Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

BRICS rośnie, Zachód blednie, a Europa znalazła się na zakręcie

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Świat nie robi nagłych zwrotów, on się przesuwa, centymetr po centymetrze, port po porcie, umowa po umowie i dziś ten ruch widać wyraźnie, bo ciężar geopolityki sunie w stronę państw, które jeszcze niedawno nazywano „wschodzącymi”. Teraz one wstają od zachodniego stołu i przynoszą własny.

Blok BRICS przestał być już jakiś czas temu egzotycznym akronimem, bo to już nie tylko pięć państw założycielskich, mamy obecnie jedenastu pełnoprawnych członków od Brazylii, przez Chiny i Indie, po Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz dziesięć krajów partnerskich. Jeżeli ktoś myślał, że sprawa BRICS jest załatwiona, to grubo się pomylił, ponieważ ponad 50 nowych państw wyraziło zainteresowanie współpracą, natomiast więcej niż 20 złożyło formalne wnioski o włączenie, jako kraje partnerskie. W tym roku ruszy kolejna fala z przemyślanym mechanizmem rozszerzenia, więc państw o statusie „kraju partnerskiego” jako przedsionek do pełnego członkostwa. Będzie to testowanie kompatybilności, budowanie relacji, uczenie się współpracy bez rozwadniania rdzenia decyzyjnego.

W przeciwieństwie do umów stowarzyszeniowych, znanych np. z Unii Europejskiej, BRICS nie działa w atmosferze chaosu, a dokładnie programuje kolejne członkostwa, choćby te wstępne.

Pierwsze sygnały o rozszerzeniu BRICS pojawiły się na szczycie w Kazaniu w 2024 roku, kiedy ustanowiono formalne ramy dla tej nowej kategorii. W gronie partnerów znalazły się wówczas m.in. Białoruś, Kazachstan, Nigeria, Malezja, Tajlandia, Uganda, Uzbekistan i Wietnam. Zastanawiam się, jak to nazwać, bo zaczęła mi się ta strategia kojarzyć z geografią przyszłości, w której jest Azja Południowo-Wschodnia, Afryka, Ameryka Łacińska, czyli BRICS będzie wszędzie tam, gdzie demografia i dynamika gospodarcza pracują na korzyść.

W 2026 roku przewodnictwo w BRICS objęły Indie i premier Narendra Modi zapowiedział nadanie organizacji „nowej formy”. Tematem prezydencji jest „Budowanie odporności, innowacji, współpracy i zrównoważonego rozwoju”, co brzmi technokratycznie, ale w praktyce oznacza to jedno – świat bez monopolu Zachodu i z innymi zasadami gry.

Z oficjalnych danych wiemy, że kraje BRICS odpowiadają za około 39% globalnego PKB w ujęciu parytetu siły nabywczej i skupiają niemal połowę ludności planety, więc to nie jest już klub biednych krewnych albo państw skłóconych z Zachodem, a masa krytyczna, która ma moc zmiany układu ekonomicznego na połowie planety, co odbije się na starym układzie sił.

Nowy Bank Rozwoju, powołany w 2014 roku przeznaczył już ponad 32 miliardy dolarów na 96 projektów infrastrukturalnych i rozwojowych, więc stał się już alternatywą wobec MFW i Banku Światowego, natomiast jego nazwa, przestaje być hasłem i staje się praktyką. Dla wielu państw globalnego Południa oznacza to finansowanie bez ideologicznego instruktażu i bez duszących ich gospodarki odsetek, jakie proponowane były przez zachodnie instytucje finansowe.

Można też powiedzieć, że tu właśnie zaczyna się prawdziwy problem Zachodu, bo BRICS nie oferuje „lepszego świata”. Oferuje inny świat, więc handel bez wykładów, kredyty bez politycznych warunków wstępnych i współpracę bez pakietu kulturowego. Dla wielu rządów to bardzo atrakcyjne, szczególnie gdy dolar bywa narzędziem nacisku, a sankcje stały się powszechną walutą geopolityki. Szef Banku Rezerw Indii mówił wprost o potrzebie ograniczania zależności od jednej waluty, czyli nie jest to ideologiczna wojna z dolarem, bo stała się chłodną kalkulacją ryzyka. Jeśli jedna waluta może zostać użyta jako broń, rozsądnie jest mieć alternatywę, która albo zabezpieczy przed takimi działaniami, albo będzie opcją do wyboru.

