Zjednoczenie Irlandii powinno zacząć się dyskusją

Wielu polityków i to zarówno ze strony Irlandii Północnej, jak i Republiki jest zdania, iż aby myśleć o zjednoczeniu Irlandii, już teraz należy rozpocząć rozmowy w tej sprawie i ustalić przyszłe zarysy wspólnego państwa.

W ocenach tej kwestii mówi się na Północy, że Republika nie ma jeszcze przemyślanych opinii, a słowa wypowiadane o zjednoczeniu, są chaotyczne i nie zawierają w sobie wizji przyszłości. To oczywiście problem, bo na jakiej podstawie społeczeństwo w głosowaniu referendalnym, gdyż takie będzie poprzedzać działania zjednoczeniowe, podejmować ma decyzję o wyrażeniu zgody lub sprzeciwu wobec połączenia?

Wydawać się może, iż samo zjednoczenie to kwestia techniczna, a to też nie jest prawdą, bo problemów widać znacznie więcej. Pierwszą przeszkodą będzie porozumienie polityczne, bo przecież na Północy działają już ugrupowania złożone z polityków o odmiennych, niekiedy znacznie, przekonaniach, więc po połączeniu, nie wydaje się, aby te zostały wchłonięte przez partie z naszej części wyspy. W pierwszym okresie po zjednoczeniu scena polityczna wyspy dostanie małej zadyszki, bo wszyscy będą chcieli kreować się na tuzy polityki, niezależnie od obecnego poparcia i wielkości frakcji.

Pierwszy krok w tej sprawie został już postawiony i Fianna Fáil miała w zamyśle zjednoczyć się z Partią Socjaldemokratyczną z Irlandii Północnej, jednak chyba nic z tego nie wyjdzie, kończąc się na zapowiedziach oraz uściskach rąk albo trwaniu o obecnej fazie, czyli partnerstwie politycznym.

Trochę szybciej kładzenie podwalin i tworzenie struktur na Północy idzie Fine Gael, które utworzyło na Queen’s University Belfast swoją młodzieżówkę, co jest realizacją zapowiedzi premiera Leo Varadkara, który mówił o takim działaniu już w 2017 roku.

Najwięcej do powiedzenia w sprawie zjednoczenia, a i największe szanse na wybicie się na pierwszy plan ma obecnie Sinn Féin i kierowane w Irlandii Północnej przez Michelle O’Neill, ma zbudowane struktury, a i działa tam od lat oraz jest drugą siłą polityczną w kraju. Nawiasem mówiąc, to właśnie Sinn Féin dało impuls do działań zjednoczeniowych, a robi to na fali potencjalnych problemów brexitowych, a te wpłyną w równym stopniu na zwolenników, jak i przeciwników Unii Europejskiej.

Tu dochodzimy do kolejnego ważnego problemu, bo do Demokratycznej Partii Unionistów, a ta jest obecnie największym ugrupowaniem w Irlandii Północnej, a na dodatek ściśle współpracuje z Londynem, co oznacza, że stanie się bastionem oporu dla zjednoczenia. Nie jest oczywiście tajemnicą, iż obecne władze DUP, przeciwne są zjednoczeniu i nadal pragną pozostawać integralną częścią Zjednoczonego Królestwa, ale ugrupowanie kierowane przez Arlene Foster, może mieć problemy z własnym elektoratem, bo ten w niewielkiej części, ale nie jest zwolennikiem opuszczenia Unii Europejskiej, więc potencjalnie zgodzi się na zjednoczenie, aby ponownie stać się częścią UE.

Od polityki prosta droga prowadzi do pieniędzy, a tych Irlandia Północna potrzebuje sporo i co ważne, nie jest w stanie wypracować dochodów na odpowiednim poziomie, aby pokryć wszystkie wydatki budżetowe. Obecnie Londyn przekazuje do Belfastu od 11 do 14 miliardów funtów rocznie, więc na wydatki w takiej skali powinien przygotować się i Dublin, w chwilę po zjednoczeniu.

To kwota w początkowej fazie po połączeniu obu krajów, ponieważ późniejsze nakłady powinny się znacznie obniżyć, a to za sprawą przeniesienia władzy ustawodawczej i wykonawczej do Dublina, a i zmniejszenia administracji terenowej na Północy.

Z wydatkami może nie być jednak aż tak prosto, gdyż na uwadze należy mieć też gospodarkę Irlandii Północnej, a ta do najbardziej rozwiniętych nie należy i jest ukierunkowana głównie na produkcję rolną i to w wąskim zakresie. W takim przypadku może się okazać, iż stanie się podobnie jak ze Wschodnimi Niemcami, które przez wiele lat otrzymywały rządowe subsydia, by dorównać gospodarczo i socjalnie landom zachodnim. O ile tak właśnie będzie wyglądać połączenie gospodarcze, to koszty ponoszone po zjednoczeniu nie spadną, czyli Dublin wciąż będzie pompował w zjednoczoną Północ miliardy euro.

W naszych rozważaniach zjednoczeniowych nie należy opuszczać jeszcze jednej istotnej kwestii, a tą jest IRA i koła dysydenckie, ale mogą się wtedy zmienić akcenty obecnych zatargów, które z republikańskich staną się rojalistyczne.

Nie wiadomo też, jak zachowa się ludność Irlandii Północnej wierna Brytyjskiej Koronie, ale można chyba powiedzieć, że nikt ich nie będzie wyrzucał z Wielkiej Irlandii, o ile dostosują się do praw i zasad, jakie będą obowiązywać na całej wyspie.

Tak dochodzimy do najważniejszego chyba punktu całości sprawy, a to oznacza Londyn, bo ten bez walki się nie podda i zrobi wszystko, aby zachować swój obecny stan posiadania, czyli będzie przekonywał, namawiał, prowadził kampanie, a i sypnie groszem, żeby tylko referendum odłączeniowo-zjednoczeniowe było na jego korzyść. Pomocą w wyborze dla Irlandczyków z północnej części wyspy mogą być Szkoci, którzy ponownie starają się o zgodę rządu Theresy May oraz Westminsteru, a ta ma umożliwić przeprowadzenie referendum odłączeniowego i swobodny, ale jednak akces z Unią Europejską.

Z tego wynika, a to nie wszystkie zagadnienia, jakie legną kłodami pod stopami zwolenników zjednoczenia, że o wspólną wyspę będzie bardzo trudno, a do Zjednoczonej Irlandii, droga raczej daleka.

Bogdan Feręc

Podziel się:

Śledzili żonę min
Znowu protest przed
Translate »
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn