Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Tępa inżynieria strachu i unijne złudzenia

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Ostatnie wydarzenia w hiszpańskiej Ceucie, która położona jest po południowej stronie Cieśniny Gibraltarskiej pokazały dosyć wyraźnie, że Europa ma problem w całkiem innym miejscu, niż sama na taki wskazuje. Ceuta, to jednostka administracyjna Hiszpanii, która położona jest w północnej części Maroka, a uznawana za przedsionek Europy. Tym samym kilkadziesiąt tysięcy uchodźców, a jak pokazują przekazy telewizyjne, złożonych z samych młodych mężczyzn, szturmem wzięło Unię Europejską.

Ja wiem, że z geografią wiele osób jest na bakier i wie, gdzie leży Teneryfa, ale zasięg tego utopijnego tworu, jakim stała się Unia Europejska, nie jest do końca wiadomy.

Oczywiście cała sprawa ma swój początek w czasach, kiedy kanclerzem Germanii była niejaka Merkel Angela, bo to ona, jak jej niesławny poprzednik, wywołała w Europie coś na kształt wojny światowej. To właśnie Merkelowa zaczęła ściągać tu różnego typu indywidua z różnych części świata, co miało zmienić problem z brakiem rąk do pracy w pokonaną przeszkodę. Wyszło jednak jak zwykle, bo przecież każdy polityk, nie ważne z jakiego kraju, potrafi spie*dolić najprostszą rzecz, a w tym przypadku rozjechać funkcjonowanie kontynentu.

Później było tylko gorzej, bo te masy z Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, pociągnęły za sobą innych, więc z państw, o których można było się dowiedzieć jedynie z map. Jednak ostatnie lata pokazały, że ani pomysł szefowej berlińskiej elity władzy, ani też późniejsze działania brukselskich odszczepieńców inteligencji, nie okazały się w żaden sposób zgodne z zapowiedziami. Generalnie chodziło o to, żeby do Europy trafiły narody płodne, które zapełniać będą „przeludnioną planetę”, a konkretnie Stary Kontynent, „ręcoma” do pracy.

Skoro jestem już od dawna ruską onucą, to właśnie Federację postawię za przykład, a ściśle rzecz ujmując, jej terytoria położone za górami Uralu. Tam, żeby było szybciej, można lecieć samolotem przez 11 godzin, a nie zobaczy się z powietrza nawet jednej wioski, nie mówiąc już o człowieku. To jest właśnie przeludnienie, którym do niedawna nas straszono. Nawet nie będę wykazywał, że Europa też przekonywała swoich obywateli, że ich zbyt dużo jest, więc postanowiła w pewnym momencie ściągnąć przybyszy z innych kontynentów.

Wróćmy jednak do podstawy tego felietonu, a prawdopodobnie uda mi się jeszcze kilka takich przykładów podać, więc zajmę się „inżynierami” i „doktorami”, którzy nader chętnie stawili się na apel kanclerz, aż chce mi się użyć zwyczajowej nazwy z okresu od 1933 do 1945 roku, czyli Niemiec. Tak na marginesie, rzesza to chyba określenie, celnie przystające do obecnych wydarzeń, bo tylu nierobów z każdego zakątka świata, nie najechało się tu nigdy wcześniej. Nie liczę tureckich i mongolskich najazdów, ale i tu łatwo dostrzec analogię, choć nie mamy już takiego Sobieskiego, z zawodu króla, który pogoniłby to towarzystwo.

Już koniec tych historycznych zabaw słownych, więc imigranci przybyli, rozejrzeli się i zamiast chwycić za jakąś robotę, to im się zaczęło rozdawać zapomogi i zasiłki socjalne. Dostali też zakwaterowanie, bo to nie Afryka i dach nad głową jest potrzebny, więc All Inclusive poszedł na całego. Skoro taki nachodźca otrzymał mieszkanie, kilkaset euro na drobne wydatki, nie musiał przejmować się rachunkami, to na miłość Boską, kogo zmusiłoby to do poszukiwania roboty?!

Mnie nie, bo chętnie, nawet teraz przyjmę mieszkanie – nie musi być duże – i kilka setek w tutejszej walucie, by uznanym zostać za człowieka, który wcześniej miał gorzej, czyli wsparcie mi przysługuje.

Sprawa toczyła się latami, liberalne rządy ochoczo otwierały bramy Europy, więc tałatajstwa zewsząd się naszło, aż ktoś odkrywczo zauważył, że mamy problem. W tak zwanym międzyczasie jeden Rusek wymyślił sobie wojnę, co doprowadziło do sytuacji, w której do Europy ruszyły z terenów, a do tej pory nieobjętych działaniami wojennymi, miliony Ukraińców. To dodatkowo skomplikowało sytuację Europy, ale ta zyskała również oręż, aby zacząć straszyć na wszelkie sposoby swoich obywateli. Wówczas to pojawiły się publicznie hasła, że Rosja właśnie rozpoczęła inwazję na Europę. Trochę im nie poszło, skoro nie mogą sobie poradzić z jedną Ukrainą, choć walnie wspieraną przez szeroko pojęty Zachód. Nie zmienia to jednak faktu, że Moskwa do tej pory nie osiągnęła zakładanych celów, a na dodatek powoli zaczyna obrywać od zrujnowanego państwa na U.

To także niczego nie nauczyło politykierów ze Starego Kontynentu, więc nie otrząsnęli się ze swoich durnych pomysłów, a cytując za filmem Miś: – Straszne się tu chamstwo zjeżdża z całego świata. Jednak w pewnym momencie zacząłem odnosić wrażenie, że było to na rękę państwom unijnym, a i Komitetowi Centralnemu Unii Europejskiej, bo zaczęli dodruk pieniędzy. Usprawiedliwieniem stała się narracja, że Putin już ustawia czołgi pod granicami UE, a i szykuje cały arsenał do wojny z Europą, o ile nie z całym NATO. Tego wykluczyć nie mogę, bo Rosjanie to jednak dziwny naród, a wystarczy wspomnieć Józefa Wissarionowicza i kontynuatorów jego rządów, w tym Nikitę Chruszczowa. Ten ostatni wywołał znany szeroko kryzys kubański, kiedy świat faktycznie stał u progu wojny i to potencjalnie jądrowej.

Znowu mnie rzuciło na szerokie wody historii, ale cóż, trochę z niej pamiętam, ale nie, nie z powodu mojego wieku. Chodziłem do dobrych socjalistycznych szkół, a te dobrze uczyły. Może i przeinaczały historię, ale po pewnych modyfikacjach, wiele kwestii się zgadza.

Ta Rosja stała się jednak celem Unii Europejskiej, więc jak już raz ktoś tam powiedział, że Federacja to nasz wróg najgorszy, trzeba było nabudować wokół tego cały przemysł strachu. Najciekawiej było w Polsce, bo do dziś mnie śmieszy, jak wcześniej politycy Prawa i Sprawiedliwości, a teraz Koalicji Obywatelskiej twierdzą, że Ukraina jest barierą i broni nas przed Putinem. Kiedyś już przypominałem tym geograficznym nieukom, że Polska to jednak graniczy z Federacją Rosyjską, a ich rakieta Oresznik, z Obwodu Kaliningradzkiego do Warszawy leci przez trzy minuty. Nie wiem, może jak poleci przez Ukrainę, nasza obrona powietrzna zdąży ją wykryć i nadać sygnał ostrzegawczy, ale i tu pewności nie mam. Wtedy jednak zgodzę się ze słowami, że Ukraina nas chroni przed moskiewskimi zapędami.

Po co w ogóle mówię o tej Moskwie i Putinie, bo właśnie z nich zrobiło się zło największe, a to w mojej ocenie wyłącznie temat zastępczy. Kiedy skierować uwagę Europejczyków na wydarzenia dziejące się tuż u ich wschodnich granic, wówczas stawia się zasłonę dymną na wydarzenia, które nie charakteryzują się wybuchem bomb i setkami zabitych. Można też wpuszczać na nasze terytorium dziesiątki tysięcy migrantów, którzy jedyne, co potrafią, to… nawet nie wiem, co oni mogą potrafić.

Ważne jest w tym wszystkim jedno, więc, a nie będę bronił rosyjskiego przywódcy, bo aniołem nie jest, gdyż chodzi o odwracanie naszej uwagi. Dopiero wydarzenia takie, jak w Ceucie, kiedy nawet reżimowe media eurokratów zauważają problem, a to prowadzi nas do wniosku, że europejski wróg jest w całkiem innym miejscu. Nie mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że Rosja nie ma imperialnych planów, że niechętnie zajęłaby się zawładnięciem Europy, ale pomimo tego, że… tu znowu cytat z filmu, a tym razem „Operacja Samum”: – To dziki kraj, jednak bardziej cywilizowany niż ci nielegalni migranci, jakich w ostatnich dniach widzieliśmy podczas szturmu na hiszpańską eksklawę.

Możecie mnie mieszać z błotem, możecie nadal sugerować, że powinienem mieszkać w daczy pod Moskwą, że jestem putinowskim narzędziem propagandy, ale i tak będę twierdził, że Europa prędzej porozumie się z Rosją, niż z tymi wszystkimi nachodźcami z Afryki, Bliskiego Wschodu i części Azji. Tak na koniec, to można sobie zadać trud i sprawdzić, jak do kwestii migracji podchodzą rządy Syrii, Afganistanu, Wenezueli, Somalii, Erytrei, ale też Ghany i Nigerii. Te kraje nawet nie chcą podjąć poważnych rozmów z Europą, aby można było bezproblemowo deportować do nich, ich własnych obywateli, którzy nie uzyskali prawa pobytu w Unii Europejskiej.

Tak, Europa w ostatnich miesiącach straciła jakby bielmo na jednym oku, zaczęła odsyłać nachodźców, ale niestety bielmo spadło jej z niedowidzącego oka. Cała ta gra w odwracanie wzroku Europejczyków sprawi, że zanim zorientujemy się, skąd naprawdę idzie zagrożenie, Stary Kontynent pozostanie już tylko pojęciem czysto geograficznym.

Bogdan Feręc

Fot. Kadr z nagrania RTE

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version