Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

DLACZEGO EUROPA POPEŁNIA SAMOBÓJSTWO NA WŁASNE ŻYCZENIE?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Koniec dyplomacji, czas na brutalną prawdę, bo doszliśmy do ściany i czas grzecznych dyskusji, poprawnych politycznie eufemizmów i salonowych debat o „wyzwaniach demograficznych” bezpowrotnie minął, więc albo powiemy sobie prosto w oczy prawdę, która boli, albo za kilkadziesiąt lat nasze dzieci będą zwiedzać Europę jak rezerwat wymierających plemion.

Prawda jest taka, że jesteśmy świadkami zaplanowanego, systemowego i realizowanego z zimną krwią demograficznego samobójstwa. Polacy i Irlandczycy – dwa narody o niezwykle silnej tożsamości, połączone historią walki o przetrwanie, wiarą i przywiązaniem do ziemi – właśnie dobrowolnie kładą głowę pod topór. Jeśli natychmiast, bez oglądania się na poprawność polityczną, nie przywrócimy fundamentalnej struktury społecznej, czyli tradycyjnej, silnej roli mężczyzny i kobiety, zostaniemy bezwzględnie, totalnie i ostatecznie zdominowani przez inne nacje. Nacje, które nie mają naszych dylematów, nie bawią się w postmodernistyczne rozważania o pięćdziesięciu płciach, tylko po prostu robią to, do czego biologia i kultura ich powołały: rodzą dzieci. I to masowo.

1. Liczby, które nie kłamią – czarny scenariusz roku 2060

Spojrzenie na twarde dane demograficzne wywołuje ciarki na plecach każdego, kto zachował choćby śladowe ilości instynktu samozachowawczego. Prognozy na rok 2060 to nie jest czarnowidztwo nawiedzonych proroków – to matematyka na poziomie szkoły podstawowej.

Zadajmy sobie fundamentalne pytanie: kto wypełni tę gigantyczną, ziejącą pustkę? Odpowiedź już teraz widać na ulicach Dublina, Warszawy, Paryża czy Berlina. Miejsca Polaków i Irlandczyków zajmą kultury, w których standardem, normą i społecznym obowiązkiem jest posiadanie trojga, czworga, a nawet pięciorga dzieci na jedną rodzinę. To prosty algorytm zastępowania populacji. Jeśli my zwijamy żagle, ktoś inny przejmuje nasz statek.

2. Równanie przetrwania: Magiczna bariera 2,6

Nie potrzebujemy cudów, nie potrzebujemy zaklęć ani skomplikowanych programów socjologicznych pisanych przez oderwanych od życia profesorów na uniwersytetach. Potrzebujemy prostej, bezwzględnej logiki. Aby odwrócić ten dziejowy proces gnicia, w rodzinach musi rodzić się minimum 2,6 dziecka na parę.

Co to oznacza w praktyce? Koniec z modelem jedynaka jako normą.

Musimy stworzyć społeczeństwo, w którym standardem w większości domów będzie dwoje dzieci, ale – i to jest klucz do sukcesu – w ogromnej części rodzin musi pojawiać się troje lub czworo dzieci. Tylko taki model pozwala na uruchomienie mechanizmu pełnej zastępowalności pokoleń.

Model Przetrwania Demograficznego:

Para rodziców ---> Minimum 2,6 dziecka 
Norma ---> 2 dzieci w rodzinie
Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie uratować i przywrócić do życia rdzenne narodowości europejskie. Tylko wtedy uzyskamy demograficzną samowystarczalność, która raz na zawsze utnie ten obrzydliwy, szantażujący nas argument liberalnych ekonomistów, że „musimy sprowadzać imigrantów, bo nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury”. Gówno prawda! Nie musimy sprowadzać nikogo z drugiego końca świata, jeśli sami zaczniemy dbać o własną krew i własną przyszłość. Zastępowalność pokoleń wypracowana rękami własnych obywateli to jedyna tarcza antykryzysowa, jakiej potrzebujemy.

3. To nie wina młodych – zdejmijmy odium z ofiar systemu

W mediach głównego nurtu, kontrolowanych przez liberalne elity, trwa nieustanny festiwal plucia na młode pokolenie. Słyszymy, że młodzi Polacy i Irlandczycy są wygodni, egoistyczni, że wolą podróże, karierę, pieski zamiast dzieci i życie w stylu „DINK” (Double Income, No Kids). To obrzydliwe kłamstwo i bezczelne odwracanie kota ogonem.

Młodzi ludzie nie są winni temu, że żyją w świecie postawionym na głowie! Winnego należy szukać w zupełnie innym miejscu. Czas wskazać palcem tę bandę hipokrytów, czyli wracamy do polityki i do polityków.

To państwo – reprezentowane w naszym imieniu przez premiera, ministrów, posłów i senatorów – zawiodło na całej linii. Zamiast tworzyć twierdzę dla rozwoju młodych rodzin, stworzyli system, w którym posiadanie dziecka stało się luksusem dla wybranych – albo finansowym wyrokiem śmierci – do wyboru. Młodzi ludzie nie chcą rodzić dzieci w klatkach o powierzchni 30 metrów kwadratowych, kupionych na 35-letni kredyt z bandyckim oprocentowaniem.

Jeśli chcemy, aby system rozpie*rzył tę niemoc, państwo musi natychmiast postawić wszystko na jedną kartę: na bezwzględne, totalne wsparcie młodych obywateli. Co to oznacza w świecie realnym, a nie w przedwyborczych przemówieniach?

