Źle mi życzą, czyli moje prywatne piekiełko

Od lat mam wielu krytyków mojej pracy, a co bardziej interesujące, życia prywatnego, ale ci ostatni to chyba bardziej przez zazdrość, chociaż nie wiedzą, jak ono naprawdę wygląda i snują domysły.

W każdym razie krytyków przybywa, wypisują do mnie całkiem długie e-mailowe listy, straszą i łajają, a i są też tacy, którzy już snują wizje osadzenia mnie w jednym z zakładów karnych w Polsce lub Irlandii, bo to mi się należy. To akurat bardziej ma związek z moją pracą w Polsce, ale łączy się ją niekiedy z miejscem zamieszkania, czyli Irlandią. Skoro tak twierdzą, może i mają rację, ale jak do tej pory, a niektórzy wypisują do mnie od lat, nic takiego nie miało miejsca i nawet drobnego procesiku nie było, by to sąd ocenił, że jestem złym człowiekiem i posłać mnie należy za kraty, a może nawet zasądzić ścięcie toporem.

Jakoś przestało mi też przeszkadzać, iż dostaję pogróżki, bo te też od lat zapowiadają zakończenie mojego marnego żywota, a jakoś nic się w tej kwestii nie stało, więc nikt mnie nie napadł w ciemnym zaułku – tych mam się wystrzegać, nie miałem wypadku samochodowego przypadkiem, bo nie mam samochodu i jeżdżę taksówkami, a wszystkim w Galway przewodów hamulcowych nie przetnie przecież, co doprowadzi do w mur uderzenia. Nie najechał mnie również tramwaj…

O właśnie, to mi się podobało, bo grożący mi stwierdził, że mam się wystrzegać tramwajów, gdyż jakiś może mnie rozjechać i „miazga po mnie zostanie”. Tu pojawił się pewien problem, gdyż tramwajowy morderca zapomniał, że mieszkam w Galway, a tu tramwajów nie ma i musimy obaj poczekać, aż Rada Miasta znajdzie kasę na budowę przynajmniej jednej nitki pojazdów szynowych miejskich, by ów fakt mógł zaistnieć. Dla pełnej jasności – nawet rajcy z Galway nie wiedzą, kiedy rozpocznie się budowa linii tramwajowej i jaka faktycznie będzie jego trasa, czyli mogę czuć się bezpiecznie na tym kierunku.

Przyzwyczaiłem się też do wypisywanych na mnie przez oficjalne czynniki donosów, a kierowane są do polskich władz w Polsce. I co, nawet mnie nikt nie przesłuchał na okoliczność tragicznego traktowania przeze mnie oficjalnych czynników, a i w prywatnych rozmowach z czytającymi donosy, jakoś nie padła nawet sugestia, żem podły, zły i nie mogę czegoś mówić na radiowej antenie, bo to godzi.

Przykro mi, że groźby i próby zastraszania nie odnoszą żadnego skutku, nie ma też z mojej strony żadnej reakcji, co chyba najbardziej złości wypisujących te pod moim adresem, bo się napracują, darmowe bajty z internetowego przydziału wyczerpią, a to wszystko idzie, jak krew w piach.

Mam też propozycję dla życzących mi źle, jak będę miał 99 lat, możecie mi swobodnie złożyć życzenia 100 lat, to wtedy może uda się wam doprowadzić mnie do ostatecznego rozwiązania kwestii żywota i spełnią się wasze marzenia mojego rychłego zejścia śmiertelnego. Wcześniej – jak w powitaniu na wrotach piekieł u Dantego…

Bogdan Feręc

Photo by James Lee on Unsplash

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Lagarde nie chce, ab
Najlepszym sposobem
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська