Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cztery ściany niewiedzy. Jak sami oddaliśmy świat w ręce tych, którzy myślą za nas

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Tak sobie patrzę na otaczający mnie świat i ludzi, a jako dziaders mam przecież ograniczone horyzonty, więc widzę tylko to, co pozwala mi zobaczyć, aby wyrobić sobie błędną opinię. I super, bo może najmłodszy już nie jestem, ale wzrok mam dobry, słuch jeszcze nie szwankuje, a i ocena sytuacji, o ile wesprzeć się wiadomościami dostępnymi w przestrzeni medialnej, wydaje się całkiem przyzwoita.

Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż odsądzany jestem przez wiele osób od czci i wiary, iż nie wiem, co się dzieje na tym świecie i wymyślam niestworzone historie. To teraz tak z ręką na sercu – ilu z czytelników tego felietonu w ostatnim tygodniu przeglądnęło informacje z prasy zagranicznej, ale z ukierunkowaniem na te, które nie serwują informacyjnego bełkotu? Idźmy dalej, bo kto wszedł na strony TASS, Al Jazeery, Xinhua, a może bliżej, bo socjalizującego Euro News?

I to ja nie wiem nic o świecie? To ja mam ograniczone horyzonty? To ja posługuję się sloganami przekazywanymi przez TVN24 i RTÉ?

Pytam całkiem poważnie, choć wiem, że dla wielu osób będzie to pytanie niewygodne. Żyjemy bowiem w czasach, w których dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony, a mimo to poziom wiedzy o świecie, a nawet o krajach, w których mieszkamy, często okazuje się płytszy niż dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Nigdy wcześniej człowiek nie miał w kieszeni tak potężnego narzędzia jak smartfon. Nigdy wcześniej nie mógł w kilka sekund przeczytać opinii z Tokio, Waszyngtonu, Moskwy, Pekinu czy Johannesburga. Nigdy wcześniej nie miał tak szerokiego dostępu do dokumentów, analiz, raportów i danych.

A jednak nie chce mu się.

To właśnie jest największy paradoks współczesności. Nie brak nam informacji, a brak nam chęci. Teoretycznie nie żyjemy w epoce głębokiej cenzury, ale mówiąc poważnie, w erze dobrowolnej ignorancji.

Umiłowani – siedzicie w domach, patrzycie tępo i bezrefleksyjnie w telewizory, przeglądacie maksymalnie cztery portale informacyjne, a na dodatek prezentujące jedną opcję i macie w d*pie to, co ktoś z inną opinią ma do powiedzenia. Kto jest więc ograniczony? Kto nie przyjmuje do wiadomości niczego, co nie jest utartą narracją, jedynie słuszną w tym upadającym europejskim i przeregulowanym molochu?

Przyzwyczailiśmy się do wygody – nie tylko materialnej, ale przede wszystkim intelektualnej. Nie chcemy wysiłku. Nie chcemy konfrontacji z faktami, które mogłyby zachwiać naszym światopoglądem. Nie chcemy sprawdzać. Nie chcemy analizować. Nie chcemy zadawać pytań.

Chcemy mieć rację, a to dwie zupełnie różne rzeczy.

Człowiek poszukujący prawdy gotów jest przyznać się do błędu. Człowiek szukający potwierdzenia własnych przekonań będzie odrzucał wszystko, co mu nie pasuje. I właśnie ten drugi typ człwieka stał się dziś ideałem dla polityków, korporacji medialnych i wszelkiej maści manipulatorów. Bo najłatwiej rządzi się ludźmi, którzy nie myślą samodzielnie. Najłatwiej zarządza się społeczeństwem, które nie sprawdza informacji. Najłatwiej sprzedaje się propagandę tym, którzy uznali, że nie mają czasu na weryfikację faktów.

Zamknęliście się w tych własnych drogich w utrzymaniu domkach z ratalnych kart, wmawiacie sobie, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, bo jakiś pajac w telewizorze tak powiedział. Macie inne zdanie? Wasza wola, ale znowu – przyznajcie się, kto przeanalizował dowolną wypowiedź – niech będzie, że polskiego premiera z ostatniego tygodnia? Kto sprawdził inne źródła i skontrolował prawdziwość słów? W 99,9% przypadków przyjęliście to za prawdę lub jej brak, ale nikt nie zadał sobie trudu, aby iść dalej, zagłębić się w temat, żeby skontrolować człowieka, który utrzymuje się z Waszych pieniędzy.

I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Demokracja nie umiera wtedy, gdy pojawia się zły polityk, ona zaczyna umierać wtedy, gdy obywatel przestaje interesować się tym, co polityk robi.

