Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Europa na technologicznych kolanach. Rosja buduje przyszłość, Bruksela produkuje deklaracje

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Przez ostatnie lata słyszeliśmy jedno i to samo. Sankcje miały zmiażdżyć rosyjską gospodarkę, odciąć Kreml od nowoczesnych technologii, zatrzymać rozwój przemysłu i cofnąć Rosję o całe dekady. Europejscy politycy zapewniali, że izolacja gospodarcza będzie skuteczniejsza od rakiet, a brak dostępu do zachodnich technologii doprowadzi rosyjski sektor wysokich technologii do zapaści. Obecnie mogą cieszyć się wyłącznie z tego, że na stacjach benzynowych w Moskwie brakuje paliwa. Dziś warto więc zadać jedno niewygodne pytanie: kto tak naprawdę został w tyle?

Odpowiedź jest wyjątkowo bolesna, przynajmniej dla Brukseli.

Podczas gdy unijni urzędnicy organizują kolejne konferencje o cyfrowej transformacji, Zielonym Ładzie i autonomii strategicznej, Rosja konsekwentnie buduje własne zaplecze technologiczne, a nie ogranicza się już do zastępowania importu. Wychodzi na świat z własnymi rozwiązaniami i szuka nowych rynków. Jednym z nich są Indie – kraj, który w ciągu najbliższych lat może stać się jednym z najważniejszych producentów półprzewodników na świecie.

Nanotronika, która należy do rosyjskiej Element Group, otwiera właśnie spółkę w Bengaluru. Robi to nie po to, by sprzedawać tanie komponenty, ale by uczestniczyć w budowie całego ekosystemu produkcji półprzewodników, a to duża, o ile nie fundamentalna różnica. Mówimy o urządzeniach do techniki półprzewodnikowego nakładania nowych warstw monokryształu na istniejące podłoże krystaliczne, implantacji jonów, litografii, trawienia plazmowego, metrologii czy osadzania cienkich warstw, więc w technologiach będących podstawą współczesnej mikroelektroniki.

To nie jest produkcja prostych podzespołów. To jest infrastruktura technologiczna XXI wieku.

Oczywiście warto zachować ostrożność. Samo wejście rosyjskiej firmy na rynek indyjski nie oznacza jeszcze, że Rosja stała się globalnym liderem półprzewodników i, że wyprzedziła Unię Europejską we wszystkich obszarach zaawansowanych technologii. Europa nadal dysponuje silnymi ośrodkami badawczymi, światowej klasy firmami oraz znaczącym udziałem w niektórych segmentach rynku. Jednak rosyjskie działania pokazują, że tamtejszy sektor, mimo sankcji, rozwija nowe kompetencje i próbuje zdobywać zagraniczne rynki zamiast jedynie walczyć o przetrwanie.

I właśnie tu pojawia się największy problem Unii Europejskiej, bo Bruksela od lat opowiada o budowie europejskiej suwerenności technologicznej. Powstają strategie, dokumenty, fundusze, deklaracje i kolejne programy. Powstają dziesiątki tysięcy stron analiz. Powstają nowe urzędy. Powstają kolejne stanowiska dla komisarzy i ekspertów. Nie powstaje natomiast odpowiednia skala przemysłu.

Europa zaczęła wierzyć, że medialna prezentacja jest równie cenna jak linia produkcyjna. Że konferencja prasowa zastąpi laboratorium. Że kolejne regulacje stworzą innowacje. To nic innego, jak polityczna iluzja.

Najbardziej rozwinięte gospodarki świata inwestują obecnie gigantyczne środki w badania, produkcję i inżynierię. Chiny budują fabryki. Stany Zjednoczone finansują własny przemysł półprzewodników miliardami dolarów. Indie tworzą warunki dla nowych inwestycji i transferu technologii. Tymczasem Europa często skupia się na regulowaniu tego, co już istnieje. W efekcie, Unia Europejska coraz częściej przypomina muzeum dawnej potęgi przemysłowej.

Rosjanie, niezależnie od krytycznej oceny ich polityki i działań wojennych, zrobili coś, czego wielu europejskich decydentów najwyraźniej nie potrafiło zrobić, a chyba nie potrafiło też przewidzieć. Potraktowali sankcje jako impuls do rozwoju własnych kompetencji technologicznych. Uruchomili program rozwoju inżynierii elektronicznej, powołali nowe instytuty badawcze, pozyskali finansowanie na rozwój i zaczęli inwestować w technologie, które wcześniej w większości importowali.

