Chcą być konkurencyjni, ale nie widzą, że nic się nie spina. Przejrzałem plan pobudzenia gospodarki Unii Europejskiej, a może bardziej uczynienia jej konkurencyjną, ale skupiłem się na wątku emisyjności i zielonej energii. To jednak stoi jak byk, że zarówno Niemcy, jak i Włosi, wciąż nie rozumieją, że Zielony Ład zablokuje im te wszystkie, niektóre nawet dobre inicjatywy.
Dlaczego?
Plan jest taki: oba kraje będą współpracować „w celu realizacji wskazań Rady Europejskiej dotyczących konkurencyjnej zielonej transformacji” i „osiągnięcia celów klimatycznych UE”, czytamy w tekście planu. „Będziemy jednak ściśle współpracować”, aby „zabezpieczyć firmy i miejsca pracy na przyszłość i zwrócimy szczególną uwagę na sektor motoryzacyjny, tradycyjny i energochłonny”. „Wspieramy konkurencyjną transformację”, napisało dwoje przywódców, a dodali, iż „w kierunku gospodarki zdekarbonizowanej, przy jednoczesnym poszanowaniu zasady neutralności technologicznej w odniesieniu do wyborów krajowych”. Wszystko to dziać się ma w odniesieniu do redukcji emisji gazów cieplarnianych, co wymagane jest przez Brukselę, ale bez przechodzenia wyłącznie na silniki elektryczne, w których Niemcy, Włochy i Europa są dalej w tyle niż Chiny.
Z punktu widzenia energii oba kraje dążą do stabilności i rozwoju europejskich rynków energii elektrycznej, gazu i wodoru oraz do obniżenia cen energii, współpracując w zakresie gazociągów między Włochami a Niemcami, w szczególności w zakresie południowego korytarza H₂, który ma połączyć Europę z Afryką Północną.
I tu zaczyna się teatr absurdu. Europa, niczym XIX-wieczny romantyk, zakochała się w zielonej idei, ale ignoruje rachunki. Pakt włosko-niemiecki brzmi jak manifest rozsądku, ale jest w nim fundamentalna sprzeczność, bo jednocześnie chcą taniej energii i drogiej polityki klimatycznej. Chcą ochrony przemysłu i systemu, który ten przemysł systematycznie dusi. Chcą neutralności technologicznej, a akceptują regulacje, które neutralność zamieniają w slogan na konferencję prasową.
Zielony Ład nie jest problemem dlatego, że chce czystszego środowiska, to akurat byłoby zarzutem dziecinnym. Problem polega na tym, że Zielony Ład opiera się na błędnym założeniu, że można administracyjnie przeskoczyć etapy rozwoju gospodarczego. Historia gospodarki jest brutalnie szczera i tania, energia zawsze wygrywała. Węgiel wygrał z drewnem, ropa z węglem w transporcie, gaz z ropą w elektroenergetyce. Nie dlatego, że politycy tak chcieli, lecz dlatego, że rachunek ekonomiczny nie zna litości.
Europa próbuje ten rachunek unieważnić uchwałą, a efekt jest taki, że płacimy więcej za energię, produkujemy drożej, a konkurenci, czyli Chiny, Indie, USA zacierają ręce. Zielony Ład jest drogi, bo wymaga gigantycznych inwestycji w technologie, które nie są jeszcze możliwe do uruchamiania bez dopłat. Jest też drogi, bo wymaga rozbudowy sieci, magazynów energii, systemów bilansowania, które istnieją głównie w prezentacjach. Jest drogi, bo przerzuca koszty transformacji na przemysł i konsumentów, udając, że to inwestycja, a nie podatek.
Największym grzechem jest jednak, nazwijmy to okresie przejściowym, odrzucenie tanich węglowodorów. Gaz, ropa, nawet węgiel i, co gorsze, demonizowanie ich jak średniowiecznych heretyków, a to te paliwa są nadal fundamentem światowej gospodarki. Bez nich nie ma taniej energii, bez taniej energii nie ma przemysłu, a bez taniego przemysłu nie ma konkurencyjności. To nie jest ideologia ani mój wymysł na potrzeby felietonu, to fizyka i ekonomia. Energia odnawialna jest kapryśna jak włoska nastolatka, niby piękna, ale nieprzewidywalna. Słońce nie świeci na rozkaz Rzymu i Berlina, a nawet Brukseli i samej Komisji Europejskiej, jak i wiatr nie czyta europejskich dyrektyw.
Pakt Niemiec i Włoch próbuje więc pogodzić ogień z wodą. Z jednej strony deklaracje o ochronie sektora motoryzacyjnego, jego wsparcie i rozwój, a z drugiej regulacje, które czynią europejskie auta droższymi i mniej atrakcyjnymi. Elektryfikacja transportu została narzucona szybciej, niż rynek był w stanie to przyjąć, by w konsekwencji wchłonąć. Europa przespała moment, w którym Chiny zbudowały łańcuchy dostaw baterii, metali ziem rzadkich i technologii. My udajemy, że neutralność technologiczna nas uratuje, podczas gdy prawo i ekonomia już dawno wskazały zwycięzcę.
Gazociągi, wodór z Afryki i południowe korytarze, to wszystko brzmi ambitnie, ale obarczone jest tym samym błędem, czyli bezmyślnym politycznym optymizmem. Wodór nie jest tani, natomiast zielony wodór jest dla odmiany ekstremalnie drogi. Transport wodoru jest trudny, infrastruktura kosztowna, a bezpieczeństwo dostaw – iluzoryczne. Europa chce więc zastąpić zależność od rosyjskiego gazu zależnością od afrykańskiej stabilności. To nie jest strategia, to jest pie*rzony hazard.
Konkurencyjność nie rodzi się z paktów i deklaracji. Rodzi się z taniej energii, elastycznych regulacji i czasu na adaptację. Zielony Ład tego czasu nie daje, bo on działa jak gorset, więc może i wygląda estetycznie, ale utrudnia oddychanie. Niemcy i Włosi mogą podpisać sto porozumień, ale dopóki Bruksela będzie traktować politykę klimatyczną jak religię, a nie jak narzędzie, dopóty Europa będzie tracić.
Reasumując, bez odrzucenia, a przynajmniej odłożenia na później klimatycznej tyranii Europa nie stanie się konkurencyjna. Nawet z Niemcami i Włochami po podpisaniu tego paktu, bo nie da się wygrać globalnej rywalizacji, biegnąc z plecakiem pełnym ideologii i regulacyjnych kamieni u szyi. Świat idzie naprzód, a Europa stoi w miejscu, wciąż jednak dyskutując o kolorze zielonego światła i jak szybko ma się zmieniać.
Bogdan Feręc
Photo by Karsten Würth on Unsplash

