Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Dlaczego „korpoludki” zostaną na lodzie? Nadchodzi zmierzch korporacji

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Coraz więcej niepokojących znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że pewna specyficzna grupa pracowników już wkrótce zderzy się z brutalną ścianą rzeczywistości. Ich problemy z zatrudnieniem nie będą jedynie przejściową niedogodnością, a warto powiedzieć to jasno i bez ogródek, że nadchodzi czas masowych zwolnień, których skala zdefiniuje rynek pracy na nowo.

Jeszcze do niedawna praca w korporacji postrzegana była jako szczyt społecznej nobilitacji, jako wejście na wyższy poziom zawodowej egzystencji. Sam fakt przebywania w przestrzeni typu „open space” dawał wielu osobom złudne poczucie przynależności do elity. W mojej ocenie jednak, często była to jedynie bezpieczna przystań dla życiowych sierot, które poza owym biurkiem i korporacyjnym identyfikatorem niewiele więcej w życiu osiągną. Oczywiście, w tym systemie zawsze istnieli tacy, którzy sztukę „wchodzenia nadzorcy bez mydła” oraz uprzejmego donoszenia opanowali do perfekcji, co owocowało szybkimi awansami. Stosowano też szereg innych, mniej lub bardziej etycznych sposobów na podniesienie wynagrodzenia, ale to wszystko właśnie przestaje mieć znaczenie. Epoka „dawania d*py” w biurowcu właśnie się kończy, ponieważ kończy się era korporacji w formie, którą znamy.

Ta gwałtowna transformacja jest napędzana jednym, niezwykle istotnym zdarzeniem, o którym świat dowiedział się niedawno. Jak już wcześniej wspominałem, sztuczna inteligencja zaczęła szkolić się bezpośrednio na pracy wykonywanej przez pracowników biurowych, dzięki czemu zaczęła ich naśladować w sposób wręcz doskonały. Długo sądzono, że to tylko jeden z wielu kroków, ponieważ AI borykała się z licznymi ograniczeniami – miała trudności z tworzeniem zaawansowanych kodów dla nowych, również cyfrowych narzędzi oraz z odczytywaniem archaicznych systemów kodowych. Jednak te bariery zniknęły zaledwie kilkanaście dni temu. Jedna z wiodących inteligencji nie tylko „rozkminiła” kody powstające w starych językach programowania, ale błyskawicznie się ich nauczyła. Tym samym padł ostatni bastion, który wydawał się niezdobyty dla algorytmów i cała skomplikowana sfera księgowości, bo o nią głownie chodziło, przestała być dla AI tajemnicą.

Patrząc na obecną światową ocenę możliwości AI oraz testy prowadzone w różnych zakątkach globu, można wysnuć porażający wniosek. Testy te odbywają się w firmach powołanych do życia wyłącznie po to, by badać granice sztucznej inteligencji, a wyniki sugerują jedno, iż ludzkość właśnie przestaje być potrzebna w procesach decyzyjnych i operacyjnych. Głośno było o fabryce w Chinach w pełni zarządzanej przez AI, ale podobne podmioty wyrosły już w USA, Kanadzie i Australii. Co kluczowe, te nowe jednostki nie zajmują się produkcją dóbr fizycznych, lecz przejęły wszelkie procesy biurowe. Ludzie zostali zastąpieni tam algorytmami, więc stali się całkowicie zbędni.

Początkowo spece od wdrażania technologii pełni byli obaw, czy ich cyfrowy produkt będzie na tyle zmyślny, by udźwignąć kilkanaście procesów jednocześnie. Te obawy okazały się jednak całkowicie płonne, bo po uruchomieniu całej testowej machiny, akurat w firmie księgowej okazało się, że AI nie zastępuje ludzi w stosunku jeden do jednego. Ona robi znacznie więcej i w ciągu zaledwie tygodnia algorytm nauczył się precyzyjnie zarządzać całym biurem, które według standardowych norm powinno zatrudniać około 50 osób. AI opanowała wszystko, więc od biurowej logistyki, przez wprowadzanie danych, aż po skomplikowane wyliczenia podatkowe, o których informowała „wyimaginowanych” klientów. Co więcej, system zoptymalizował procesy w tak bezczelny sposób, że sam zaproponował właścicielom zdobycie nowych rynków, argumentując, iż zwyczajnie się nudzi i posiada niewykorzystany potencjał.

