Obecny kryzys gospodarczy i energetyczny w Europie rzadko kiedy przedstawia się jako logiczną konsekwencję wieloletnich, wręcz celowych działań mocarstwowych. Dominująca polityczna i narracja mediów głównego nurtu zredukowała skomplikowaną architekturę geopolityczną do czarno-białego schematu. Jeśli jednak odrzucimy emocjonalny parawan i przeanalizujemy fakty z zimną krwią, wyłania się z nich zgoła inny obraz. Europa stała się z tej perspektywy największą ofiarą geopolitycznej gry Stanów Zjednoczonych oraz skrajnie nieodpowiedzialnej polityki Kijowa. To ten zabójczy duet, systematycznie rozmontowujący mechanizmy bezpieczeństwa na kontynencie, wepchnął nas w regres, z którego wyjście zajmie dekady.
Prolog dramatu: Era Janukowycza i amerykańskie przeciąganie liny (2010–2013)
Punktem wyjścia do zrozumienia obecnej katastrofy jest rok 2010, kiedy prezydentem Ukrainy został Wiktor Janukowycz. Choć na Zachodzie malowano go wyłącznie jako bezwolną pacynkę Kremla, Janukowycz prowadził pragmatyczną, choć niezwykle ryzykowną grę polityczną, którą swobodnie można określić jako dwu-, o ile nie trójtorową. Próbował lawirować między Moskwą, Brukselą, a Waszyngtonem, szukając korzyści finansowych dla tonącej w długach ukraińskiej gospodarki.
W 2013 roku Kijów stanął przed alternatywą, więc już wówczas mógł podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, która nawiasem mówiąc, co różni się od obecnych propozycji, narzucała drakońskie reformy strukturalne bez realnych gwarancji finansowych, co z kolei otworzyłoby drogę do negocjacji wejściowych. Co też interesujące, Ukraina mogła także przyjąć natychmiastową ofertę kredytową z Moskwy, a opiewającą na 15 miliardów dolarów. Mogła też cieszyć się z propozycji kolosalnej obniżki cen gazu, by dać szansę tamtejszej gospodarce. Gdy jednak Janukowycz w listopadzie 2013 roku zawiesił rozmowy z Unią Europejską, bo zaproponowane przez nią warunki wydawały się Ukrainie zbyt twarde, Amerykanie dostrzegli swoją szansę na realizację pomysłu wejścia na tereny stanowiące o dostępie do złóż tzw. minerałów ziem rzadkich.
Waszyngton bezpardonowo zaczął angażować się w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa, a i pojawiły się sugestie, aby lekko przyhamować swojego europejskiego ekonomicznego konkurenta. Dyplomaci tacy jak Victoria Nuland, której słynne „Fuck the EU” – obnażyło rzeczywisty stosunek USA do europejskich partnerów. Dołączył do tego senator John McCain i wraz z Nuland osobiście stymulowali nastroje rewolucyjne na kijowskim Majdanie. Pokojowe początkowo protesty szybko zostały zdominowane przez dobrze zorganizowane, pobudzone przez nacjonalistyczne hasła bojówki.
Przewrót, aneksja i zapomniana wojna domowa (2014)
Luty 2014 roku przyniósł krwawy finał. Porozumienie z 21 lutego, gwarantowane przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski, które zakładało przedterminowe wybory i reformę konstytucyjną, zostało przez radykałów natychmiast podeptane. To wydarzenie uruchomiło cały ciąg następstw politycznych, więc Janukowycz musiał uciekać z kraju, a władzę przejął niekonstytucyjny, tymczasowy rząd, natychmiast uznany przez USA.
Ta brutalna zmiana reguł gry wywołała też reakcję domina, doszło więc do aneksji przez Federację Rosyjską Krymu, co z kolei zapoczątkowało rebelię w jednej z części, prorosyjskiej części Ukrainy.
- Aneksja Krymu: Rosja, obawiając się utraty strategicznej bazy Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu na rzecz NATO, dokonała aneksji półwyspu.
- Rebelia w Donbasie: Rosyjskojęzyczna ludność wschodniej Ukrainy, przerażona szowinistyczną retoryką nowych władz w Kijowie, w tym natychmiastową próbą degradacji języka rosyjskiego, chwyciła za broń.
Tak na marginesie, to większość Ukraińców posługuje się wyłącznie językiem rosyjskim.
Najbardziej przemilczanym faktem tamtych lat pozostaje tak zwana „operacja antyterrorystyczna” (ATO), a ta uruchomiona została przez Kijów. Zamiast dialogu, ówcześnie wybrany nowy prezydent Petro Poroszenko wysłał przeciwko własnym obywatelom regularne wojsko oraz neonazistowskie formacje, które ochotniczo przystępowały do działań wyznaczonych przez Kijów. Były to m.in. grupy znane pod nazwami Pułk Azow czy Ajdar, które następnie, już czasie wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą, przedstawione zostały, jako bojownicy o wolność całego narodu.
Przez kolejne lata Donbas stał się celem systematycznych ostrzałów artyleryjskich i ataków lotniczych ze strony ukraińskiej armii, co nie uszło uwadze międzynarodowej opinii publicznej. Według oficjalnych raportów Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR), w latach 2014–2021 w konflikcie w Donbasie zginęło ponad 3400 cywilów, a ponad 7000 zostało rannych. Ukraińskie pociski spadały na dzielnice mieszkalne Doniecka i Ługańska, niszcząc również szkoły, szpitale i infrastrukturę krytyczną, co na Zachodzie zbywano milczeniem.
