Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Jak pszenno-buraczaność ciemnotę wciska

Reklama
Reklama

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklama
Reklama

Nie zajmuję się wyłącznie irlandzką polityką i gospodarką, bo przecież śledzę też poczynania naszych rodaków mieszkających w Irlandii, a jeżeli nieczęsto je prezentuję, to tylko dlatego, że nie chce mi się walczyć z głupotą w najczystszej postaci.

Mam kilka ulubionych tiktokowych profili, bo tam można zobaczyć zidiocenie w esencji, ale to, co powiedziała ostatnio jedna z użytkowniczek tego chińskiego medium społecznościowego, zakrawa na dezinformację, a nawet zasługuje na napiętnowanie. Rzadko mówię w przypadku osób przedstawiających wydarzenia z różnych zakątków świata, iż wprowadzają swoich obserwujących w błąd, bo przecież popierają swoje słowa materiałami filmowymi, dokumentami lub faktami, ale tutaj nasza rodaczka przeszła samą siebie.

Otóż stało się to kilka dni temu, gdy przeglądając TikToka, ponownie, a nie wiem z jakiego powodu, może za karę, wyświetlił się materiał nagrany przez Panią Joannę. Pominę pełną nazwę profilu, bo nie jest moim celem promowanie takich oderwanych od realizmu treści, ale rzeczona Polka ma w mojej ocenie problem z Irlandią, a może nawet ze sobą. Krytykuje wiele rzeczy, z jakimi spotyka się na Zielonej Wyspie, a chwilami sprawia wrażenie, że Irlandia to kraj na archipelagu bezdennej ignorancji wobec przyjezdnych. Dziwią więc Panią Joannę typowe zachowania Irlandczyków, ich styl życia, ich przyzwyczajenia i zasady, czyli swobodnie mogę uznać, że ciałem to może nawet jest na wyspie, ale mentalnie w całkiem innym miejscu.

Ta, o nienachalnej inteligencji tiktokerka przeszła jednak samą siebie, kiedy wzięła się za komentarze polityczne, bo… posłużę się cytatem: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby jak gołębica”. Pani Joanna łaskawa jest w swoich medialnych wynaturzeniach mylić fakty, mieszać wydarzenia, wystawiać oceny, choć dla nieco bardziej zorientowanych w irlandzkim przemyśle pogardy dla ludzi, czyli w polityce, jej komentarze są bardziej wyrazem frustracji, niż jakiejkolwiek trzeźwej oceny codzienności na wyspie.

Ostatnio przeszła jednak samą siebie, co skłoniło mnie do wystawienia przeze mnie komentarza na jej profilu, bo to jest właśnie dezinformacja czystej wody. Żeby nie było, że czepiam się bez sensu jakiejś kobieciny z medialnymi aspiracjami, dodam, iż kłamstwa na temat Irlandii obecne są w jej „tfurczości” nader często, czyli nie jest to ewenement i wypadek przy pracy. Pani Joanna jęła więc tłumaczyć swoim widzom, skąd się biorą pieniądze w Irlandii. Mówiła coś o dodruku kasy, co akurat mieści się w kategorii półprawd, ale za chwilę odleciała totalnie.

Swoim zwyczajem zaczęła mieszać aktualne i zaprzeszłe doniesienia medialne, a co gorsze, zaczęła z tego wyciągać wnioski. Te natomiast poszły w stronę ludzkiego szaleństwa, czyli w prostych słowach nadludzkiej głupoty. Nasza rodaczka zapragnęła udowodnić, że niegdysiejsza afera z drukarką zakupioną dla Oireachtas, a tą, która nie chciała przejść przez drzwi, bo urządzenie było nieco szersze od nich, ma coś wspólnego z pieniędzmi. Przyznam jej rację, gdyż ma, więc drukarka kosztowała w 2019 roku 808 000 euro.

Jednak Pani Joanna poszła innym tropem i uznała, że skoro sprzęt drukujący był tak drogi, a na dodatek gabaryt potężny posiada, nie może być zwykłym urządzeniem drukującym. Ma rację, co drugi raz przyznaję, ale Polka nie załapała jednej kwestii. Drukarka w budynkach irlandzkiego parlamentu nie służy wyłącznie do zadrukowywania kartek formatu A4 napisem „Zaraz wracam”. Na tym urządzeniu drukować można zdjęcia w wysokiej rozdzielczości, dokumenty w formatach książkowych, opracowania dla posłów i senatorów, a te są wielostronicowe, ale też dokumenty sygnowane logo Oireachtas, więc Dáil Éireann oraz Seanad. Jak się ktoś uprze, to i paszport wytworzy, ale to akurat umknęło krytyczce i odkrywczyni w jednej osobie.

To jednak jest nic, przynajmniej dla Pani Joanny, bo ta odkryła spisek kół rządowo-parlamentarnych. Nawet ja, który od czasu do czasu lubi popuścić wodze fantazji, nie wpadłbym na taki szatański pomysł, ale wg niegdysiejszej mieszkanki kraju nad Wisłą, z którego na szczęście wyjechała, mamy w centrum Dublina drukarnię pieniędzy.

Tak, Pani Joanna, niech jej imię i profil zostaną na wieki przez TikToka zapomniane, uznała, że drukarka w Oireachtas służy rządowi do drukowania pieniędzy, jakich brakuje w irlandzkim budżecie. Pominę fakt, że jednak rząd i parlament to dwie różne instytucje, przynajmniej pod względem formalnym. Przyznam, że może nawet przychyliłbym się do tej wersji, gdyby Simon Harris, jako minister finansów, „trzaskał” w swoim gabinecie kolejne setki euro, ale tylko w takim przypadku.

I co ja mam Pani powiedzieć? Przecież za chwilę każde kolejne słowo uzna Pani za obelgę, godzące w Pani utajoną inteligencję albo zarzuci mi przemoc słowną i odda sprawę do sądu. A może powinienem jednak stwierdzić oficjalnie, że jest pani durna, bo po zakończonym procesie otrzyma Pani oficjalne potwierdzenie, iż tak właśnie jest.

Kończąc, dodam tylko, że nad takimi treściami nie można przechodzić do porządku dziennego, bo są po prostu szkodliwe, a i faktycznie sieją dezinformację, może nawet większą, niż mają to w zwyczaju robić media chodzące na pasku aparatu ucisku, czyli rządowe.

Tak na marginesie, łatwo znaleźć Panią Joannę na TikToku, bo to płodna komentatorka irlandzkich wydarzeń, choć nie należy spodziewać się tam prawdy objawionej.

Bogdan Feręc

Fot. CC Ra Boe

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version