  1. Praca, która pozwala żyć, a nie wegetować: Koniec z umowami śmieciowymi i pensjami, które zjada inflacja w pierwszym tygodniu miesiąca. Mężczyzna musi zarabiać tyle, by móc utrzymać rodzinę, a kobieta musi mieć stabilność, która nie zmusi jej do wyboru między macierzyństwem a karierą.
  2. Mieszkanie jako prawo narodowe, a nie łup dla deweloperów: Państwowe programy budowy tanich, przestronnych mieszkań dla rodzin z dziećmi. Koniec z patodeweloperką i spekulacją gruntami.
  3. Infrastruktura opiekuńcza bez kolejek i łapówek: Żłobki, przedszkola i nowoczesne szkoły w każdej gminie, na każdym osiedlu. Dostępne od ręki, darmowe, stojące na najwyższym poziomie.
  4. Godzenie ról: System musi pozwolić na jednoczesne odpowiednie utrzymanie gospodarstwa domowego oraz czas na realne, pełne zajęcie się rodziną. Państwo ma ułatwiać życie, a nie rzucać kłody pod nogi.

4. Unijna zdrada i import nowej ludności

Niestety, zamiast tego mamy do czynienia z totalną aberracją i zdradą narodowych interesów. Rządzący w Europie, w tym te marionetki na Wiejskiej w Warszawie czy w Leinster House w Dublinie, idą w dokładnie odwrotnym kierunku. Dlaczego? Bo są leniwi, krótkowzroczni i cyniczni. Zamiast realizować ciężką, wieloletnią i kosztowną politykę wspierania własnych młodych obywateli, wolą iść na skróty.

Dla nich człowiek to tylko cyfra w statystyce, tani zasób ludzki. Łatwiej, szybciej i taniej jest im sprowadzić gotowych pracowników z obcych, dalekich krajów, aby od zaraz wypracowywali dochód dla państwa i łatali dziury w budżecie. To jest czysty, nowoczesny neokolonializm połączony z narodowym harakiri.

Spójrzmy prawdzie w oczy, bez rasistowskich uprzedzeń, ale z chłodną, antropologiczną dokładnością: ludy, które obecnie masowo napływają do Europy, pochodzą z regionów świata o zupełnie innym kodzie kulturowym. Tam wielodzietne rodziny, a na dodatek wielopokoleniowe i wieloosobowe, są na porządku dziennym. Dla nich pięcioro dzieci to nie jest problem logistyczny – to duma, siła i fundament przetrwania klanu.

Ich zastępowalność pokoleń jest na kosmicznym poziomie i ten model został właśnie bezczelnie przeniesiony na europejski grunt. Podczas gdy rdzenny Polak czy Irlandczyk zastanawia się, czy stać go na jedno dziecko, napływowi mieszkańcy, często korzystając z rozbuchanego socjalu fundowanego z naszych podatków, budują potęgę demograficzną wewnątrz naszych własnych granic. To jest kolonizacja bez użycia ani jednego wystrzału.

5. Elity bez rozumu – diagnoza politycznego kretynizmu

Na koniec trzeba postawić diagnozę tym, którzy stoją u sterów tego tonącego okrętu. Jeśli powiem wprost, że politycy rządzący naszymi krajami są osobami bez absolutnie krzty rozumu, to i tak użyję eufemizmu roku. Używam tego sformułowania celowo – tylko po to, aby innym, mocniejszym wyrażeniem nie urazić osób autentycznie chorych umysłowo, które na taką obrazę nie zasłużyły.

Zapewne wielu z tych nadętych panów w garniturach i dam w garsonkach obruszy się na te słowa. Zaczną machać przed nosami swoimi dyplomami, doktoratami i certyfikatami z brukselskich szkoleń. Ale skoro nie rozumieją tak prostych, wręcz prymitywnych zasad matematyki i biologii społecznej, to z pełną odpowiedzialnością i swobodą mogę przyjąć jedno twarde założenie: u większości z nich występują drastyczne, głębokie i nieodwracalne deficyty inteligencji.

Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, że:

Brak dzieci = brak narodu, a brak narodu = koniec państwa

Jeśli ktoś tego nie ogarnia, nie powinien rządzić nawet kurnikiem, a co dopiero blisko 40-milionowym krajem w środku Europy czy kluczową wyspą na Atlantyku.

Podsumowanie: Czas na kontrrewolucję

Nie ma już czasu na kompromisy. System, który promuje bezdzietność, promuje sprowadzanie obcych kultur i niszczenie tradycyjnych ról kobiety i mężczyzny, musi zostać bezwzględnie odrzucony i rozbity.

Musimy wrócić do korzeni. Kobieta i mężczyzna, jako fundament silnej, wielodzietnej rodziny, muszą odzyskać swój społeczny majestat i pełne, bezwarunkowe wsparcie aparatu państwowego. Albo wymusimy na politykach radykalną zmianę kursu o 180 stopni, albo za czterdzieści lat obudzimy się w świecie, w którym słowo „Polak” i „Irlandczyk” będzie jedynie historyczną ciekawostką w podręcznikach pisanych przez zupełnie inne cywilizacje.

Czas zacząć działać. Czas rozwalić ten chory układ i odzyskać naszą przyszłość!

Lewak z przekonania – prawak z obawy o przyszłość Europy, czyli Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version