W pamięci zbiorowej, a dotyczącej II wojny światowej dominują obrazy wielkich starć pancernych na froncie wschodnim, lądowania w Normandii czy dramatycznych zmagań lotniczych podczas Bitwy o Anglię. Na mapie tamtych wydarzeń Irlandia jawi się najczęściej jako biała plama, czy może bardziej oaza spokoju, która dzięki deklaracji neutralności zdołała uchronić się przed wojenną pożogą. To jednak ułuda. W rzeczywistości losy Zielonej Wyspy ważyły się na sztabowych stołach w Berlinie i Londynie, a misternie tkana sieć szpiegowskich intryg, mogła w każdej chwili wciągnąć Dublin w sam środek tamtego globalnego konfliktu.
Plan inwazji na Irlandię – znany pod kryptonimem Unternehmen Grün (Operacja Green) – nie był jedynie teoretyczną wprawką niemieckich strategów. Stanowił realne, choć ostatecznie niespełnione, zagrożenie dla suwerenności młodego, niewielkiego państwa, gdzieś pośrodku Atlantyku.
Geopolityczny klincz: „The Emergency” i brzemię historii
Żeby zrozumieć pozycję Irlandii we wrześniu 1939 roku, należy cofnąć się o niespełna dwie dekady. Kraj wciąż lizał rany po krwawej wojnie o niepodległość i niszczycielskiej wojnie domowej. Choć traktat angielsko-irlandzki z 1921 roku nadał wyspie autonomię, to pozostawienie sześciu hrabstw Ulsteru w granicach Zjednoczonego Królestwa było dla wielu raną, która nawiasem mówiąc, nie zagoiła się do dzisiaj.
Gdy 1 września III Rzesza uderzyła na Polskę, a dwa dni później Londyn wypowiedział Berlinowi wojnę, ówczesny premier Republiki Irlandii Éamon de Valera zmuszony został do ogłoszenia stanu wyjątkowego, eufemistycznie nazwanego The Emergency. Decyzja o zachowaniu neutralności była więc dla wyspy jedyną racjonalną drogą do ocalenia integralności państwa.
Co ciekawe, pojawiła się też koncepcja, gdzie brytyjska propozycja zakładała możliwość zjednoczenia wyspy w zamian za przystąpienie Republiki Irlandii do wojny po stronie aliantów, ale gabinet Éamona de Valery nie zdecydował się jednak na taki krok. Ostatecznie Dublin pozostał przy polityce neutralności. Decydujące znaczenie miała natomiast sytuacja wewnętrzna kraju – pamięć o wojnie o niepodległość oraz wyniszczającej wojnie domowej z lat 1922–1923 wciąż była żywa. Społeczeństwo pozostawało głęboko podzielone, a zaangażowanie Irlandii w konflikt u boku Wielkiej Brytanii mogło zachwiać stabilnością młodego państwa, wywołać gwałtowne napięcia polityczne i doprowadzić do ponownego wybuchu zbrojnych starć wewnętrznych.
Neutralność ta miała jednak specyficzny, asymetryczny charakter. Choć oficjalnie Dublin zachowywał absolutny dystans, pod stołem trwała ożywiona współpraca z aliantami. Irlandzki wywiad dzielił się kluczowymi informacjami z brytyjskim MI5, a nad hrabstwem Donegal utworzono nieoficjalny korytarz powietrzny (tzw. Donegal Corridor), umożliwiający brytyjskim wodnosamolotom szybsze patrolowanie Atlantyku. Co więcej, lotniczy alianccy rozbitkowie, po cichu transferowani byli przez granicę do Irlandii Północnej, podczas gdy ich niemieccy koledzy trafiali do obozów internowania.
Unternehmen Grün: Niemiecki but nad Cork i Dublinem
Sukces kampanii francuskiej latem 1940 roku rozbudził jednak apetyty Wehrmachtu i Adolf Hitler przygotowywał się do ostatecznego uderzenia na Wielką Brytanię (Operacja Seelöwe). Zdawano sobie jednak sprawę, że powodzenie desantu na południu Anglii zależy od zabezpieczenia zachodniej flanki. W tym momencie oczy Oberkommando der Wehrmacht (OKW) skierowały się właśnie na Irlandię.
Operacja Green miała być uderzeniem pomocniczym, realizowanym przez siły Grupy Armii A. Niemieccy planiści pod wodzą generała Leonaharda Kaupischa opracowali szczegółowy scenariusz inwazji, który zakładał, że głównym punktem uderzeni stanie się południowo-wschodnie wybrzeże wyspy, ze szczególnym uwzględnieniem portów w Cork i Waterford. Siły inwazyjne liczyć miały około 50 tysięcy żołnierzy, których transport odbywać się miał z okupowanej Francji. Celem strategicznym był natomiast błyskawiczny marsz na północ, zajęcie Dublina i odcięcie nielicznej, słabo uzbrojonej armii irlandzkiej od możliwości zorganizowania skutecznego oporu, by następnie zająć Belfast.
Strategiczne znaczenie Cork
Dlaczego właśnie Cork? Tamtejsze naturalne, głębokowodne porty (jak Cobh) miały dla Kriegsmarine znaczenie krytyczne. Ich opanowanie pozwoliłoby na stworzenie wysuniętych baz dla U-Bootów, co mogłoby całkowicie sparaliżować aliancką żeglugę na Atlantyku i odciąć Wielką Brytanię od dostaw z Ameryki Północnej. Co ciekawe, zaledwie w 1938 roku Brytyjczycy przekazali te bazy (tzw. Treaty Ports) pod pełną kontrolę Dublina, a sama decyzja – w obliczu zbliżającej się wojny, doprowadzała Winstona Churchilla do wściekłości.