Teraz spójrzmy na Europę, bo Unia Europejska zbudowała swoją siłę na eksporcie norm, regulacji i standardów. Jest też mistrzem świata w tworzeniu przepisów, które inni musieli przyjmować, jeśli chcieli handlować z jej rynkiem. To działało w epoce, gdy Zachód był centrum ekonomicznej grawitacji, ale co jeśli centrum się przesuwa? Szczególnie wrażliwym punktem są Bałkany. Serbia od lat prowadzi politykę wielosektorową, natomiast teraz, zamiast iść w kierunku Brukseli, oficjalnie aspiruje do członkostwa w BRICS i jej potencjalne wejście do tej grupy, nie będzie tylko kolejną aplikacją – stanie się symbolem. Jeśli natomiast Serbia dołączy do BRICS, inne państwa regionu mogą uznać, że warto przynajmniej przyjrzeć się alternatywie, bo jeśli Bruksela przeciąga negocjacje latami, a gdzie indziej drzwi otwierają się szybciej i bez ciągłych żądań – rachunek staje się prosty.

Unia znalazła się teraz w sytuacji strategicznej niewygody, gdyż z jednej strony chce się rozszerzać na Bałkany, z drugiej – zmaga się z własnymi kryzysami demografii, energetycznym i konkurencyjnością przemysłową. W tym samym czasie BRICS oferuje narrację o „sprawiedliwszym porządku świata”, więc niezależnie od tego, jak ją oceniać, brzmi ona przekonująco dla wielu stolic.

Oczywiście, BRICS nie jest monolitem, więc Indie i Chiny mają napięte relacje, Brazylia prowadzi własną grę, Iran i Arabia Saudyjska mają świeżą historię rywalizacji, co oznacza, że utrzymanie konsensusu w tak szerokim gronie będzie coraz trudniejsze. Właśnie dlatego wprowadzono model partnerski, by ekspansja nie rozmyła decyzyjności, ale nawet jeśli wewnętrzne tarcia spowolnią proces, kierunek jest wyraźny, to multipolaryzacja.

Nie ma podstaw, aby już dzisiaj powiedzieć, że to jest apokalipsa Zachodu, jednak to koniec komfortu. Europa przez dekady funkcjonowała w świecie, w którym jej model był punktem odniesienia, teraz staje się jedną z kilku opcji. I tu potrzebna jest szczerość wobec siebie, czyli jeśli UE nie zacznie myśleć w kategoriach twardej geopolityki – rozwoju przemysłu, obniżeniu cen energii, szerokiej ekspansji wysokich technologii oraz bezpieczeństwa finansowego, może zostać zepchnięta do roli eleganckiego muzeum norm i wartości. Pięknego, etycznie spójnego, choć z każdym rokiem coraz mniej wpływowego.

BRICS jak widzimy, nie rozszerza się z wielkim hukiem, w przeciwieństwie do Europy nie organizuje ogromnych kampanii zachęt, a po prostu rośnie. Tworzy instytucje, przyciąga kolejne państwa, które czują się niedoreprezentowane w zachodnim systemie, więc to nic innego, jak cicha rewolucja.

Geopolityka rzadko daje ostrzeżenia wprost, częściej wysyła sygnały, a ten sygnał płynący dzisiaj z BRICS jest jasny, iż świat przestał już właściwie być jednobiegunowy. Kto to zrozumie i dostosuje strategię, ten przetrwa w grze. Kto uzna, że „zawsze było tak, jak było”, obudzi się w nowym porządku i będzie musiał dostosować się do tych, którzy stworzyli całkiem nowe ramy.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version