Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Świat bez klasy średniej

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jest pewna myśl, która jeszcze kilka lat temu brzmiała jak teoria spiskowa, a dziś coraz częściej pojawia się w zwykłych rozmowach przy kawie, w dyskusjach przedsiębiorców i analizach ekonomistów. To przekonanie, że współczesny świat zmierza do modelu, w którym pozostaną już tylko dwie grupy ludzi, czyli bardzo bogaci i bardzo biedni. Pomiędzy nimi – tam, gdzie przez dziesięciolecia znajdowała się klasa średnia – zostać ma pusta przestrzeń.

Trudno się dziwić, że takie pytania padają coraz częściej, bo wystarczy spojrzeć na rzeczywistość. Małe i średnie firmy zmagają się z rosnącymi kosztami energii, podatkami, inflacją, biurokracją i coraz bardziej skomplikowanymi regulacjami, a to prowadzi do ich upadku. Spójrzmy, jak wiele z nich w ostatnich latach upadło, wypierane są przez sieci i korporacje, które niszczą rynek prywatnej przedsiębiorczości. Wielkie koncerny, dysponujące armiami prawników, doradców i specjalistów od optymalizacji kosztów, radzą sobie znacznie lepiej. Dla nich nowe przepisy często stają się jedynie przeszkodą do pokonania, a dla lokalnego przedsiębiorcy bywają wyrokiem ekonomicznej śmierci.

Przez dziesięciolecia zachodnia cywilizacja budowała swoją siłę właśnie na klasie średniej, bo to nie miliarderzy stanowili fundament gospodarki. Nie byli nim również ludzie uzależnieni od pomocy państwa. Fundamentem byli właśnie właściciele sklepów, warsztatów, restauracji, rodzinnych przedsiębiorstw, lekarze prowadzący prywatne gabinety, rzemieślnicy, inżynierowie i specjaliści. Ludzie, którzy płacili podatki, zatrudniali innych i tworzyli lokalne społeczności.

Dziś ten fundament coraz bardziej pęka i obraca się w perzynę.

Młody człowiek jeszcze niedawno marzył o dobrej pracy, własnym biznesie i małym domku z dala od miejskiego zgiełku, a dzisiaj coraz częściej marzy o stabilnym etacie w wielkiej korporacji. Jeszcze niedawno symbolem sukcesu była własność, natomiast dziś to coraz częściej promowany jest model permanentnego najmu. Nie posiadaj mieszkania – wynajmuj. Nie posiadaj samochodu – korzystaj z usługi. Nie posiadaj oprogramowania – opłacaj abonament. Nie buduj majątku – płać miesięczną ratę.

W ten sposób rodzi się nowy model społeczeństwa. Nieliczni posiadają aktywa, nieruchomości, technologie i kapitał, a reszta korzysta z nich za opłatą.

Oczywiście nie oznacza to, przynajmniej oficjalnie, że istnieje jakiś tajny sztab spotykający się w podziemiach świata i planujący likwidację klasy średniej. Rzeczywistość jest banalna, a przez to bardziej niebezpieczna. To splot interesów wielkiego kapitału, polityki i biurokracji. Każda nowa regulacja jest uzasadniana szczytnym celem. Każdy nowy podatek przedstawiany jest jako konieczność. Każde nowe ograniczenie ma służyć bezpieczeństwu, ekologii lub sprawiedliwości społecznej. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy suma tych wszystkich działań zaczyna przypominać betonową płytę przygniatającą przedsiębiorczość.

Giganci rynku często potrafią wykorzystać nowe przepisy do umocnienia swojej pozycji. Im bardziej skomplikowane staje się otoczenie prawne, tym trudniej wejść na rynek nowym graczom. Paradoksalnie więc regulacje, które miały ograniczać dominację największych, często prowadzą do jej zwiększenia, więc w efekcie bogaci stają się jeszcze bogatsi, a średni ubożeją.

Według wielu analiz majątek najzamożniejszych rośnie w ostatnich latach szybciej niż dochody zwykłych pracowników. Ceny nieruchomości odrywają się od możliwości przeciętnych rodzin. Koszty życia rosną szybciej niż oszczędności. Coraz więcej ludzi pracuje ciężko, a mimo to nie jest w stanie zbudować trwałego majątku. To jest właśnie ten najważniejszy sygnał ostrzegawczy.

Klasa średnia nie definiuje się bowiem wysokością miesięcznej pensji, a bardziej możliwością awansu społecznego. Człowiek klasy średniej wierzy, że dzięki pracy, oszczędności i przedsiębiorczości może poprawić los swojej rodziny. Gdy natomiast po kliku latach ta wiara znika, zaczyna się kryzys znacznie poważniejszy niż recesja w gospodarce. Wówczas zaczyna się kryzys cywilizacyjny.

Od lat wiemy, bo pokazał to model gospodarczy wielu państw, że społeczeństwa z silną klasą średnią są stabilne, mają potencjał rozwoju, z czego korzystają. Natomiast społeczeństwa podzielone na oligarchów i masy zależnych od niewielkiej grupy obywateli, podatne są na konflikty, populizm i radykalizację. Nieprzypadkowo największe napięcia społeczne pojawiały się tam, gdzie różnice majątkowe i klasowe rosły szybciej niż szanse na poprawę własnego losu. Dlatego pytanie nie brzmi, czy należy pomagać biednym ani czy należy ograniczać nadużycia wielkiego biznesu. Pytanie brzmi, czy państwa nadal chcą mieć klasę średnią?

Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, konieczne jest tworzenie warunków dla rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, ochrony własności prywatnej, stabilnego prawa oraz systemu podatkowego, który nie karze ludzi za ambicję i sukces. Jeżeli z kolei odpowiedź brzmi nie, przyszłość może wyglądać zupełnie inaczej. Wtedy świat podzieli się na właścicieli i użytkowników. Na tych, którzy posiadają, i tych, którzy płacą za dostęp, na elitę zarządzającą kapitałem oraz większość żyjącą od wypłaty do wypłaty.

Jednak wtedy okaże się, że największym bogactwem XXI wieku nie będzie sztuczna inteligencja, ropa naftowa ani dane. Największym bogactwem stanie się coś znacznie rzadszego – niezależność ekonomiczna zwykłego człowieka.

Bogdan Feręc

Photo by Campaign Creators on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version