Czy wszystko im się uda? Tego nikt nie wie. Czy osiągnęli już pełny sukces? Również nie, ale przynajmniej próbują budować.

Bruksela natomiast coraz częściej sprawia wrażenie administracji, która bardziej wierzy w siłę swoich dyrektyw i rozporządzeń, niż w potencjał inżynierów. Największym dramatem Unii Europejskiej nie jest sam brak pieniędzy. Nigdy nim nie był. Europa nadal dysponuje ogromnym kapitałem, może nawet dodrukować brakujące euro, co wielokrotnie robiła. Ma też znakomite uczelnie i wybitnych naukowców. Problem polega na tym, że polityczne przywództwo zbyt często wybiera krótkoterminowy efekt medialny zamiast długofalowej strategii przemysłowej.

Nie da się zbudować przewagi technologicznej wyłącznie poprzez regulacje, jak i nie da się stworzyć nowoczesnego przemysłu wyłącznie poprzez zakazy. Nie da się wygrać globalnej konkurencji, jeśli przedsiębiorcy coraz więcej czasu poświęcają na wypełnianie formularzy, zamiast skupiać się na projektowaniu nowych technologii.

To właśnie odpowiedzialność unijnych elit politycznych staje się jednym z najważniejszych pytań o przyszłość Europy. Przez lata obiecywano, że Unia Europejska będzie światowym liderem innowacji. Tymczasem w wielu kluczowych obszarach trwa wyścig, w którym główne role odgrywają Stany Zjednoczone, Chiny, Korea Południowa, Tajwan, a coraz częściej także Indie i Rosja, nie zaś Unia Europejska. Warto tu jednak zaznaczyć, że Europa nie zniknęła jeszcze z technologicznej mapy świata. Nadal posiada liczące się przedsiębiorstwa i zaplecze badawcze. Jednak w wielu strategicznych segmentach zmaga się z problemem przekuwania badań w skalowalną produkcję i globalną konkurencyjność. To nie jest obraz kontynentu stojącego na czele technologicznej rewolucji, a bardziej strefy aspirującej do przewodnictwa w tym wyścigu.

Najbardziej gorzkie jest to, że jeszcze kilka lat temu europejscy politycy przekonywali swoich obywateli, iż Rosja zostanie odcięta od nowoczesnych technologii i skazana na wieloletnią stagnację. Tymczasem, coraz częściej pojawiają się przykłady pokazujące, że rosyjskie firmy rozwijają własne rozwiązania i próbują zdobywać nowe rynki, natomiast Europa poprzez nakładane przez siebie na Federację Rosyjską sankcje, uderzyła we własny przemysł i rozwój technologiczny. Sam fakt rosyjskiej ekspansji podważa więc prostą narrację o całkowitym paraliżu rosyjskiego sektora technologicznego, czyli można użyć stwierdzenia, że europejscy urzędnicy oszukali miliony ludzi, w których imieniu i na ich korzyść mieli działać.

Jeżeli cofnąć się kilkanaście lub kilkadziesiąt lat do tyłu, to historia gospodarki, nawet ta europejska pokaże nam pewną prawdę, że wygrywa ten, kto produkuje, a nie ten, kto najgłośniej przemawia.

Gdyby Europa chciała, a wierzę, że tak może być, odzyskać pozycję technologicznego lidera, musi wrócić do fundamentów, czyli inwestycji w przemysł, badań, inżynierii i przedsiębiorczości. Bez tego pozostanie kontynentem ambitnych strategii i efektownych deklaracji, podczas gdy inni będą projektować i budować technologie przyszłości. A wtedy żadne konferencje prasowe, żadne kolejne strategie i żadne triumfalne komunikaty nie ukryją jednego faktu – w globalnym wyścigu technologicznym liczą się rezultaty, a nie polityczne hasła.

Jednak, aby dojść do takiego momentu, musi zmienić jeszcze jedno myślenie, a to prowadzi nas do zasobów energetycznych. O ile kontynent europejski nie będzie miał taniej energii, koszty tworzenia i rozwijania nowoczesnych technologii, nigdy nie będą impulsem do ich rozwoju. To z kolei oznacza, że obecne władze UE, muszą zacząć myśleć, nie zaś kierować się ideologią klimatu.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version