Są historie, które brzmią jak scenariusz filmu sensacyjnego, ale kończą się zaskakująco urzędowo, więc przelewem na konto państwa. Tak właśnie wygląda najnowszy „złoty rozdział” w działaniach An Gharda Síochána, która zamiast trzymać skonfiskowane kosztowności w sejfach, albo rozdać biednym, postanowiła wystawić je na sprzedaż. I trzeba przyznać, że interes wyszedł im więcej niż przyzwoicie.
W ciągu ostatnich miesięcy pod młotek trafiło łącznie 18,8 kilograma złota i to zarówno w postaci sztabek, jak i monet. Skala robi wrażenie, bo według służb była to największa tego typu konfiskata, jak i sprzedaż w historii państwa. Jeszcze ciekawszy jest jednak finał tej operacji, bo cztery publiczne aukcje przyniosły dokładnie 1 803 810 euro. Krótko mówiąc, przestępcze złoto zamieniło się w bardzo realny zastrzyk gotówki dla budżetu.
Cała historia zaczyna się znacznie mniej elegancko, bo od śledztwa w sprawie handlu narkotykami i prania pieniędzy, a prowadzonego przez wyspecjalizowaną jednostkę Dublin Crime Response Team. To właśnie w jego wyniku zabezpieczono złoto, które później przeszło na rzecz państwa. Za sprawą tej samej operacji dwie kobiety, matka i córka, trafiły za kratki na cztery i pięć lat, ale jeden z podejrzanych, mężczyzna pochodzący z Kazachstanu, wciąż pozostaje poza zasięgiem irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości.
Zamiast jednak traktować skonfiskowane kruszce jako trofeum, państwo zrobiło coś znacznie bardziej pragmatycznego. Złoto zostało przekazane do sprzedaży przez Wilsons Auctions, a aukcje odbywały się online i były dostępne dla szerokiej publiczności. W efekcie każdy, kto miał odpowiednie środki i odrobinę odwagi, mógł wejść w posiadanie kawałka historii, która jeszcze niedawno była częścią przestępczego świata.
Jest w tym pewna ironia, ale też zdrowy rozsądek. Jak zauważył inspektor detektyw Ken Holohan, ponieważ odzyskiwanie i redystrybucja majątku pochodzącego z przestępstw to jeden z kluczowych elementów walki ze zorganizowaną przestępczością. Ostatecznie chodzi nie tylko o zatrzymanie sprawców, ale o odebranie im tego, co dla nich najważniejsze, czyli pieniędzy. I tu właśnie pojawia się element, który nadaje tej historii lekkości, gdyż trudno nie uśmiechnąć się na myśl, że złoto, które miało służyć ukrywaniu nielegalnych zysków, ostatecznie zostało sprzedane w sposób przejrzysty, niemal elegancki, z katalogiem, ofertami i kliknięciem „kup teraz”.
Jednocześnie jest to przykład działania państwa, które zamiast komplikować, upraszcza. Zamiast długotrwałych procedur i magazynowania kosztowności, mamy szybkie, transparentne rozwiązanie, które przynosi konkretne efekty finansowe, a każde odzyskane w ten sposób to euro, nie zasila już przestępczego obiegu. Nie oznacza to oczywiście, że problem przestępczości znika wraz z ostatnim sprzedanym gramem złota. Jednak takie działania pokazują, że walka z nią może mieć wymiar nie tylko represyjny, lecz także praktyczny. Bilans na końcu takich historii jest prosty – mniej zasobów dla przestępców, więcej dla państwa.
A przy okazji powstaje historia, którą można opowiedzieć z lekkim uśmiechem, bo nie co dzień zdarza się, by policyjna akcja kończyła się aukcją, a przestępczy łup trafiał do zwykłych obywateli, legalnie, z rachunkiem i potwierdzeniem przelewu. Warto też dodać, że część z pieniędzy z aukcji sprzedaży tego złota, ale i innych przedmiotów odebranych przestępcom, a których właścicieli nie da się ustalić, zasila bezpośrednio budżet irlandzkiej policji.
*
W moejej ocenie całość powinna przechodzić na ich rzecz, aby mogli dofinansować zakup niezbędnego sprzętu, a może nawet „zarobione” w ten sposób pieniądze, mogłyby zostać przeznaczone na nagrody dla funkcjonariuszy. Zastanawia tylko, czy nie byłaby to forma miękkiej prywatyzacji Gardy, ale to już całkiem inna historia.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Zlaťáky.cz on Unsplash

