Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Milioner z komentarzy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Człowiek całe życie myśli, że jego dochody są sprawą dość przyziemną, że faktura tu, przelew tam, wpływy z reklam raz lepsze, raz gorsze, a tymczasem wystarczy wejść w sekcję komentarzy, by odkryć, że prowadzi się finansowe imperium o zasięgu międzykontynentalnym. Nie wiedziałem, że jestem tak skuteczny, jak i nie wiedziałem nawet, że jestem tak bogaty.

Zaczęło się niewinnie, jak zwykle, czyli od tekstu o Chinach. Dyskusja miała dotyczyć geopolityki, handlu, wpływów, tego całego wielkiego teatru, w którym państwa udają przyjaźń, a liczą zyski. Jednak szybko okazało się, że prawdziwy wątek jest znacznie bliżej, bo w mojej kieszeni. Komentujący zgodnie ustalili, że dostaję pieniądze z Pekinu. Konkretnie „brudne pieniądze”.

Muszę przyznać, że to odkrycie mnie zaniepokoiło, bo człowiek chciałby wiedzieć, kiedy zostaje beneficjentem zagranicznego kapitału. Sprawdziłem konto, a na nim jakaś cisza i żadnych juanów, żadnych egzotycznych przelewów, nawet symbolicznego „ni hao” w tytule operacji. A przecież gdzieś w Nanchong może siedzieć jakiś Wang Xiu Ying, który z pełnym oddaniem wspiera moją działalność, a ja, niewdzięcznik, nawet tego nie zauważyłem.

Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy moja kariera finansowa wyprzedza moją świadomość, bo byłem już utrzymankiem, agentem, tajnym współpracownikiem, beneficjentem, a nawet, co szczególnie mnie rozbawiło, człowiekiem opłacanym przez instytucje, których pełnych nazw nie potrafiłbym poprawnie wymówić bez pomocy wyszukiwarki. Pieniądze miałem brać od szczepionkowej mafii, od opozycji, każdej opozycji, niezależnie od tego, która akurat nią była, od organizacji wspierających Polonię, od ludzi parających się handlem zagranicznym i, jak się okazuje, szerokim strumieniem forsa płynie do mnie również z korytarzy Leinster House.

Z tej logiki wynika jasno, iż jestem finansowym omnibusem, bo płacą mi wszyscy, systemowo, ponad podziałami i ponad kontynentami. Gdyby komentarze były dokumentem księgowym, już dawno powinienem mieć jacht, a przynajmniej porządny czajnik bez kamienia kotłowego, by tego chińskiego badziewia z dyskontu po latach się pozbyć.

Rzeczywistość jest jednak prozaiczna i może dlatego budzi takie emocje, więc moja działalność utrzymuje się z reklam. Nie z tajnych funduszy, nie z dyskretnych kopert, nie z walizek zostawianych pod drzwiami o trzeciej nad ranem. Z reklam. Tych samych, które wymagają więcej cierpliwości niż romantyzmu. Radio dokłada swoje, ale to wciąż nie jest materiał na legendę, a raczej na rachunki.

Nigdy nie zwracałem się o dotacje i nie dlatego, że jestem finansowym ascetą, ale dlatego, że widziałem, jak wygląda życie ludzi, którzy je mają. Najpierw wniosek, potem zgoda, a potem miesiące tłumaczenia się z każdego przecinka i każdej złotówki lub euro. Papier rodzi papier, segregator rodzi segregator, a człowiek, zamiast pracować, zaczyna żyć wśród formularzy. Tym samym wolę biedniejszą wolność niż bogatszą księgowość.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że w oczach komentujących pieniądze nie są efektem pracy, lecz poglądów. Jeśli myślisz inaczej niż oni, ktoś ci za to płaci. Jeśli nie powtarzasz chóru, jesteś sponsorowany. Jeśli stoisz sam, to na pewno ktoś stoi za tobą. To piękna teoria, która nadaje światu prostotę, odbiera przypadkowość, wysiłek i chaos, zastępując je eleganckim przekonaniem, że wszystko jest z góry opłacone.

Czasem więc czytam te komentarze z pewnym wzruszeniem. Tam jestem człowiekiem finansowego sukcesu, człowiekiem, który potrafił połączyć Pekin, opozycję, organizacje międzynarodowe i parlament w jeden, spójny strumień dochodu. Człowiekiem, który nigdy nie musi zaglądać na konto, bo konto zagląda do niego i tylko bank, ten uparty realista, wciąż nie chce z tą narracją współpracować, wyświetlając zwyczajowo więcej po stronie winien, niż ma.

Na zdjęciu to ten jacht, co to na niego mnie niby stać, ale nie trzymam go w porcie Galway, żeby ludzi w oczy nie kłuł.

Bogdan Feręc

Photo by James Lee on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version