie, Dublin Airport pozostanie w centrum międzynarodowej rozgrywki, w której każdy dzień zwłoki waży coraz więcej.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC BY 4.0 4300streetcar
