Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Requiem dla suwerenności, czyli jak Bruksela zabiła demokrację

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Niegdyś słowo „demokracja” niosło ze sobą potężny ładunek etyczny i polityczny. Oznaczało fundamentalną zasadę, w której to obywatele, żywi ludzie z krwi i kości, tworzący narody, mieli decydujący głos w sprawach dotyczących ich własnego losu, ich ojczyzn i przyszłości ich dzieci.

Demokracja była synonimem podmiotowości społeczeństwa. Dziś, pod dyktando Komisji Europejskiej, to pojęcie zostało całkowicie wypatroszone ze swojego pierwotnego znaczenia, zniekształcone i obrócone przeciwko samemu ludowi. Współcześnie mianem „demokracji” eurokraci bezczelnie nazywają brutalne narzucanie centralistycznej woli politycznej, która nie dość, że nie ma nic wspólnego z wolą większości mieszkańców Europy, to stoi z nią w jaskrawej, wręcz agresywnej sprzeczności. Dożyliśmy czasów, w których Bruksela na ołtarzu własnych ideologicznych urojeń, bez wahania złożyła podmiotowość państw członkowskich, dokonując tym samym spektakularnego zabójstwa zasad, na których rzekomo miała opierać się ta wspólnota.

Najjaskrawszym i bezwzględnym dowodem na tę autorytarną transformację Unii Europejskiej był forsowany z uporem godnym lepszej sprawy Pakt Migracyjny.

Trzeba postawić sprawę jasno i bez owijania w bawełnę, bo nikt w Europie nie widział tłumów obywateli, którzy z radością wylegliby na ulice swoich miast, by manifestować poparcie dla polityki masowego sprowadzania i przymusowego rozdzielania obcych kulturowo nacji. Społeczeństwa europejskie nie domagały się tego eksperymentu społecznego, a wręcz przeciwnie – od lat wyrażają głęboki sprzeciw. Jednak dla brukselskich elit ten fakt nie ma najmniejszego znaczenia. Eurokraci prezentują porażającą wręcz pogardę dla opinii publicznej.

Ludzie mówią swoje, opierając się na zdrowym rozsądku i instynkcie samozachowawczym, a władza robi swoje, posługując się przy tym toporną, obrażającą inteligencję propagandą. Wmawia się nam, że jesteśmy zmuszeni do przyjmowania setek tysięcy migrantów, ponieważ „brakuje rąk do pracy”. To ordynarne kłamstwo, mające zamaskować systemową nieudolność, przynajmniej w kontekscie wzrastającego bezrobocia. Zamiast stworzyć rodowitym Europejczykom godne warunki bytowe, zapewnić im stabilną pracę i ułatwić dostęp do mieszkań, co w naturalny sposób pobudziłoby demografię i sprawiło, że dzieci pojawiłyby się „same”, Bruksela woli importować tanią siłę roboczą i destabilizować kontynent.

Do tej festiwalowej wręcz demonstracji antydemokratycznych zachowań unijnych elit i spolegliwych wobec nich lokalnych polityków należy dopisać bezwstydne, realizowane w żywe oczy kłamstwo. Gra, którą toczą z nami rządzący, opiera się na cynicznej manipulacji. Przed wprowadzeniem jakiegoś destrukcyjnego prawa, opinii publicznej serwuje się potoki uspokajających zapewnień, które po wejściu w życie przepisów okazują się wierutną bzdurą. Gdy oszustwo wychodzi na jaw, ten lub ów szef rządu próbuje przekonać własnych obywateli, że po prostu „źle go zrozumieli”, traktując społeczeństwo jak zgraję ludzi upośledzonych umysłowo.

To nie jest kwestia błędu w komunikacji – to celowe zaciemnianie obrazu, systemowa zasłona dymna, mająca uniemożliwić oporowi społecznemu zorientowanie się, jaki stryczek tak naprawdę szykuje dla nich Bruksela.

Idealnym przykładem tej obrzydliwej machiny dezinformacji jest sprawa premiera Donalda Tuska i jego zapewnień w kwestii Paktu Migracyjnego. Szef polskiego rządu publicznie, z dużą pewnością siebie deklarował, że ten mechanizm nie będzie dotyczył Polski i, że nasz kraj nie zostanie zmuszony do przyjmowania migrantów. Ta narracja rozsypała się jak domek z kart pod wpływem jednego, suchego oświadczenia rzecznika Komisji Europejskiej Marcusa Lamberta, który bez ogródek przypomniał, że prawo unijne jest bezwzględne, każdy kraj bez wyjątku ma obowiązek przyjmować migrantów, a od tej reguły nie ma żadnych odstępstw. Co zatem zrobił premier Tusk, jeśli nie dopuścił się jawnego wprowadznia w błąd własnych obywateli w fundamentalnej dla bezpieczeństwa państwa sprawie?

