Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Ketchup – płacimy za plastik i legendę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Handel detaliczny bywa fascynujący, bo to soczewka, w której ludzka psychika odbija się wyraźniej niż w niejednej naukowej rozprawie. Przy sklepowej półce opadają marketingowe maski, znikają wykresy o „racjonalnym konsumencie”, a zostaje człowiek z jego instynktami, lękami i nawykami.

Pewna niemiecka sieć dyskontów postanowiła rzucić wyzwanie naszej logice i sprawdzić, czy my w ogóle kupujemy produkt, czy może raczej opowieść o nim? Przeprowadziła więc eksperyment na otwartym sercu i butelce.

Scenariusz był prosty. Na półce stanęły obok siebie dwa ketchupy.

Gdzie jest więc haczyk? Producent był ten sam, receptura identyczna, te same pomidory z tej samej plantacji, ten sam cukier i te same przyprawy. Na prośbę detalisty producent zgodził się na to bez mrugnięcia okiem, bo w końcu nikt lepiej od niego nie wiedział, że do obu butelek trafia dokładnie ta sama czerwona masa.

Niemcy nie stosowali sztuczek, nie chowali tańszego ketchupu w kącie, nie robili promocyjnych krzykliwych wysp. Produkty leżały w koszach obok siebie jak bracia, ramię w ramię. Co więcej, na tylnej etykiecie czarno na białym widniała informacja o producencie. Każdy, kto zadałby sobie trud przeczytania drobnego druku, odkryłby „wielką tajemnicę” w trzy sekundy, jakby jeszcze prześledził skład.

Warunki dla racjonalnego klienta były idealne. Problem w tym, że racjonalny konsument to mityczne stworzenie, które występuje w podręcznikach rzadziej niż jednorożce w lesie.

Wyniki były bezlitosne. Droższy ketchup znikał z półek w mgnieniu oka, klienci wkładali go do koszyków z poczuciem dobrze wydanych pieniędzy. Tymczasem ten za 42 centy – leżał i się kurzył, przypominając studenta filozofii, który na hucznej domówce podpiera ścianę, więc jest obecny, ale nikt nie ma ochoty z nim rozmawiać.

Dlaczego? Przecież nie chodziło o smak ani jakość, ale odpowiedź kryje się w naszych głowach. Współczesny handel nauczył nas niebezpiecznego skrótu myślowego – drogo znaczy dobrze, a podejrzanie tanio… cóż, tu musi być jakiś podstęp.

W świecie pełnym reklam taniość kojarzy nam się z pułapką. Myślimy: „Może dali gorsze sorty? Może dosypali więcej chemii? A może to w ogóle nie pomidor, tylko jego laboratoryjna symulacja?”. Wybierając droższą markę, nie kupujemy sosu z pomidorów, kupujemy polisę ubezpieczeniową i płacimy ekstra za to, by móc sobie powiedzieć: „Zrobiłem co w mojej mocy, kupiłem markowe, jestem bezpieczny”. Psychologia nazywa to heurystyką ceny, kiedy nasz mózg, bombardowany tysiącami decyzji dziennie, nienawidzi analizować składów. Woli prosty komunikat:

Wysoka cena = jakość i spokój. Niska = ryzyko i rozkminę, co jest w środku.

Dla producentów to genialna wiadomość. Okazuje się, że wcale nie musisz mieć najlepszego produktu na świecie i wystarczy, że masz znaną klientom naklejkę i najlepszą legendę. Odpowiednie logo i zdjęcie pomidora sprawiają, że zwykły dodatek do frytek staje się „doświadczeniem”. Paradoks tego eksperymentu polega na tym, że prawda była na wyciągnięcie ręki – wystarczyło spojrzeć na etykietę. Niestety w sklepie działamy jak kierowcy na autostradzie: instynktownie i szybko. Cena nie zawsze staje się dla nas najważniejszym sygnałem, bo tym jest znana marka.

I tak oto ketchup za 42 centy przegrywa z własnym lustrzanym odbiciem. To jedna z najzabawniejszych ironii naszych czasów, bo idziemy do sklepu po jedzenie, a wracamy do domu z poczuciem świętego spokoju, opakowanym w droższy kawałek plastiku.

Bogdan Feręc

Photo by Product Photography on Unsplash / Facebook

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version