Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Poniedziałek, czyli brutalne zderzenie cywilizacji weekendu z rzeczywistością

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Poniedziałek jest najbardziej uczciwym dniem tygodnia, bo nie udaje przyjaciela, nie kusi jak piątek, nie rozpieszcza jak sobota, nie daje iluzji spokoju jak niedziela. Poniedziałek wchodzi do życia jak kontroler biletów w tramwaju – bez emocji, bez negocjacji, z twardym stwierdzeniem „sprawdzam”.

Problem polega na tym, że współczesny człowiek żyje w dwóch równoległych cywilizacjach. W weekend funkcjonuje w państwie komfortu, więc śpi dłużej, je wolniej, odpowiada na wiadomości wybiórczo. Ma czas być sobą, kimkolwiek akurat chce być. W poniedziałek wraca do republiki obowiązku, gdzie rzeczy mają terminy, ludzie mają oczekiwania, a konsekwencje istnieją naprawdę. Organizm tego nie lubi. Psychika tego nie lubi, a nawet dusza, jeśli ktoś jeszcze używa tego słowa bez ironii i klnie jak budowlaniec zmuszony do pracy po dwutygodniowym urlopie.

Weekend jest jak miękka symulacja życia. Poniedziałek jest natomiast aktualizacją systemu, która przypomina, że urządzenie ma jednak konkretne funkcje do spełnienia.

Współczesny dramat poniedziałku polega jednak na czymś więcej niż zwykłym zmęczeniu. Kiedyś tydzień był rytmem pracy, a weekend – przerwą. Dziś weekend bywa głównym wydarzeniem, a niegdysiejszy tydzień, cóż, długim korytarzem prowadzącym do kolejnej dawki życia „naprawdę”. To jest fundamentalna zmiana mentalna, bo jeżeli człowiek żyje głównie dla dwóch dni w tygodniu, to poniedziałek staje się nie początkiem cyklu, tylko końcem wolności. I nic dziwnego, że wchodzi się w niego jak do zimnej wody.

Do tego dochodzi współczesna obsesja natychmiastowości. Weekend resetuje mózg do trybu nagrody. Szybka dopamina. Serial od razu. Jedzenie natychmiast. Rozrywka na już. A poniedziałek? Poniedziałek działa na zasadzie odroczonej gratyfikacji, czyli czegoś, co współczesna kultura traktuje jak relikt średniowiecza. Poniedziałek wymaga wejścia w proces, a ten jest nudny. Proces jest powtarzalny, nie daje natychmiastowego poczucia sensu, tyle że cywilizacja stoi właśnie na takich procesach. Mosty nie powstają w trybie weekendowym. Gospodarki nie działają w trybie „zobaczymy, jak wyjdzie”, a chirurg nie operuje w trybie „czuję vibe”.

Poniedziałek przypomina pewną ostrą prawdę, że świat nie działa na motywacji, bo opiera się na nawykach, systemach i powtarzalności. Najciekawsze jest natomiast to, że ludzie jednocześnie nienawidzą i potrzebują poniedziałku jak tlenu. Bez poniedziałku życie rozpada się w chaos weekendowej mgły. Bez poniedziałku nie ma struktury, nie ma ciągłości, nie ma poczucia postępu. Poniedziałek jest jak pierwszy dzień treningu po przerwie. Ciało protestuje, umysł szuka wymówek, ale właśnie wtedy zaczyna się realna zmiana.

Problem współczesnego człowieka polega na tym, że chce mieć efekty bez momentu wejścia. Chce być w środku tygodnia, bez przejścia przez poniedziałek. Chce kompetencji bez frustracji nauki i formy bez potu. Poniedziałek jest symbolem wszystkiego, czego kultura wygody nie lubi, więc tego całego wysiłku, systematyczności, odpowiedzialności, konsekwencji. Dlatego powstała cała mikroreligia radzenia sobie z poniedziałkiem. Motywacyjne cytaty, podcasty o produktywności, głupie kawowe rytuały z dokładnością do pół grama ziaren i planery, które mają sprawić, że rzeczywistość stanie się mniej rzeczywista.

A prawda? Ona jest prosta i nieprzyjemna, czyli zapamiętajmy, że poniedziałek nigdy nie będzie miły. Poniedziałek ma być skuteczny i nie jest to dzień emocjonalnego komfortu, a dzień uruchamiania mechanizmów życia. Największy błąd polega na próbie uczynienia poniedziałku weekendem 2.0. On nim nigdy nie będzie i nie powinien takim być.

Jednak poniedziałek ma jedną ogromną zaletę. Jest uczciwy i mówi bez ogródek, że zaczynamy od nowa i to bez względu na to, czy weekend był triumfem, czy katastrofą. Bez względu na to, czy człowiek był produktywny, czy przespał pół dnia. Poniedziałek daje czystą kartę, ale dopowiada, że teraz trzeba coś na niej zapisać.

W świecie pełnym symulacji poniedziałek pozostaje realny. W świecie opinii poniedziałek weryfikuje fakty, a w świecie planów poniedziałek pyta o wykonanie i może dlatego budzi tyle niechęci. Bo jest jak lustro, które pokazuje nie to, kim chcemy być, tylko to, kim jesteśmy o 6:42, z niedopitą kawą i listą rzeczy, których nie da się już przełożyć. Może właśnie dlatego poniedziałek jest jednym z ostatnich bastionów starego świata. Świata, w którym czas miał kierunek, wysiłek miał znaczenie, a życie nie było tylko zbiorem przyjemnych momentów.

Poniedziałek przypomina starą, niemodną prawdę, że życie nie składa się z weekendów, ono składa się z dni, które trzeba przeżyć, ogarnąć, przepracować, czasem przeczekać. I właśnie z tych dni buduje się nasza przyszłość. Jeśli natomiast weekend jest opowieścią o tym, kim chcemy być, poniedziałek jest dowodem na to, kim naprawdę jesteśmy.

I dlatego, choć wszyscy deklarują nienawiść do poniedziałku, świat wciąż na nim stoi.

Bogdan Feręc

Photo by Annie Spratt on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version