Rzadko zdarzało mi się pałać szczególnym uznaniem do naszej Ambasady w Dublinie, a delikatnie mówiąc, nie pamiętam, aby była to instytucja, o której myślałem ciepło, jak o niedzielnych pierogach u babci. Jednak ostatnie lata to upadek i tu, mój drogi Czytelniku, wjeżdża zupełnie inny kaliber emocji. To już nie jest nawet kwestia krytyki, to jest kronika postępującego rozkładu, rozpisana na nuty desperacji, w tonacji dur–minor, z refrenem „łapania się brzytwy”, byle tylko utrzymać na powierzchni, zanim prąd medialnych mód nie porwie całej instytucji w otchłań banału.
Nasza Ambasada w Dublinie, ta dumna placówka Rzeczypospolitej Polskiej, wizytówka państwa, powłóczysty tren dyplomacji, zaczęła zachowywać się, jakby właśnie kończyły się granty, budżet zaklinował w odmętach procedur, a jedynym ratunkiem było wrzucanie w media społecznościowe czegokolwiek, co jeszcze się rusza, błyszczy albo krzyczy „PROMOCJA!”. I tak oto powstaje obraz instytucji, która zamiast ambasadorskiej powagi zaczyna przypominać upadającą agencję marketingową. Taką, która dopiero co straciła ostatniego klienta, a teraz histerycznie testuje, czy może jednak „rolki” i „warsztaty z mindfulness” uratują jej karmę oraz wskaźniki utajonej, w mojej ocenie, efektywności.
Żeby to były jeszcze działania spójne, przemyślane, rzeczywiście w duchu służby narodowi, ale nie. To jest miszmasz, to jest bigos bez kapusty, to jest tania próba złapania trendu, zanim on złapie tę placówkę, szumnie nazwaną dyplomatyczną.
Bo oto scrolluję sobie stronę Ambasady RP w Dublinie na Facebooku, jak człowiek XXI wieku, przedstawiciel pokolenia, które widziało więcej na ekranie niż w oknie i, co tam znajduję? Ano informację o tym, że taka to a taka firma organizuje warsztaty, taki to a taki „projekt” oferuje swoje usługi, a tu z kolei jakaś inicjatywa warta uwagi, bo gdzieś tam w tle mignie polsko brzmiące imię albo choćby jego daleki kuzyn.
Przyjmijmy na chwilę, że to wszystko ma sens. Przyjmijmy, że Ambasada rzeczywiście czuje misję promowania polskiej kultury i przemysłu, choćby i przez filtry Facebooka. Niech będzie, ale nawet wtedy człowiek ma prawo zapytać: dlaczego wybiórczo? Dlaczego jedne firmy dostają czerwony dywan na ambasadorskie profile, a inne mogą sobie co najwyżej pomachać z chodnika przed wejściem? I wreszcie: czy naprawdę to jest rola dyplomacji? Od tego są nasze służby zagraniczne? Od lokowania rozmaitych inicjatyw na Facebooku, Instagramie, czy gdzie tam jeszcze wymyślą, a zachowując się niczym influencer z kontraktem na 12 postów i trzy stories w miesiącu?
Powiem szczerze, przemilczałbym to wszystko, gdyby tylko promowane były firmy od początku do końca polskie, działające w Irlandii, tworzące wartość, służące naszej diasporze, wzmacniające polską markę. Jednak w ostatnich dniach trafiła mi się perełka, wisienka na torcie tej swoistej ambasadorskiej schizofrenii. Wytłumaczę, bo słowo ambasadorska odnosi się do urzędu, nie zaś do stanowiska, gdyż fotel najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Irlandii wciąż zionie pustką.
Ambasada wrzuciła rolkę, krótki statyczny filmik z całkiem przyjemną wizualnie panią. Niby wszystko w porządku, przecież Facebook żyje obrazem, prawda? Problem zaczyna się, gdy człowiek patrzy na nazwisko owej pani, cóż typowo wyspiarskie. Imię niby znajome, niby słowiańsko połyskujące, ale tak zmienione, tak przycięte (Kasha), że trudno stwierdzić, czy jeszcze coś nas łączy, czy już wszystko nas dzieli. I ta pani promuje się, a może firmę… na profilu polskiej ambasady. Jakby blask profesjonalnej aparatury ring-light mógł oświetlić szlaki dyplomacji, a filmik zastąpić realne działania na rzecz Polaków mieszkających w Irlandii. Jest to zabieg tak kuriozalny, że aż poetycko piękny, tak absurdalny, że człowiek po krótkiej chwili milczenia zaczyna się śmiać, ale takim śmiechem, co to bardziej z rozpaczy wynika niż z radości.
Powie ktoś: „Bogdan, znowu się czepiasz. Ty masz jakąś obsesję albo awersję do tej ambasady. Zawiódł cię ktoś, rozczarował, o co ty właściwie masz do nich za pretensje”?
I wiesz co? Niech mówią. Niech komentują. Będą mieć trochę racji, ale jedną rzecz warto podkreślić, to nie jest żadna osobista wojna, żadna wendetta. To nie jest życiowa misja polegająca na „zaoraniu” ambasady.
To jest troska.
Bo rolą polskiego przedstawicielstwa w Irlandii nie jest wrzucanie przypadkowych rolek. Nie jest promowanie dowolnych projektów, które akurat mają jakieś logo. Nie jest budowanie nijakiego feedu w mediach społecznościowych. Rolą ambasady jest promowanie nas, Polaków na Zielonej Wyspie. Promowanie Polski i jej kultury, historii, a także osiągnięć. Promowanie wszystkiego, co łączy rodaków z ojczyzną i ojczyznę z rodakami. Natomiast to, co widzimy teraz, to odejście od tej misji. To dryfowanie, zgubienie kompasu, jakby magnetyczna igła nagle zaczęła wskazywać nie północ, lecz rolki Facebooka.
