Jeśli szukacie Państwo dowodu na to, że edukacja popłaca, zapomnijcie o Dolinie Krzemowej czy giełdowych spekulacjach. Prawdziwa kraina pełna złota znajduje się znacznie bliżej, bo w gabinetach konsultantów medycznych Health Service Executive (HSE). Najnowsze dane opublikowane w trybie dostępu do informacji publicznej rzucają nowe światło na to, co oznacza „godziwa płaca” w irlandzkim sektorze publicznym.
Rekordzista ubiegłego roku zainkasował kwotę, która przeciętnego emeryta mogłaby przyprawić o nagłe przyspieszenie tętna: ponad 909 000 euro.
Analizując te liczby, trudno uciec od złośliwych porównań, bo średnie tygodniowe pobory jednego z topowych konsultantów w 2025 roku wyniosły blisko 17 500 euro. Dla porównania, statystyczny irlandzki emeryt musi przetrwać za kwotę niecałych 16 000 € przez cały rok, a i to przy założeniu sporej dyscypliny budżetowej. Lekarz-rekordzista potrzebował więc zaledwie siedmiu dni, by zrównać się z rocznym przychodem seniora.
Jak zbudować tak imponujący stos pieniędzy? Przepis wydaje się złożony, ale skuteczny. Na wspomniane 909 tysięcy euro złożyło się nie tylko wynagrodzenie zasadnicze (skromne 470 tysięcy), ale przede wszystkim imponująca nadbudowa, więc ponad 230 tysięcy euro dodatków, 138 tysięcy za dyżury i 60 tysięcy za nadgodziny. Inny rekordzista w samej kategorii „nadgodziny” uzbierał ponad 192 tysiące euro, czyli kwotę, o której większość pracowników sektora publicznego może jedynie pomarzyć jako o pensji całkowitej.
Przedstawiciele środowiska medycznego pytani o te astronomiczne sumy reagują z niemal stoickim spokojem, choć w ich głosie pobrzmiewa nuta oburzenia. Rzecznik Irlandzkiego Stowarzyszenia Konsultantów Szpitalnych (IHCA) przekonuje, że dane te są „mylące”. Przypomina o 20 latach morderczej edukacji i podkreśla, że po tym, jak fiskus upomni się o swoje, z „medialnych” 262 tysięcy euro na rękę zostaje zaledwie połowa.
Argumentacja jest przejrzysta, ale to nie system jest zbyt hojny, to po prostu konsultantów jest zbyt mało. Wysokie zarobki mają być zatem nie tyle przywilejem, co efektem „wypalenia zawodowego” i konieczności łatania dziur kadrowych w wiejskich szpitalach, gdzie jeden specjalista musi pracować za trzech. Według tej logiki, im wyższy przelew na konto lekarza, tym gorzej świadczy to o stanie kadrowym służby zdrowia.
HSE również staje w obronie swoich najlepiej opłacanych pracowników, przypominając, że konsultanci to „główni decydenci kliniczni”, którzy po dekadach nauki biorą na swoje barki odpowiedzialność za życie tysięcy pacjentów. Trudno z tym polemizować, gdyż odpowiedzialność jest wysoka, choć jak widać, da się ją całkiem precyzyjnie wycenić na niemal milion euro rocznie.
W roku ubiegłym aż 5221 konsultantów zarobiło ponad 100 000 euro. Z tej grupy 757 osób przekroczyło próg 300 tysięcy, a dziesięciu najlepszych „graczy” kosztowało budżet państwa łącznie 6,28 mln euro.
Pozostaje mieć nadzieję, że przy tak rekordowych nakładach na pensje, kolejki do specjalistów zaczną w końcu znikać równie szybko, jak środki z funduszu płac HSE. W końcu za cenę rocznej pracy konsultanta-rekordzisty, system mógłby utrzymać cały zastęp emerytów. A przecież, jak słyszymy, „zdrowie jest najważniejsze”.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Marek Studzinski on Unsplash

