Dotarłem ostatnio do dokumentów o wydarzeniach z 2025 roku, a pierwsze dni tego roku jasno wskazują, że światowa gospodarka wchodzi w okres podwyższonego ryzyka, fragmentacji i dużej zmienności. Z opracowania wynika, że ten stan nie jest chwilowy, a stanie się raczej początkiem dłuższego cyklu zmian, który będzie determinował globalne decyzje polityczne i gospodarcze przez kolejne lata, choć uważam, że będzie to dziesięciolecie. Taka rzeczywistość stanie się tłem dla kluczowych globalnych negocjacji zaplanowanych na najbliższe miesiące, w tym rozmów podczas Konferencji Ministerialnej WTO w marcu 2026 roku.
Już w końcówce stycznia Boston Consulting Group przedstawiła prognozę zmian w globalnym handlu w nadchodzącej dekadzie, a wnioski są spójne z obserwowanymi trendami, więc handel między krajami Południa rośnie, a udział Globalnego Południa w światowym handlu systematycznie się zwiększa. Ważne, że nie można tego odczytywać, jako chwilowego odchylenia w statystyce, bo bardziej jako długoterminowy proces, który zmienia architekturę globalnej gospodarki.
Raport wyróżnia kilka głównych centrów światowego handlu, w tym Stany Zjednoczone, Chiny i grupę państw Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA), Wielką Brytanię, Malezję, Singapur, Wietnam, oraz BRICS+, ale bez Chin oraz pozostałe większe gospodarki świata. W analizie dynamiki współpracy z instytucjami globalnymi i handlem wielostronnym grupa łączona z Europą uzyskała najwyższą ocenę, Chiny i BRICS+ średnią, a Stany Zjednoczone najniższą. Oznacza to, że obecne trendy w polityce handlowej USA mogą utrzymywać się przez większość nadchodzącej dekady, wzmacniając globalne przesunięcia w strukturze handlu, a tylko dlatego, aby Stany mogły nieustannie pobudzać swój handel wewnętrzny i międzynarodowy.
Jeszcze ciekawsze są prognozy przepływów handlowych do 2034 roku, czyli w okresie ośmiolatki, a pokazują rosnące znaczenie relacji Południe–Południe. Chiny umacniać mają pozycję głównego partnera handlowego dla krajów Globalnego Południa, a największy wzrost handlu przewidywany jest w relacji Chiny–BRICS+. Jednocześnie gospodarki BRICS+ bez Chin mają rosnąć stabilnie w handlu zarówno między sobą, jak i z resztą świata oraz ze Stanami Zjednoczonymi. Oznacza to systematyczne pogłębianie powiązań gospodarczych między Globalnym Południem a Chinami oraz między samymi krajami nazywanymi „rozwijającymi się”.
W tym samym czasie udział USA w globalnym handlu towarowym spadać ma wykładniczo do wzrostu BRICS, co wynika z utrzymywania orientacji gospodarczej na własny region. Dane pokazują, że udział importu objętego cłami w Stanach Zjednoczonych gwałtownie wzrósł od 2025 roku, a równolegle Europa utrzymuje stabilny wzrost handlu zarówno wewnątrz własnej grupy, jak i z BRICS+ oraz resztą świata. Oznacza to, że Europa i jej partnerzy pozostają ważnymi graczami, ale ich rola systematycznie przestaje być dominująca.
Wszystko to prowadzi do jednego wniosku, że Globalne Południe również w tym roku będzie rosło w siłę, co z kolei zagrażać będzie w stopniu wysokim gospodarce Unii Europejskiej. Rosnące przepływy handlowe między gospodarkami rozwijającymi się, liberalizacja handlu w ramach BRICS+ oraz dalsza wielce prawdopodobna ekspansja tego bloku będą wzmacniać przesunięcie środka ciężkości światowej gospodarki w kierunku państw, które chcą współpracować z BRICS, a i odchodzić od zasad panujących w gospodarkach zachodnich. Proces ten może zostać dodatkowo przyspieszony przez liberalizację handlu w ramach BRICS+, o czym już zaczęło się mówić, oraz przez dalsze rozszerzanie kręgu partnerów tego bloku. Już dziś część państw ASEAN-u współpracuje z BRICS, a pojawiają się sygnały o możliwym pogłębianiu integracji. Jednocześnie rosnąca rola Afrykańskiej Kontynentalnej Strefy Wolnego Handlu może w kolejnych latach jeszcze bardziej zwiększyć znaczenie przepływów handlowych wewnątrz Globalnego Południa.