Ambasada otoczyła się organizacjami i grupami, które działają w Irlandii niby pod szyldem polskości, ale realnie kierują się wyłącznie własnym interesem. Tacy gracze to nie są partnerzy dla polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego, to pasażerowie na gapę, którzy wiedzą, jak wsiąść do polskiego wozu, ale jakoś nigdy nie mają ochoty go pchać. I teraz, proszę bardzo, mamy efekt: jeden jakiś znajomek królika jest promowany, drugi nie. Jedna firma zachwala swoje usługi, druga nic nie wie o istnieniu takiej możliwości. Jedni mają „plecy”, drudzy mają problem.
A przecież tak nie powinno być. Nie w dyplomacji. Nie na obczyźnie. Nie w naszym imieniu, bo ambasada działa w naszym imieniu.
Jeżeli Ambasada RP w Dublinie rzeczywiście wybiera sobie „bliskich”, „znajomych”, „współpracujących”, a resztę ignoruje, to mamy sytuację nie tylko nieelegancką, ale zwyczajnie niegodną urzędu naszego państwa. Urzędu, który powinien stać ponad prywatnymi interesami i drobną, lokalną politykierką, ponieważ to nawet nie jest polityka.
I tu dochodzimy do sedna, bo albo wszystkie polskie firmy, inicjatywy, organizacje i twórcy działający w Irlandii mają równy dostęp do ambasadorskich mediów społecznościowych, albo nie ma w nich żadnych. Albo Ambasada RP w Dublinie pełni funkcję reprezentacyjną, albo bawi się w selektywną reklamę. Albo jest miejscem powagi, tradycji i zasad, gdzie polskość ma charakter formalny i fundamenty, albo jest galerią linków, rolek i wątpliwych współpracy.
Natomiast jeżeli nadal ma funkcjonować w tej formule, takiej jak teraz, to nie ma sensu nazywać tego budynku ambasadą. Wtedy jest to zbudowany na gruzach ambasady „domek” przy Ailesbury Road, który powinien zmienić szyld. Zostawić orła, owszem, ale dorzucić nową nazwę: Agencja Wybiórczo Reklamowa i to z dopiskiem: „Współprace barterowe mile widziane”.
A póki co pozostaje nam patrzeć, jak kolejna rolka spływa po ambasadzkim profilu, niczym łza po policzku kogoś, kto pamięta jeszcze, czym dyplomacja była, zanim zmieniła się w reklamę kontentu. Tylko w sercu wciąż pozostaje nadzieja, że może kiedyś wrócą czasy, gdy polskie zagraniczne instytucje świecić będą przykładem, a nie światłem odbitym.
***
Oto główne cele i zadania Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Dublinie, czyli ostoi naszej dyplomacji w stolicy Irlandii, acz ujęte prosto, rzeczowo i w formie, która ma sens nawet bez dyplomatycznego żargonu:
🇵🇱 1. Reprezentowanie interesów Polski i Polaków
Ambasada jest oficjalnym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej wobec władz Irlandii, a to znaczy, że prowadzi rozmowy, negocjacje i koordynuje relacje z rządem Irlandii, parlamentem, administracją oraz samorządami. Przyczynia się do budowania i umacniania współpracy między obu państwami w polityce, gospodarce i innych dziedzinach.
🤝 2. Wzmacnianie stosunków polsko-irlandzkich
To jedna z podstawowych funkcji to działanie na rzecz pogłębiania więzi politycznych, społecznych, gospodarczych i kulturalnych między Polską a Irlandią. Ambasada dba o to, by relacje obu krajów były dobre, trwałe i oparte na wzajemnym zrozumieniu.
📇 3. Wsparcie konsularne dla obywateli
Ambasada za pośrednictwem Konsulatu RP pomaga Polakom mieszkającym, pracującym lub podróżującym po Irlandii, wspiera w kwestiach formalnych i trudnych sytuacjach życiowych. Obejmuje to między innymi:
- wydawanie i przedłużanie paszportów,
- udzielanie pomocy w sprawach prawnych i dokumentowych,
- wsparcie w sytuacjach kryzysowych (np. wypadki, zatrzymania, zgony).
To jedne z najważniejszych zadań praktycznych placówki.
🛂 4. Obsługa wizowa i prawna
Ambasada prowadzi sprawy związane z wydawaniem wiz oraz informuje o zasadach wjazdu i pobytu w Polsce i strefie Schengen.
🧑🤝🧑 5. Kontakt z polską diasporą
Ambasada utrzymuje kontakt z Polonią i Polakami w Irlandii, wspiera ich inicjatywy, udziela informacji, współpracuje z organizacjami polonijnymi i pomaga w łączeniu ich z polskim państwem i kulturą.
🎭 6. Promocja kultury, nauki i współpracy społecznej
Rola ambasady obejmuje także działania promocyjne, organizowanie i wspieranie wydarzeń kulturalnych, artystycznych, edukacyjnych i naukowych, które przybliżają Polskę Irlandczykom i budują pozytywny wizerunek naszego kraju.
💼 7. Wsparcie współpracy gospodarczej
Placówka aktywnie działa na rzecz rozwijania kontaktów biznesowych między polskimi i irlandzkimi przedsiębiorcami, promuje handel, inwestycje i wymianę gospodarczą między krajami.
W skrócie: ambasada to nie biuro facebookowej promocji wybranych biznesów, a poważna instytucja odpowiedzialna za relacje państwo-państwo, wspierać ma obywateli, promować kulturę i chronić interesy Polski oraz Polaków w Irlandii.
Bogdan Feręc
Fot. CC BY-SA 3.0 Siliesiac