Przez lata wmówiono nam, że udział w życiu publicznym kończy się przy urnie wyborczej. Idziesz, głosujesz, wrzucasz kartkę i wracasz do domu. Potem już tylko narzekasz przez cztery lata przy kawie albo piwie. To nie jest obywatelskość, to jest obywatelska emerytura. Prawdziwy obywatel kontroluje władzę codziennie. Niezależnie od tego, czy głosował na rządzących, czy na opozycję. Sprawdza. Czyta. Analizuje. Porównuje. Szuka sprzeczności. Weryfikuje liczby. Patrzy politykom na ręce. Tymczasem większość ludzi zachowuje się tak, jakby polityka była serialem telewizyjnym, gdzie jest bohater, jest też czarny charakter, są emocje, jest także kolejny odcinek, po którym można wrócić do własnych spraw.

Problem polega na tym, że polityka nie jest serialem. Jej skutki odczuwamy wszyscy. W rachunkach za prąd. W podatkach. W cenach mieszkań. W jakości służby zdrowia. W bezpieczeństwie. W przyszłości naszych dzieci. Mimo to miliony ludzi oddają swój osąd kilku prezenterom, influencerom albo politycznym komediantom.

To intelektualne lenistwo osiągnęło dziś rozmiary epidemii, bo nie chcemy przeczytać raportu – wolimy obejrzeć trzydziestosekundowy filmik. Nie chcemy przeanalizować danych – wolimy gotowy wniosek. Nie chcemy samodzielnie myśleć – wolimy dostać instrukcję. A potem dziwimy się, że ktoś nami manipuluje.

Do czego nas to wszystko prowadzi? Cóż, właśnie do tego, że siedzimy w domach, że nie podejmujemy żadnych działań, że poziom niechciejstwa poszybował na szczyty olewki. Siedzicie w domach i patrzycie bezmyślnie na tę informacyjną papkę, a na dodatek nie reagujecie, co pozwala politykom zrobić z wami, co tylko chcą.

Najbardziej niepokoi mnie jednak coś jeszcze i nawet nie jest to elementarny brak wiedzy, czy brak ciekawości. Człowiek pozbawiony wiedzy może ją zdobyć, ale człowiek pozbawiony ciekawości nie zrobi nawet pierwszego kroku. A przecież świat jest dużo większy niż nasza ulica, nasze osiedle, nasze miasto czy nawet nasz kraj. Każde wydarzenie ma wiele perspektyw. Każda wojna wygląda inaczej z różnych stron frontu. Każdy kryzys gospodarczy ma wielu beneficjentów i wielu przegranych. Każda decyzja polityczna niesie skutki, których nie zobaczymy w wieczornym serwisie informacyjnym. Dlatego tak ważne jest patrzenie szeroko, bo samo czytanie źródeł, które się nam podobają, jest łatwe, jednak czytanie źródeł, które nas irytują, jest znacznie cenniejsze.

Właśnie tam najczęściej znajdują się argumenty, których nie chcemy słyszeć. Nie oznacza to jednak bezkrytycznego przyjmowania wszystkiego, co napisze rosyjska, chińska, amerykańska czy europejska redakcja. Wręcz przeciwnie, oznacza ciągłe porównywanie narracji. Szukanie punktów wspólnych. Oddzielanie faktów od interpretacji. Dlaczego? Bo prawda bardzo rzadko mieszka w jednym miejscu. Najczęściej ukrywa się pomiędzy skrajnymi stanowiskami.

Wiem, że to słowa gorzkie, chwilami ostre, może nawet ktoś tam poczuje się dotknięty, ale znowu, tak uczciwie, czy możecie stać się pierwszym sprawiedliwym i powiedzieć, bo rzucić kamieniem już umiecie, że w Waszym przypadku jest całkiem inaczej niż powiedziałem? Jaki promil, bo już nawet nie procent z circa 450 milionów Europejczyków może powiedzieć, że ich właśnie w tym felietonie nie opisałem?

Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek obrażać. Piszę to dlatego, że coraz bardziej przypominamy społeczeństwo ludzi zamkniętych w czterech ścianach własnych przekonań. Czterech ścianach wygody. Czterech ścianach informacyjnych baniek, a podkreślę, że nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu możliwości poznawania świata. Nigdy wcześniej nie korzystaliśmy z nich tak mało. Może więc zamiast kolejnego wieczoru spędzonego na bezmyślnym przewijaniu ekranów warto przeczytać coś spoza własnej bańki. Może warto skonfrontować własne poglądy z opinią kogoś, kto myśli inaczej. Może warto zadać sobie pytanie, czy aby na pewno wszystko wygląda dokładnie tak, jak przedstawia to ulubiony prezenter.

Bo wolność nie polega wyłącznie na prawie do posiadania własnego zdania, ona polega na odwadze nieustannego sprawdzania, czy to zdanie jest prawdziwe, a od tej odwagi zaczyna się świadome społeczeństwo i kończy wpajana niewiedza.

Bogdan Feręc

Photo by Kaja Sariwating on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version