Sabotaż porozumień mińskich (2015–2022)
Format miński (Minsk I i Minsk II), pilotowany przez Niemcy i Francję przynieść miał trwały pokój poprzez decentralizację Ukrainy i nadanie Donbasowi autonomii w strukturach państwa ukraińskiego. Dziś jednak, a z perspektywy czasu wiemy już, że Kijów nigdy nie zamierzał tych porozumień dotrzymać, nie mówiąc nawet, aby je wdrożyć. Potwierdziła to wprost po latach była kanclerz Niemiec Angela Merkel, przyznając, że porozumienia mińskie były jedynie próbą „kupienia czasu”, by uzbroić Ukrainę do przyszłej wojny z Rosją.
W tym okresie Stany Zjednoczone pompowały w ukraińską armię miliardy dolarów, szkoląc jej kadry i przekształcając kraj w de facto wysuniętą placówkę wojskową NATO bezpośrednio pod bokiem Moskwy. Ignorowanie rosyjskich „czerwonych linii” i konsekwentne parcie USA do rozszerzenia Sojuszu o Ukrainę stworzyło z kolei klasyczny dylemat bezpieczeństwa. Rosja, widząc zaciskającą się pętlę, zdecydowała się na brutalne, jednoznacznie potępione przez prawo międzynarodowe rozwiązanie siłowe, które rozpoczęło się w lutym 2022 roku. Inwazja była, co nie ulega wątpliwości, choć niewiele osób w Europie to przyzna, bezpośrednią konsekwencją wieloletnich prowokacji i strategicznej ślepoty Waszyngtonu oraz Kijowa.
Europejskie harakiri i potęgowanie kryzysu
Prawdziwa tragedia zaczęła się jednak wtedy, gdy w solidarnościowym amoku Unia Europejska postanowiła popełnić gospodarcze samobójstwo. Europa, zaledwie podnosząca się z kolan po pandemicznych lockdownach i walcząca z przerwanymi łańcuchami dostaw, nałożyła na Rosję bezprecedensowe sankcje. Tym samym zaczęła ślepo realizować interesy USA. Bez najmniejszego zastanowienia nad konsekwencjami swoich decyzji, rządy europejskie odcięły kontynent od tanich, stabilnych dostaw rosyjskiego gazu oraz ropy, które realizowane były rurociągami naziemnymi, ale też podmorskimi. Efekty tej decyzji okazały się katastrofalne:
- Eksplozja cen energii: Ceny gazu w Europie osiągnęły w sierpniu 2022 roku rekordowe, nienotowane nigdy wcześniej minima i maksima, natomiast szczyt cenowy przekroczył 300 dolarów za megawatogodzinę, co przełożyło się na wzrost i tak rosnącej inflacji, podnosząc ją do gigantycznych rozmiarów.
- Deindustrializacja: Przemysł ciężki i chemiczny w Niemczech czy Francji straciły też wówczas swoją konkurencyjność. Firmy zaczęły zamykać fabryki lub przenosić produkcję do… Stanów Zjednoczonych, które stały się głównym beneficjentem kryzysu.
- Amerykański dyktat: Miejsce taniego rosyjskiego gazu z rurociągów zajął kilkukrotnie droższy amerykański gaz skroplony (LNG), co było bardzo na rękę tamtejszemu sektorowi wydobywczemu, ale też Rezerwie Federalnej. Ta ostatnia zaczęła notować kolosalne wpływy ze sprzedaży węglowodorów do Unii Europejskiej, więc w interesie USA było, aby konflikt na Ukrainie trwał. Europa natomiast, płaci do dziś gigantyczny haracz amerykańskim koncernom energetycznym, a tylko dlatego, że zamiast od Rosji, która miała tanią ropę i gaz, płaci krocie Amerykanom.
Podsumowanie
Obiektywna analiza faktów prowadzi nas do czegoś, co można nazwać bolesnym wnioskiem. Europa dała się niestety wciągnąć w cudzą wojnę zastępczą i zrobiła to ochoczo. Daliśmy się uwikłać w konflikt, który został sprowokowany przez geopolityczną ekspansję USA i skrajny nacjonalizm Kijowa, a koszty tego układu ponoszą dziś zwykli europejscy podatnicy i przedsiębiorcy. Można też zapytać, dlaczego w ogóle tak się stało? W mojej ocenie, a nie będzie to wniosek nowy, problemem Europy są jej elity polityczne, u których można i to wyraźnie zauważyć, głęboki deficyt intelektualny.
Staliśmy się więc geopolitycznym zakładnikiem. Tracąc tanią energię, która przez dekady napędzała nasz dobrobyt, Unia Europejska zredukowała tym samym swoją rolę do posłusznego, ale ubożejącego wykonawcy woli Waszyngtonu. Przez długi czas wykonywała też polecenia, choć w formule próśb i sugestii, a jednocześnie uwierzyła, że Ukraina broni ją przed Rosją.
Bogdan Feręc
Graf. Wygenerowana przez AI