Niebezpieczne związki: Abwehra i widmo IRA
Niemieccy stratedzy zdawali sobie sprawę, że sukces operacji wymaga destabilizacji wewnętrznej nie tylko kraju, ale całej wyspy. Naturalnym sojusznikiem wydawała się Irlandzka Armia Republikańska (IRA), dla której brytyjskie zaangażowanie w wojnę było idealną okazją do zjednoczenia wyspy siłą.
Współpraca ta obrosła legendami, choć w rzeczywistości charakteryzowała się chaosem i wzajemnym rozczarowaniem. Najlepszym tego przykładem była działalność legendarnego agenta Abwehry majora Hermanna Görtza. W maju 1940 roku wyskoczył on na spadochronie nad hrabstwem Meath, ubrany w pełny mundur Luftwaffe i z kieszeniami pełnymi dolarów oraz odznaczeniami wojskowymi. Görtz miał koordynować działania dywersyjne, jakie prowadzić miała IRA, jednak szybko zderzył się z brakiem dyscypliny i rozbiciem frakcyjnym wewnątrz tej organizacji. Przez kilkanaście miesięcy ukrywał się w bezpiecznych lokalach w Dublinie, zanim został schwytany przez irlandzkie służby specjalne (G2). Po wojnie, postawiony przed widmem deportacji i przekazania Brytyjczykom, Görtz popełnił samobójstwo, zażywając cyjanek.
Kuriozalnym świadectwem tych kontaktów był Plan Kathleen – projekt opracowany właśnie przez IRA, który zakładał niemiecki desant w Irlandii Północnej wsparty republikańskim powstaniem. Dokument ten, a znajdujący się w irlandzkich zasobach muzealnych, pełen jest rażących błędów kartograficznych i naiwnych założeń taktycznych, został przejęty przez irlandzką policję podczas nalotu na jedno z mieszkań w Dublinie. Pokazał on de Valerze, że radykałowie z IRA gotowi są podpalić całą wyspę w imię własnych dogmatów.
Gra na dwa fronty: Plan W i aliancka odpowiedź
Świadomość zagrożenia niemieckiego wisiała również nad Londynem. Brytyjczycy nie zamierzali bezczynnie przyglądać się ewentualnemu lądowaniu Wehrmachtu na zachód od swoich granic. Tak powstał Plan W, czyli tajne porozumienie między sztabami brytyjskim i irlandzkim.
Scenariusz ten zakładał, że w momencie niemieckiej agresji wojska brytyjskie stacjonujące w Irlandii Północnej natychmiast przekroczą granicę, aby wspólnie z siłami irlandzkimi podjąć walkę obronną. Był to niezwykły paradoks historii: państwo, które niespełna dwadzieścia lat wcześniej walczyło z brytyjskim imperializmem, teraz w tajemnicy planowało wspólną obronę z dawnym ciemiężycielem.
Gdy bomby spadają na Dublin
Choć inwazja lądowa nigdy nie nastąpiła, wojna boleśnie przypomniała o sobie mieszkańcom stolicy. W nocy z 30 na 31 maja 1941 roku niemieckie bombowce zrzuciły bomby na północną dzielnicę Dublina – North Strand. Bilans był tragiczny, ponieważ zginęło wówczas 38 osób, a setki odniosły rany lub straciły dach nad głową.
Do dziś historycy spierają się, czy był to tragiczny błąd nawigacyjny wywołany brytyjskim zakłócaniem sygnałów radiowych (Knickebein), czy też celowa demonstracja siły Berlina, mająca na celu ostrzeżenie de Valery przed zbyt bliskimi kontaktami z Londynem. III Rzesza ostatecznie przeprosiła za ten incydent i po wojnie wypłaciła odszkodowanie, co zdaje się potwierdzać hipotezę o pomyłce zagubionych nad Morzem Irlandzkim pilotów.
Epilog i dyplomatyczny zgrzyt
Wraz z odwołaniem Operacji Seelöwe i skierowaniem niemieckiej machiny wojennej przeciwko ZSRR w czerwcu 1941 roku, Operacja Green powędrowała na dno sztabowych szuflad. Bez panowania na niebie i morzu wokół Wielkiej Brytanii, jakakolwiek próba opanowania irlandzkiej wyspy przez Niemców była właściwie logistycznym samobójstwem.
Irlandia przetrwała wojnę bez zniszczeń, jednak jej powojenna pozycja międzynarodowa była dosyć skomplikowana. Największy kryzys wizerunkowy przyniósł gest Éamona de Valery z maja 1945 roku. Po samobójstwie Hitlera, premier Irlandii – w imię skrajnie i niemal absurdalnie interpretowanego protokołu dyplomatycznego – złożył na ręce niemieckiego przedstawiciela nazistów w Dublinie – Eduarda Hempla – oficjalne kondolencje. Wywołało to falę oburzenia na całym świecie i na lata ochłodziło stosunki Dublina z Waszyngtonem oraz Londynem.
Patrząc wstecz, Operacja Green jawi się dzisiaj jako fascynujący scenariusz z gatunku historii alternatywnej. Pokazuje ona jednak coś niezwykle istotnego, że w realiach totalnego konfliktu geopolitycznego neutralność nigdy nie jest stanem danym raz na zawsze. Jest dynamiczną, ryzykowną grą, w której o przetrwaniu decydują nie tylko deklaracje na papierze, ale przede wszystkim sprawność wywiadu, zakulisowa dyplomacja, czysty łut szczęścia i sytuacja na innych frontach.
Bogdan Feręc
Fot. Kadr z nagrania RTE

