Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Zielona Wyspa, czyli szara prawda z biało-czerwonym cieniem

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Rządu to nie interesuje, Irlandczyków tak i to będzie zdanie klucz, który otwiera całą tę historię, bez fanfar, konfetti, bez orkiestry, raczej skrzypnięcie starych drzwi w kamienicy, w której wszyscy wiedzą, że coś się zmienia, ale nikt nie chce pierwszy powiedzieć tego na głos.

W ostatnim roku ponownie dało się zauważyć pewne zjawisko wśród Polaków mieszkających na Zielonej Wyspie, czyli ruch migracyjny. Słowa suche, urzędowe, a za nim całe życie spakowane w kartony z Ikei i sentyment owinięty w folię bąbelkową. Czasy naszego „najazdu” Irlandii dawno należą już do historii, a był to wówczas inny świat, inna Europa i całkiem inna Polska. Dane, o ile jeszcze mówią o przypływie naszych rodaków, są dziś raczej szczątkowe w porównaniu z latami 2004–2015. Wtedy jechali wszyscy, ci z dyplomem, bez dyplomu, z angielskim, również tym migowym. Teraz jadą nieliczni, bardziej ostrożni, bardziej policzeni.

Jednocześnie coraz wyraźniej widać trend odwrotny i od czasu sztucznie wywołanej pandemii Polacy jakby zmienili kurs, więc albo wracają „na ojczyzny łono”, albo szukają nowego portu, kraju, z którym chcą się związać na dłużej. Nie zmienia to faktu, że fala odwrotnej migracji trwa i jest trochę jak Atlantyk – nie wali jedną falą, tylko przychodzi cyklicznie, czyli kilka mniejszych, a potem ta jedna większa, która zabiera więcej, niż się spodziewano.

Trend rozpoczęty w 2020 roku nie tylko się utrzymuje, ale wręcz krzepnie. Nawet nowi migranci z Polski, którzy pojawiają się na wyspie, nie są w stanie już zniwelować migracji ujemnej, a według danych cytowanych przez Polskie Radio, ma być nas, rezydentów w Irlandii około 96 tysięcy. Mniej niż pokazywał irlandzki Spis Powszechny z kwietnia 2022 roku, gdy było nas nieco ponad 106 tysięcy. Dziesięć tysięcy ludzi to nie statystyka. To miasteczko, dzielnica, dziesięć tysięcy historii, które się spakowały lub właśnie pakują i za dzień lub tydzień opuszczą kraj wiatru oraz deszczu.

Śledząc fora dyskusyjno-poradnikowe dla Polaków na Zielonej Wyspie, ponownie widzę wysyp pytań o powrót do Polski. Jak z podatkami? Jak z PPS-em? Jak z samochodem? Jak z życiem, które zostało tu, a chce się je przenieść tam? To tylko potwierdza, że opuszczamy wyspę powoli, systematycznie, bez dramatu, ale konsekwentnie. Co jest tego powodem? Można się domyślać, ale czasem wystarczy rozejrzeć się dookoła, a wówczas te wszystkie koszty zakupu domu, czynsze z kosmosu, opieka zdrowotna, która istnieje głównie w broszurach i ta cicha świadomość, że Irlandia przestała być obietnicą, a stała się rutyną, zaczyna mieć wpływ na decyzję o odejściu z wyspy.

Tu dochodzimy do sedna, do rządu w Dublinie, który właściwie wcale się tym nie interesuje, bo skoro kraj nie cierpi z powodu braku rąk do pracy, to dlaczegóż miałby się interesować tym, że jedne ręce wyjeżdżają, a inne przyjeżdżają? W Leinster House chodzi o jedno, tylko wpływy z podatków, a te mają się zgadzać. Najlepiej, żeby rosły i rosną, natomiast ministrom, posłom oraz senatorom obojętne jest, czy podatki płaci Polak, Hindus, Senegalczyk czy Inuita. Revenue zbiera coraz więcej, więc w ich tabelkach wszystko się zgadza, a jak wiadomo, nawet irlandzki Urząd Skarbowy sumienia nie ma.

Cała perspektywa zmienia się, jednak gdy zamiast pytać rząd, zapyta się ludzi. Najpierw byliśmy tymi „cholernymi Polakami”, tak po prostu, bo tani, masowi, głośni, widoczni. Potem, krok po kroku, wyrobiliśmy sobie markę. Właściciele firm zaczęli nas cenić bardziej niż innych, jednak teraz sprawa jest bardziej złożona, ale wciąż możemy mówić o dobrej opinii. Wielokrotnie słyszę od menedżerów i dyrektorów, że podczas rozmów kwalifikacyjnych Polak ma kilka punktów więcej na starcie, więc jeżeli sam jej nie zawali, pracę dostanie. Nie za uśmiech. Za paszport.

Dlaczego? Bo jesteśmy pracowici, bo przychodzimy na czas, bo robimy dobrą robotę i nie trzeba nas pilnować jak roweru pod pubem, bo mamy umiejętności i, co ciekawe, przestał wreszcie funkcjonować ten obraz wiecznie smutnego Polaka, z głową spuszczoną jak podczas deszczu w listopadzie. Irlandia nas zmieniła. Często na plus. Nauczyliśmy się mówić głośniej, śmiać się szerzej, pić kawę bez pośpiechu, ale nie zmieniła nas do końca i może właśnie to było naszą siłą.

Tu dochodzimy do punktu kulminacyjnego, bo o ile rząd Irlandii ma nas w głębokim poważaniu, o tyle rdzenni mieszkańcy i właściciele firm już nie. Coraz częściej słyszę ciepłe słowa o Polakach, wypowiadane z nutą żalu, że po stracie pracownika z Polski firma działa inaczej, jakby wolniej, mniej dokładnie, mniej przewidywalnie. I w tym kontekście pojawiają się porównania z pracownikami z innych regionów świata, które sprawiają mi cichą satysfakcję. Po latach udowodniliśmy, że byliśmy wartością dodaną, a nie tanią siłą roboczą, elementem, który spinał system.

Dziś, gdy coraz częściej decydujemy się na powrót, Irlandczycy zaczynają to zauważać. Zaczynają rozumieć, że Polacy byli dla Zielonej Wyspy czymś więcej niż liczbą w statystyce i, że w przypadku migracji będącej tu na pozwoleniach na pracę nie zawsze można powiedzieć to samo. Czy więc doczekamy się dnia, w którym ktoś oficjalnie przyzna, że polska migracja była pewnego rodzaju dobrodziejstwem, a nie problemem? Oficjele raczej tego nie powiedzą, ponieważ polityka rzadko ma odwagę do autorefleksji, ale zwykli ludzie już to mówią. Po cichu, w kuchniach, na zapleczach sklepów i w pubach po trzecim piwie.

To ja jeszcze poczekam, bo historia ma to do siebie, że lubi wracać z przypisem. I kto wie, może któryś z kolejnych premierów, już po fakcie, już bez presji, powie wreszcie na głos to, co dziś słychać w przekazach szeptanych na ucho, że Polacy na Zielonej Wyspie nie byli epizodem. Byli rozdziałem, nie idealnym, nie cukierkowym, ale prawdziwym, jak opisy budynków i przyrody w książkach Jamesa Joyce’a.

Bogdan Feręc

Fot. CC BY-SA 3.0 Gdaniec

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version