Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Ratunkowy dryf. Bruksela podpala, potem biegnie z gaśnicą

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Niewiele jest w Unii Europejskiej dziedzin życia, które nie zostały jeszcze zepsute, ale nie popadajmy w panikę, Ursula Gertrud robi ze swoimi urzędasami wszystko, co jest w jej mocy, aby i to obrócić w perzynę.

Co może być zaskakujące, ale całkiem niedawno dotarło do synaps brukselskich urzędników, słowo synapsa napisałem w liczbie mnogiej, bo muszą być przynajmniej dwie, żeby zainicjować skromny, ale zawsze jednak proces myślowy, czyli dotarło do nich, że Europę zaczynają opuszczać firmy, które dawały wpływy podatkowe, a i miejsca pracy, co w konsekwencji prowadziło do tego, że ludzie mieli pieniądze i mogli nabywać towary drogą kupna.

Kiedy jednak na stanowisko szefowej Europy wybrano Ursulę von der Leyen, ta wzięła się za energiczne oczyszczanie tego kawałka globu z efektywnych źródeł energii. Żeby jeszcze kobita zrobiła to typowo, więc wzięła do ręki miotłę i ścierę, że posłużę się stwierdzeniem, za które mogą mnie wsadzić, bo przecież posługuję się stereotypami z zaprzeszłej epoki, to nie, jęła wprowadzać Zielony Ład.

Nie poszło kobiecinie, bo nawet po narzuceniu morderczego tempa zmian, nic z tego nie wyszło, a właściwie przepraszam, wyszedł, ale wielki burd… bałagan. Niezrażona tym jednak Ursula von der Leyen uznała, że skoro firmy i ludzie tego nie chcą zrozumieć, że to dla ich dobra, więc stawali okoniem do jej rewolucyjnych pomysłów, ona to wszystko naprawi i będzie, że mucha nie siada.
Otóż niedawno postanowiono i nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, bo tę ekipę widziałem już kilka razy w akcji, że się firmom będzie pomagać, więc program naprawczy wprowadzi.

Coś wam to przypomina? Parę razy już mówiłem, że to ich typowe działanie, więc najpierw wywołać należy problem, by następnie wziąć się rączo do jego rozwiązywania. Tak właśnie dzieje się obecnie, co oznacza, że Unia Europejska pozbawi własnych mieszkańców z 2 trylionów euro, żeby połechtać po brzuszkach biznes i zatrzymać go na Starym Kontynencie.

Czym będzie się to objawiać?

Cóż, Bruksela mówi otwarcie, że przygotowuje „pakiety ratunkowe”, aby wzmocnić gospodarkę. To, o ile ja rozumiem znaczenie słów, już samo słowo „ratunkowe” wskazuje, że dobrze nie jest. Może źle sobie to tłumaczę, ale za podstawę mojego dochodzenia do sedna wziąłem zbitkę wyrazową „Pogotowie Ratunkowe”, które się wzywa, jak jest źle. W polityce mamy odpowiednik tej instytucji, czyli Pakiet Ratunkowy. Ów natomiast nie jest niczym innym, jak pompowaniem cudzych (naszych) pieniędzy w przedsiębiorstwa, które żyją z tego, że coś wyprodukują i nam sprzedadzą.

Jak to będzie zorganizowane? Otóż Bruksela nagle się obudziła, a może nawet wzięła do ręki prawdziwe dane, co odpaliło dzwonki alarmowe, iż ceny energii są w Unii Europejskiej znacząco wyższe niż w innych potęgach gospodarczych, więc ich wpływ na konkurencyjność Europy jest przeogromny. Gdyby powiedzieli, „jesteśmy durniami”, „popełniliśmy błąd”, „chcemy przeprosić, że was oszukiwaliśmy, że planeta płonie i wszystko naprawić”, więc zakończyć Zielony Ład, może nawet powiedziałbym, cóż, nie każdy może być filozofem nadreńskim, a i zaraz IQ mieć wyższe od typowego Europejczyka. Ale nie, to nie jest tak, bo nie dosyć, że jest drogo, że UE jest zadłużona po uszy i nasze prawnuki nawet nie będą miały możliwości wyjść z tego bagna, to ten dół stale będą pogłębiać.

