Inflacja znów przyspiesza. Irlandzkie ceny rozpaliły się w cieniu wojny Trumpa i Netanjahu
Irlandia budzi się dziś w rzeczywistości, w której liczby zaczynają brzmieć jak ostrzeżenie. Inflacja, która jeszcze niedawno się stabilizowała i zjeżdżała w dół, nagle odbiła gwałtownie w górę. Powód? Energia, a dokładniej eksplozja cen paliw po atakach Izraela i USA na Iran, która rozlała się po światowych rynkach szybciej, niż ktokolwiek zdążyłby zareagować.
Według wstępnego, „szybkiego” szacunku inflacji za marzec, Central Statistics Office wskazuje wzrost cen o 3,6 procent w porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku. CSO dodaje, że zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) skoczył aż o 1,8 proc. między lutym a marcem, podczas gdy w samym lutym wynosił zaledwie 2,5 proc. Ekonomiści i statystycy nie mają wątpliwości i takie wzrosty nie dzieją się w próżni, tylko w cieniu geopolitycznego chaosu. To właśnie energia wywindowała inflację. Ceny energii poszybowały w marcu o 11 proc., a w skali roku o 12,3 proc. Choć ceny żywności delikatnie spadły w ostatnim miesiącu, ich roczny wzrost o 2,3 proc. wciąż pozostaje widoczny, ale to właśnie paliwa stały się głównym winowajcą inflacyjnego przyspieszenia.
Wzrost cen paliw w Irlandii, zwłaszcza oleju opałowego, wygląda wręcz dramatycznie na tle reszty Unii Europejskiej, bo skala podwyżek była tu około osiem razy większa niż średnio w krajach wspólnoty. Konflikt na Bliskim Wschodzie nie tylko zakłócił rynek ropy, ale dosłownie wstrząsnął fundamentami globalnego łańcucha dostaw energii. Zdjęcia dymiących magazynów ropy w Teheranie wbiły się w świadomość publiczną niczym symbol kosztów wojny, które ostatecznie płacą zwykli obywatele w każdym zakątku świata.
Przed wojną 1000 litrów oleju opałowego kosztowało około 1000 euro, a dziś ta sama ilość to już 1670 euro, czyli różnica, która dla wielu gospodarstw jest jak kubeł zimnej wody wylany na domowy budżet. Ceny oleju napędowego dochodziły do 2,30 euro za litr, dopóki rząd nie obniżył akcyzy o 20 centów, natomiast benzyna, przekraczająca 2 euro, również została objęta obniżką – 15 centów na litrze. Rząd gasi pożar, ale pamiętajmy, że ogień wciąż pali się jasno.
Ekonomista z Davy Kevin Timoney trafnie zauważył, że gdyby nie wojna, inflacja HICP mogłaby spaść do 2,4 proc. Zamiast tego energia pchnęła indeks w górę, a jego zdaniem ceny energii zwiększyły się o około 8 proc. w skali miesiąca. To mniej niż szaleńcze 15 proc. z marca 2022 roku, ale i tak wystarczająco, by zaburzyć planowaną ścieżkę stabilizacji. Timoney ostrzega również, że kolejne ryzyka inflacyjne wciąż wiszą w powietrzu jak ciężkie chmury przed burzą. Jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie nie ulegnie poprawie, Irlandia będzie musiała przygotować się na to, że najbliższe miesiące nie przyniosą ulgi ani konsumentom, ani przedsiębiorcom. Konflikt zbyt głęboko wgryzł się w globalną energetykę, by liczyć na szybki powrót do normalności.
Inflacja w marcu to nie jest tylko statystyczny wzrost, bo to sygnał, że wojna, nawet jeśli toczy się tysiące kilometrów dalej, potrafi znaleźć drogę do portfeli irlandzkich rodzin. Rząd próbuje łagodzić skutki podwyżek, jednak fundamenty pozostają takie same i dopóki globalny rynek energii się nie uspokoi, Irlandia będzie musiała się przyzwyczaić, że to dopiero początek długiego okresu wzrostu cen.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Willfried Wende on Unsplash