W dłuższej perspektywie kluczowe znaczenie będzie miała ewolucja relacji gospodarczych między największymi potęgami BRICS, przede wszystkim Chinami i Indiami. Jeśli proces normalizacji współpracy gospodarczej między tymi krajami będzie postępował, może to znacząco przyspieszyć integrację gospodarczą w obrębie Globalnego Południa. W tle pozostają jednak Stany Zjednoczone, które nadal będą próbowały przeciwstawiać się dominacji Południa. Jednak same niewiele będą mogły zrobić. Może właśnie dlatego sekretarz Marco Rubio złagodził ton wypowiedzi płynących z Waszyngtonu. Wygląda to jak próba ponownego jednania „przyjaciół”, którzy są potrzebni do ograniczania wpływów Chin, Indii i Rosji na globalnych rynkach. W praktyce oznacza to powrót do polityki budowania bloków i koalicji gospodarczych. W świecie rosnącej fragmentacji samodzielne działanie największych gospodarek staje się coraz mniej skuteczne i nawet Stany Zjednoczone potrzebują dziś szerokiej sieci partnerów, aby zachować realny wpływ na globalne przepływy handlowe i finansowe.
Żeby jednak nie było aż tak dramatycznie, za kilka lat spodziewam się uspokojenia globalnej walki o ekonomiczną dominację, która raczej ustali się w formie umów o podziale świata na strefy wpływów i z jednej strony państwa o słabszych warunkach ekonomicznych pozostawać będą pod dominacją państw założycieli BRICS, z drugiej zaś Stanów Zjednoczonych. Taki układ nie będzie oznaczał końca rywalizacji, ale raczej jej uporządkowanie i przeniesienie na poziom negocjacji oraz kontrolowanej konkurencji gospodarczej.
Z podziału tego ekonomicznego w formie globalnej tortu wykluczam Unię Europejską jako beneficjenta. UE robi dziś bardzo dużo, by znaleźć się pod panowaniem BRICS, a świadczą o tym między innymi umowy z państwami Mercosur oraz z Indiami. Na dodatek jestem przekonany, że Europa zepsuje za chwilę możliwość porozumienia się z Chinami, a nawet, jeżeli podpisze z Państwem Środka jakieś umowy o współpracy, będą one korzystne wyłącznie dla Pekinu. Kierunek ten pokazuje, co widać obecnie gołym okiem, że Europa coraz częściej dostosowuje się do globalnych zmian zachodzących na świecie, zamiast je kształtować.
Nie mogę nazwać tego działaniem racjonalnym, ale ktoś tych ludzi wybrał i to mówi więcej o poziomie wiedzy oraz inteligencji wyborców niż o stanie umysłowym unijnych polityków.
Podsumowując, świat zmierza w stronę nowej równowagi, ale nie będzie to równowaga wygodna dla wszystkich, jednak należy pamiętać, że handel podąża za siłą polityczną, a ta za gospodarką. Dziś znajdujemy się w momencie, w którym ten łańcuch zaczyna się rwać i zmieniać kierunek. Proces ten nie będzie gwałtowny, ale może okazać się trwały i trudny do odwrócenia, a może nawet niemożliwy do zmiany przez dziesięciolecia.
Cóż, Zachód w pewnym momencie pod wieloma względami stał się leniwy, rozparł się w wygodnym fotelu liberalizmu i zapomniał, że za drzwiami czaiła się gospodarcza potęga Południa. Ta natomiast przystąpiła do ataku, aby jak dawniejsze hordy najeźdźców, podporządkować sobie silne niegdyś państwa.
Bogdan Feręc