Dwa tryliony euro, ja nawet nie wiem, ile to zer, ale wydaje mi się, że jednak dużo, nawet dla całej Unii Europejskiej w deindustrializacji.

Nie pierwszy i zapewne nie ostatni to tekst o Unii Europejskiej, nie ostatni o jej dziwacznych pomysłach i prowadzących obywateli Europy na monetarną rzeź, ale wiem jedno, tak dalej być nie powinno, więc niezależnie od popieranej opcji politycznej, trzeba zacząć wywierać nacisk na tzw. polityków, aby odeszli od tego, co prowadzi nas do finansowej zagłady. Zielony Ład jest tego przykładem, choć nie mówię, aby zlikwidować wszystko, co jest z nim związane.

Jeżeli ktoś życzy sobie jeździć samochodem elektrycznym, jego wybór i ten szanuję, jeżeli ktoś chce mieć nieefektywną pompę ciepła, proszę uprzejmie, a jeżeli komuś przyjdzie wola założenia paneli fotowoltaicznych na dachu własnego domu, również nie będę protestował, ale…

No właśnie, znowu jest to, ale, czyli chcę, żeby był to wolny wybór, jedna z dostępnych opcji, a nie brukselski nakaz i to z naciskiem, że do któregoś tam roku MUSZĘ mieć to albo tamto, żeby ratować planetę. A może ja jej nie chcę ratować, może chcę mieć ciepły i suchy dom i nie chcę, aby Ursula von der Leyen mówiła mi, że w chałupie to ja mogę mieć góra 18 stopni Celsjusza.

Dodam na marginesie, jestem na etapie poszukiwania systemu ogniw fotowoltaicznych i domowej elektrowni wiatrowej, ale zapewniam, że nie ze względów klimatycznych. A i jeszcze jedno, więc żeby mi się zaraz dostawcy takich rozwiązań nie pchali z ofertami, bo psami poszczuję.

I w tym wszystkim właśnie tkwi sedno problemu, bo nie w samej technologii, nie w energii odnawialnej, nie w ambicjach modernizacyjnych, lecz w metodzie. Problemem jest centralne sterowanie życiem gospodarczym, które przypomina majsterkowanie młotkiem przy zegarku, z rozmachem, z przekonaniem o własnej genialności, ale bez świadomości, że mechanizm jest jednak delikatny. Problemem jest tworzenie ideologii z polityki energetycznej i udawanie, że rachunek ekonomiczny to drobny szczegół, którym zajmiemy się później, najlepiej cudzym kosztem. Problemem jest natomiast przekonanie, że obywatel to nie partner, lecz materiał do uformowania.

Unia Europejska znalazła się dziś w momencie, w którym zamiast przyznać, że przesadziła z tempem i skalą regulacji, brnie dalej, dosypując miliardy do systemu, który sam podciął gałąź, na której siedziała. To nie jest konserwatyzm ani rewolucja, to zwykła logika i jeżeli coś powoduje ucieczkę kapitału, wzrost kosztów oraz spadek konkurencyjności, to należy to skorygować, a nie oklejać kolejnym „pakietem ratunkowym”.

Europa nie potrzebuje kolejnej terapii szokowej, ona potrzebuje powrotu do zdrowego rozsądku, do zasady wolnego wyboru i do uznania, że gospodarka to nie jest eksperyment prowadzony na niewielką skalę w laboratorium, lecz organizm żywy, który reaguje na ból natychmiast. A rachunek, jak zawsze, przychodzi do obywatela i to bez „pakietu ratunkowego”.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version