Debata o przyszłości irlandzkiej prowincji przenosi się z dokumentów planistycznych do politycznego centrum sporu, a tym razem głos zabrał Michael McDowell, który oskarżył środowiska planistyczne i część administracji państwowej o promowanie „antysamochodowej” wizji społeczeństwa. Według byłego wicepremiera rośnie presja, by mieszkańcy Irlandii porzucili model życia oparty na rozproszonej zabudowie i indywidualnej mobilności na rzecz gęsto zaludnionych społeczności, gdzie dominować mają piesi i rowerzyści.
W programie stacji News Talk senator stwierdził, że istnieje „oficjalna ortodoksja”, zgodnie z którą ludzie powinni mieszkać głównie w miastach i większych miejscowościach, ponieważ państwu łatwiej i taniej jest wtedy dostarczać usługi publiczne. W tej logice, jak argumentował, samotne domy na irlandzkiej wsi traktowane są niemal jak problem planistyczny. McDowell nie kwestionował ekonomicznych argumentów dotyczących kosztów infrastruktury czy transportu na terenach wiejskich. Zwrócił jednak uwagę, że współczesna debata coraz częściej ignoruje podstawową kwestię, bo wielu ludzi po prostu chce żyć poza miastem i nie z przymusu, lecz z wyboru.
„Ludzie chcą mieszkać gdzie indziej niż na wsiach i miasteczkach”, podkreślił senator. Jego zdaniem wśród części elit administracyjnych i akademickich utrwaliło się przekonanie, że życie w odosobnionym domu na odludziu jest z definicji nieefektywne i powinno być ograniczane przez politykę planistyczną.
Wypowiedzi McDowella trafiają w czuły punkt irlandzkiej debaty publicznej, bo kraj przez dekady budował swoją społeczną tożsamość wokół lokalnych wspólnot, rodzinnych gospodarstw i rozproszonego modelu osadnictwa. Dziś coraz silniejszy nacisk na urbanizację zderza się z tradycyjnym obrazem kraju, w którym własny dom na prowincji był symbolem niezależności i życiowego sukcesu. Szczególnie mocno wybrzmiała krytyka tego, co senator nazwał „niewypowiedzianym lobby”, dążącym do ograniczenia roli samochodu. McDowell ironicznie stwierdził, że część środowisk chciałaby, aby społeczeństwo „żyło jak hobbici”, przemieszczało się pieszo lub rowerem w gęsto zabudowanych społecznościach.
To sformułowanie, choć barwne, dotyka bardzo realnego konfliktu ideowego. W całej Europie trwa dziś polityczna batalia między zwolennikami intensywnej polityki klimatycznej a obrońcami tradycyjnej mobilności indywidualnej. Dla mieszkańców wielkich miast samochód coraz częściej staje się symbolem korków, emisji i kosztów środowiskowych. Dla mieszkańców prowincji pozostaje jednak narzędziem codziennej wolności. McDowell podkreślił właśnie ten aspekt. Według niego możliwość samodzielnego przemieszczania, odwiedzenia rodziny, dojazdu do pracy czy szkoły bez uzależnienia od rozkładów jazdy, ma fundamentalne znaczenie społeczne. „Samochody są niesamowicie wyzwalające”, argumentował.
Senator zaznaczył jednocześnie, że nie ignoruje kwestii klimatycznych i przyznał, że mieszkańcy wsi w dużej mierze korzystają z samochodów benzynowych oraz dieslowskich, ale wskazał, iż wraz z rozwojem elektromobilności problem emisji będzie stopniowo malał. W jego ocenie przyszłość nie musi oznaczać likwidacji samochodu, lecz zmianę technologii napędu. W tle tej dyskusji znajduje się także coraz większy problem wyludniania irlandzkiej prowincji. McDowell zwrócił uwagę, że odpływ ludności do miast osłabia lokalne wspólnoty i prowadzi do zaniku aktywności społecznej. Jako przykład wskazał działalność Gaelic Athletic Association, która od lat alarmuje o trudnościach z utrzymaniem drużyn i lokalnych struktur w wielu regionach kraju.
Debata o samochodach okazuje się więc czymś znacznie większym niż sporem o transport. To konflikt dwóch wizji nowoczesności. Jedna stawia na koncentrację ludności, transport publiczny i ograniczanie indywidualnej mobilności w imię efektywności oraz klimatu. Druga broni prawa do życia poza miastem, nawet jeśli oznacza to większe koszty dla państwa i większą zależność od samochodu.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Matt Quinn on Unsplash