Z dniem 12 czerwca dokonał się symboliczny i faktyczny zamach stanu na resztki suwerenności państw narodowych. Przestał obowiązywać Mechanizm Dubliński, który mimo swoich wad stanowił przynajmniej logiczną barierę bezpieczeństwa. Gwarantował on, że to pierwszy kraj wjazdu migranta na terytorium Unii odpowiadał za procedury azylowe i miał pełne prawo do jego wydalenia poza granice wspólnoty. Zastąpienie go Paktem Migracyjnym całkowicie odwraca tę sytuację i odbiera państwom prawo do decydowania o własnych granicach.

Teraz to Komisja Europejska, samozwańczy i nikomu niepodlegający komitet polityczny w Brukseli, uzurpuje sobie prawo do arbitralnego decydowania, ile poszczególne kraje mają przyjąć rzekomych „inżynierów” i „doktorów”. Czy system, w którym o strukturze społecznej i bezpieczeństwie suwerennego narodu decyduje urzędnik z Brukseli, można jeszcze bezwstydnie nazywać demokracją? Bruksela łaskawie oferuje alternatywę, więc jeśli nie chcecie przyjąć narzuconej kwoty migrantów, możecie zapłacić bajońskie kary finansowe za przywilej pozostania państwem bez nachodźców. To nie jest partnerstwo, to jest ordynarny haracz i nowoczesny feudalizm, gdzie zdanie państwa członkowskiego nie ma najmniejszego znaczenia, a bezwzględne posłuszeństwo wobec woli Komisji Europejskiej jest wymuszane szantażem ekonomicznym.

Jeżeli przyjąć jedyną prawdziwą definicję demokracji, według której jest to władza ludu sprawowana przez wybranych przedstawicieli dla dobra tegoż ludu, to obecna rzeczywistość unijna jawi się jako jej totalne zaprzeczenie.

Jeśli szacunkowo ogromna większość mieszkańców Unii Europejskiej kategorycznie sprzeciwia się polityce otwartych drzwi i przymusowej relokacji, a Bruksela mimo to bezwzględnie nakazuje jej realizację, to mamy do czynienia z dyktaturą ubraną w unijne flagi.

Skutki tego autorytarnego szaleństwa widzimy codziennie w całej Europie. To właśnie ta ideologiczna ślepota i upór eurokratów stoją za upadającymi budżetami państw, paraliżem rynku nieruchomości i drastycznym kryzysem mieszkaniowym oraz całkowitą zapaścią systemów socjalnych i zdrowotnych. Utrzymanie milionów migrantów, uchodźców i azylantów generuje astronomiczne koszty. Doskonałym, a zarazem przerażającym przykładem jest Irlandia, gdzie tysiące nowo przybyłych osób otrzymało od ręki darmowe zakwaterowanie, darmową opiekę medyczną i darmowe wyżywienie. Słowo „darmowe” jest w tym kontekście bezczelnym nadużyciem i policzkiem wymierzonym w podatników. Nic nie jest darmowe. Dla migrantów te luksusy są bezpłatne, ale gigantyczny rachunek za to wszystko płacą rdzenni mieszkańcy Europy – ci sami, którzy na ten obłęd nigdy nie wyrazili zgody i, którzy w imię unijnych dogmatów spychani są na margines we własnych krajach. A jaka jest odpowiedź demokratycznie wybranych władz na uzasadniony protest oszukanych obywateli?

Zamiast dialogu i poszanowania woli narodu, ludzie, którzy odmawiają zgody na destrukcję swojego otoczenia, otrzymują kordony policji na ulicach i brutalne tłumaczenie policyjnymi pałami i armatkami wodnymi, że mają zamknąć usta i bezkrytycznie akceptować napływ mas ludzkich, o których pochodzeniu oraz intencjach nikt nic nie wie.

Komisja Europejska, przy współudziale lojalnych wobec niej rządowych aparatczyków, zamordowała więc demokrację w Europie. Na jej gruzach wyrosła brukselska oligarchia, która za nic ma głos narodów, a suwerenność i wolność obywatelską traktuje jak relikt przeszłości, który należy jak najszybciej zdławić, by następnie zlikwidować.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version