Dochodzimy tutaj do clou całego naszego nowoczesnego porządku, bo właśnie świat biznesu uświadomił sobie, że pracownik stał się obecnie wyłącznie kosztem i to kosztem generującym każdego roku miliardowe straty w dolarach oraz euro. Na podstawie analiz przeprowadzonych, co za ironia, przez samą sztuczną inteligencję, zaproponowano plan radykalnego odejścia od czynnika ludzkiego w pracach biurowych. Co w tym jednak istotne, proces ten przechodzi właśnie z fazy planowania do bezwzględnej realizacji.

Dynamika upadku części zawodów może być jednak znacznie szybsza, niż nam się wydaje. Nie wynika to tylko z doskonałości samej technologii, ale z sytuacji geopolitycznej. Jeśli lokalne konflikty na świecie będą się utrzymywać, kryzys gospodarczy zapuka niebawem do każdych drzwi. To z kolei wymusi wdrożenie oszczędności na niespotykaną dotąd skalę. Mówiąc językiem otwartym, korporacje zatrudniające tysiące „wklepywaczy” danych pozbędą się ich bez mrugnięcia okiem, zastępując ich najnowszymi modelami AI. Dotyczy to każdego sektora, więc nikt nie może czuć się bezpiecznie w swoim klimatyzowanym biurze.

Zastanówmy się więc, co czeka rynkowe „korpo-szczurki”? Przypomnijcie sobie mój felieton o Wall Street, gdzie maklerzy giełdowi zastąpieni zostali przez algorytmy. Dziś ten sam scenariusz pisze się dla działów sprzedaży, księgowości i analiz. Spokojna, powtarzalna praca biurowa dogorywa i nawet programiści, dotąd uważani za bogów nowej ery, staną się docelowo zbędni po tym, jak AI przełamała barierę starych języków kodowania.

Zabawię się teraz w proroka, choć dla wielu może to brzmieć jak szyderstwo. Mówię to jednak z autentyczną zadumą nad losem świata, więc moje drogie „korpoludki”, właśnie zostajecie na lodzie. Z niespłaconymi kredytami, z leasingami na samochody, których nie będzie jak opłacić. Kolejnym krokiem będzie eksmisja z mieszkań i sprowadzenie was do statusu żebraków. Powiedzmy to głośno – w obecnej konfiguracji technologicznej nie jest bezpieczny nikt, kto wykonuje pracę przed monitorem i nie posiada umiejętności manualnych. Wszyscy tacy pracownicy, bez żadnego wyjątku, będą musieli odejść.

Wiele osób już zaczyna to rozumieć. Prawnicy, księgowi, pracownicy banków i samych niezwykle znanych korporacji, których mam w gronie znajomych, coraz częściej inicjują rozmowy pod tytułem: „co dalej?”. A co ja mam im odpowiedzieć? Że jakoś to będzie, że system ich ocali? Nie. Siadam do komputera, analizuję światowe raporty, śledzę rozwój technologii i sytuację polityczną, a potem z politowaniem kiwam głową. Moja jedyna szczera rada dla nich brzmi, aby szybko nauczyli się zawodu hydraulika lub innej fachowej pracy z młotkiem w ręku.

Mówiąc zupełnie poważnie, w zgodzie z faktami i moją wiedzą, upadek ludzkości w zakresie tradycyjnego zatrudnienia właśnie się rozpoczął. Będzie on postępował, pożerając z roku na rok kolejne dziedziny naszego życia. To smutna i bolesna prawda, ale nie da się od niej uciec. Na koniec, a parafrazując słowa posła Grzegorza Brauna mogę powiedzieć tylko jedno: „Mój Boże, korpoludki, ratuj się kto może”.

Bogdan Feręc

Photo by Mario Gogh on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version