Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Złudzenie darmowego podatku. Nową daninę od spółek energetycznych i tak zapłacimy w rachunkach

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdy politycy sięgają po pojęcie „podatku od nieoczekiwanych zysków”, w przestrzeni publicznej natychmiast pojawia się zręcznie skonstruowana narracja. Słyszymy o dziejowej sprawiedliwości, potężnych koncernach, które zasilą budżet, by przynieść ulgę najuboższym. Premier Micheál Martin powraca do tej koncepcji w kontekście zawirowań wywołanych konfliktem na Bliskim Wschodzie, w tym w Iranie i Jemenie, szczerze przyznając przy tym jedno, że bezpośredni wpływ takiej daniny na portfele obywateli będzie znikomy.

To wyjątkowo trzeźwa uwaga, jednak prawdziwe wnioski z tej deklaracji sięgają znacznie głębiej. Skoro szef rządu sam prognozuje minimalne przełożenie tego podatku na koszty dla mieszkańców, warto zadać sobie kluczowe pytanie z zakresu podstaw ekonomii: kto w rzeczywistości udźwignie ciężar tego zobowiązania? Mechanizmy rynkowe nie pozostawiają tu złudzeń – ostateczny rachunek poniosą odbiorcy końcowi.

Każda próba odgórnego nakładania dodatkowych obciążeń na sektor paliwowo-energetyczny w okresie głębokiego kryzysu podaży przypomina próbę gaszenia pożaru dolewaniem oliwy. Polityczna presja na wprowadzanie rozstrzygnięć o charakterze unijnym, o czym wspomina dla odmiany wicepremier Simon Harris przed nieformalnym posiedzeniem Rady Ecofin, wynika wprost z lęku przed społecznym niezadowoleniem. Drożyzna bije w gospodarstwa domowe, a politycy czują przymus zademonstrowania sprawczej siły. Zapominają jednak, że przedsiębiorstwo energetyczne nie funkcjonuje w próżni abstrakcyjnych statystyk.

Podatek, nawet nazwany dobrodziejstwem budżetowym, stanowi po prostu kolejny koszt prowadzenia działalności. Jeśli państwo zabiera spółce część przychodu, ta w naturalny sposób przenosi nową pozycję w bilansie na cenniki usług.

Rządowe prognozy pokazują wyraźną dysproporcję między oczekiwaniami a rzeczywistością. Poprzednia edycja opłaty solidarnościowej, obowiązująca na przełomie lat 2022 i 2023 i sięgająca stopy 75% od nadwyżki nieoczekiwanych zysków, przyniosła Skarbowi Państwa około 200 milionów euro. Tymczasem dotychczasowy pakiet wsparcia dla obywateli pochłonął blisko 1,4 miliarda euro.

Zestawienie tych dwóch liczb brutalnie ujawnia fikcję całej operacji. Wpływy z daniny, nie pokryją więc nawet ułamka realnych potrzeb.

Co więcej, groźba konfiskaty dochodów wcale nie zmusza dostawców do obniżania stawek, co naiwnie suflerują ugrupowania w rodzaju Socjaldemokratów. Reakcją rynku na nieprzewidywalność fiskalną jest zawsze podnoszenie marży ryzyka, wstrzymywanie kluczowych inwestycji w infrastrukturę oraz dalsze śrubowanie cen dystrybucji.

Debata wokół finansów koncernu ESB dobrze ilustruje emocjonalny charakter tej dyskusji. Wzrost zysków półrocznych o blisko 100 milionów euro czy kontrowersje wokół podwyżek dla kadry zarządzającej, stanowią dogodną pożywkę dla populistycznych haseł. Łatwo na tej podstawie budować opowieść o chciwości, pomijając fakt, że zyski te wynikają ze skrajnej zmienności globalnych giełd towarowych. Nakładanie kar na podmioty operujące na tak niestabilnym rynku, zmusza je do zabezpieczania się na przyszłość, co realizuje się wyłącznie poprzez wyższe ceny dla klientów detalicznych. Ci w przeciwieństwie do odbiorców komercyjnych, nie mają możliwości negocjowania cen.

Kolejna próba systemowego rozwiązania problemu drożyzny poprzez doraźne skubanie korporacji, to klasyczne uciekanie od przyczyn w stronę skutków. Zewnętrzne wstrząsy geopolityczne, wojna w Europie Wschodniej oraz destabilizacja Bliskiego Wschodu wymagają przemyślanej polityki transformacyjnej i dywersyfikacji źródeł, a nie spektakularnych, lecz kontrskutecznych manewrów podatkowych. Dopóki rządzący będą mamić społeczeństwo, że da się opodatkować duży biznes bez konsekwencji dla przeciętnego zjadacza chleba, dopóty będziemy świadkami tego samego scenariusza.

Państwo zbierze swoje setki milionów, ogłosi sukces w walce z nadmiarowymi marżami, a zwykły nabywca prądu, gazu, paliwa i oleju do ogrzania domu, po prostu zapłaci wyższy rachunek, pokrywając w nim zarówno koszt surowca, jak i nową fantazję fiskalną ustawodawcy.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Anja van de Gronde on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version