Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Jak Unia Europejska zmieniła ludzkie myślenie

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wydaje się, że Unia Europejska, która nie jest już tą samą wspólnotą, do której wchodziliśmy w 2004 roku, czegoś nas nauczyła, choć warto dodać, że nie takiej lekcji wielu z nas by sobie życzyło. Mawia się, że wstąpienie w unijne struktury było dobrodziejstwem dla Polski, co akurat można uznać za stwierdzenie prawdziwe. Otrzymaliśmy fundusze na rozwój naszej ojczyzny, wsparcie w sferze wojskowej, a także dostęp do nowych rynków pracy i zbytu. Tak było, lecz to dawno przeszło do historii, bo Unia Europejska z 2004 roku i ta dzisiejsza różnią się jak dzień i noc, jak ogień i woda.

Obecnie mamy do czynienia z socjalistyczną Unią Europejską pogrążoną w dezorganizacji, a wszystko przez decyzje rządzących tym blokiem, którzy wprowadzili idee utrudniające rozwój zarówno samej wspólnoty, jak i jej mieszkańców. Mamy więc niewydolną gospodarkę, przeregulowaną prawnie, a jakby tego było mało, eurokraci przestali słuchać głosu swoich wyborców.

Choć nazywam Unię Europejską socjalistyczną i niezdolną do działania oraz tkwiącą w ideowym marazmie, nie jest to jedynie zabieg słowny. Mam ku temu podstawy, więc niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto udowodni mi, że się mylę. Urodziłem się w czasach „świetności” PRL-u, czyli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, która była tworem komunistycznym i od 1945 roku zmierzała drogą ku socjalizmowi. Może nie byłem wtedy dorosły, ale osiemnaście lat komuny zaliczyłem, więc na własne oczy widziałem, jak bardzo ten ustrój potrafił niszczyć ludzi, ale też przemysł.

Doskonale pamiętam schyłek PRL-u, kiedy państwo zastraszające obywateli mnożyło ustawy i prawa, czyli zakazy, dlatego mam do czego porównywać. Obecna Unia Europejska jest, w moim odczuciu, kontynentalnym odpowiednikiem tamtego systemu. Może aparat bezpieczeństwa nie łomocze jeszcze o szóstej rano do drzwi, ale pojedyncze przypadki już się zdarzały, jednak kierunek zmian wydaje się taki sam i jest niepokojący. Powie ktoś, że przesadzam, ale wystarczy spojrzeć na wszystkie nakazy i zakazy, które od dekady zaczynają się mnożyć. Czy to jest Unia Europejska, która dba o swoich obywateli? Czy nadzór i pojawiające się w coraz wyższym stopniu inwigilacja są tym, czego oczekują ludzie nazywający Stary Kontynent wolnym?

Moim zdaniem wolność zaczęła się kończyć wraz z końcem 2019 roku, gdy uznano, że pod hasłem ochrony zdrowia można wprowadzać daleko idące ograniczenia społeczne. Wówczas poszli na całość i pod płaszczykiem bezpieczeństwa, wprowadzili rozwiązania przypominające stan wyjątkowy. Czy to jest ta wolność, o której mówią unijni decydenci?

To pójdźmy dalej i zapytam, czymże jest Zielony Ład, jeśli nie próbą przymuszania ludzi do określonych zachowań? Czym stanie się cyfrowe euro? Czym będzie Niebieski Ład? To wszystko są narzędzia kontroli, które, gdyby zastosowano je w dawnych krajach tak zwanej demokracji ludowej, byłyby marzeniem każdego socjalistycznego aparatu władzy. Gdyby tak się stało, wciąż maszerowalibyśmy 1 maja pod czerwonymi flagami i czcili to w robotnicze święto.

Ale wracając do sedna, bo znów się rozpisałem, to trzeba przyznać Unii Europejskiej jeden plus. Polska, podobnie jak inne narody Europy, miała kiedyś w sobie silny pierwiastek narodowego egoizmu. Francuzi czuli się Francuzami, Polacy, a już po uwolnieniu spod jarzma sowietyzacji, znów czuli się Polakami, a Bułgarzy Bułgarami. Jednak już w latach dziewięćdziesiątych okazało się, że ten narodowy egoizm ustępuje szerszej integracji, by w latach dwutysięcznych przeobrazić się w entuzjastyczne otwarcie.

W ten sposób zaczęliśmy zatracać gen państwowości, co uruchomiło pewne procesy, choć wtedy mało kto o tym mówił. Unia Europejska zauważyła, że narody mogą żyć w zgodzie, że nikogo nie oburza pracownik z Europy Wschodniej w restauracji na francuskim Placu Zgody, więc integracja zaczęła postępować. Miała się dobrze, ale komuś było mało, więc postanowiono pójść krok dalej. Na fali tej wolności odrodziła się lewica, czyli w prostej linii spadkobierczyni socjalistycznych wartości i zaczęła przekonywać wszystkich, że każdy ma równe prawa. Owszem, mają, ale prawa konstytucyjne. Jeżeli więc Ustawa Zasadnicza mówi, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, można się tego trzymać. Dla lewicy i dołączających do niej centrystów to jednak było za mało, więc uznano, że wszystko należy redefiniować i pozwolić na jednopłciowy hedonizm.

Muszę wyjaśnić, że same związki jednopłciowe nie są dla mnie problemem. Uważam jednak, że powinny pozostawać sprawą prywatną, a nie publiczną manifestacją. Jeśli ktoś chce żyć po swojemu – jego sprawa. Nie zgadzam się jednak, by pary jednopłciowe adoptowały dzieci, a chodzi wyłącznie o wzorce, nie zaś o argumenty, które przytacza się przy takiej okazji.

Przepraszam, bo znów odbiegłem od głównego wątku, ale to również jest część szerszego obrazu, bo Unia Europejska zaczęła przemieniać wielu liberałów w konserwatystów. I tu dochodzę do sedna felietonu. W ostatnich latach uważnie przyglądam się młodszym pokoleniom. Mam wobec nich wiele krytycznych uwag, bo prawie zawsze, co sprawdzam przy każdej nadarzającej się okazji, nie potrafią odczytać godziny z zegarka z cyferblatem, do zepsutej uszczelki wzywają armię hydraulików, a wymianę żarówki konsultują w internecie. Jednak zauważam też coś istotnego, co akurat zaczęło mnie cieszyć.

Są otwarci na inne wartości, narodowości i różne style życia, ale jednocześnie zaczynają dostrzegać, że jako Unia Europejska zmierzamy w niewłaściwym kierunku. Coraz częściej widzę w nich postawy narodowe. Coraz częściej zauważają, że Polska, Irlandia, Niemcy czy Włochy to ich kraje i chcą, by nimi pozostały. Jeszcze wyraźniej widać to wśród ludzi po czterdziestce i pięćdziesiątce. Wielu z nich mówi dziś bez obaw, z dużą dozą przekonania, że ojczyzna jest wartością nadrzędną. Co ważne, wszystkie grupy mają jeszcze jedną wspólną cechę, nie boją się mówić, jak jest, jak było i co im się nie podoba w tym coraz bardziej chaotycznym świecie.

Patrząc na to wszystko, dochodzę do wniosku, że właśnie taki sposób postrzegania Europy, czyli powrót do korzeni i odradzanie się przywiązania do własnego państwa, został wywołany przez samą Unię Europejską, przez jej przesadną otwartość, przez ideologiczne eksperymenty i przez promowany multikulturalizm. Reasumując, Unia Europejska sama zagoniła się za swoim ogonem, a przecież kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Czego jej życzę, przynajmniej na niwie ideologii politycznej.

Bogdan Feręc

Image by günter from Pixabay

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version