Ziemia sama poradzi sobie z klimatem, czyli nas zabije

Teoria, która mówi, że ziemia sama poradzi sobie z globalnym ociepleniem, jest chyba najbliższa prawdy, a niechętnie, ale potwierdzają ją klimatolodzy.

Niechętnie, bo najczęściej zatrudniani są przez rządy, a w tych interesie nie leży, by powiedzieć prawdę, bolesną prawdę. Działając wspólnie i porozumieniu, korporacje produkujące żywność, a i wspomagające pracę molochów produkcyjnych rządy, doprowadziły do prawdziwego spustoszenia naszego globu, wywołując jednocześnie efekt cieplarniany.

Co ważne, obecnie próbuje się nam teraz mówić, że paląc w kominku, jeżdżąc samochodem albo kupując jabłka na plastikowej tacce, to my jesteśmy winni wszelkiemu złu klimatycznemu na świcie.

To tylko część prawdy, dodam, że niewielka część, ale jak się pozbyć plastiku z naszych domów, skoro producenci prześcigają się, by dać nam pięknie i szczelnie oblepiony  tworzywem sztucznym produkt. Z tym tworzywem sztucznym, to od lat mam problem, bo „cofając się do tyłu”, czyli do surowca, z którego produkuje się większość plastiku na świecie, dotrzemy do ropy, a ta, jak wiemy, tworzy się w naturalnych procesach i na dodatek powstaje z niegdyś organizmów żywych, więc niesztucznych. Tę tezę łatwo też udowodnić, czyli spójrzmy na człowieka pierwotnego, który jak już nauczył się rozpalać ogień, to nie gnał po rozpałkę do sklepu, a i nie kupował steku z dinozaura w pobliskim mięsnym, tylko polował na nie narzędziami, wykonanymi z tworzyw dostępnych ówcześnie w przyrodzie.

Później objedzony dinozaur zapadał się w różnej postaci pod ziemię, pokrywały go liście i co tam jeszcze mogło go pokryć, a procesy geologiczne zmieniały z czasem w ropę, obecnie nazywaną naftową.

OK., trochę pomieszałem epoki, ale ogólnie rzecz ujmując, tak to wyglądało.

Po uderzeniu meteorytu i odrodzeniu się życia na ziemi, powstaniu człowieka, którzy ujarzmił przyrodę, zaczęło rozwijać się rolnictwo, ale to było zrównoważone, jak się to modnie obecnie nazywa, bo cykle produkcyjne, dostosowane były do możliwości roślin i zwierząt hodowlanych. Pamiętam z nie tak odległych czasów, kiedy wakacje spędzałem u wujostwa na wsi, że wieprzka, by gotów był na świąteczny stół, zaczynało się przygotowywać dziewięć lub dziesięć miesięcy wcześniej, by w roli szynki dumnie spoczywał na półmisku. W czasach nam współczesnych ten sam prosiak, potrzebuje już tylko 3 miesięcy, żeby dorównać temu, którego wyhodował mój wuj. Tak samo dzieje się w przemyśl drobiarskim i linie produkcyjne, nazywane dla niepoznaki kurnikami, masowo tuczą drób, uzyskanymi w sposób laboratoryjny paszami, aby kurczątko w kilka tygodni mogło stać się składnikiem rosołu.

W żaden sposób nie jest inaczej podczas produkcji roślinnej, bo rabunkowa gospodarka zbożowa i owocowo-warzywna, wyjaławia glebę, pozbawiając jej całe połacie wód gruntowych. Monokulturowość tysięcy hektarów ziemi, także ma swój negatywny wpływ na zasobność w składniki mineralne, a to także można udowodnić, wracając do wiedzy ze szkoły podstawowej. Wiele osób zapewne pamięta hasło „trójpolówka”, więc rotacyjne nasadzania różnych roślin, by ziemia mogła wytworzyć składniki, pochłonięte przez jedną roślinę, by następnie zasadzić taką, która odebranych jej, nie potrzebuje.

Pamiętać możemy jeszcze jeden ważki szczegół z zaprzeszłych czasów, więc wyrzucanie na pola liści i innych odpadów roślinnych, co użyźniało glebę, podobnie jak gnojowica, zakazana właściwie obecnie w Unii Europejskiej. Tę ostatnią, o specyficznym zapachu, bo pochodzącą z obór i chlewików, jakże chętnie wylewano na pola, co zastępowało nawozy sztuczne, a tymi aktualnie sowicie się nas karmi.

To było wprowadzenie, a clou tekstu, a jest takie, że ziemia sama nas wykończy, paradoksem efektu cieplarnianego. Może i nie stanie się to za rok, może nawet nie za pięć lat, ale jeżeli nadal będziemy walczyć z naszym globem, ten zacznie zachowywać się, jak na zakażony organizm przystało, więc spróbuje pozbyć się wirusa.

Ta teza też jest lekko naciągana, ale wracając do samego efektu cieplarnianego, powiedzieć trzeba, że poprzez globalne ocieplanie atmosfery, wywołamy efekt zlodowacenia. Tak i tę teorię potwierdzi każdy klimatolog, chociaż może nie powie tego oficjalnie.

W całym tym paradoksie ocieplenia chodzi o to, że cieplejsze powietrze, topi czapy lodowe na biegunach, topi też lodowce, a co za tym idzie, wprowadzane jest do systemu hydrologicznego ziemi, więcej wody słodkiej. To natomiast zaburza układy prądów oceanicznych, bo woda słona i słodka mają różną gęstość. Natomiast mieszanie się wód, spowalnia procesy hydrologiczne, więc rozregulowuje znany nam do tej pory klimat, a w konsekwencji, po okresie niezwykle atrakcyjnych zjawisk atmosferycznych, czyli burz, huraganów i powodzi, przyjdzie czas na odpoczynek, czyli na globalną, większą lub mniejszą epokę lodowcową. W tym czasie stabilizować się będą prądy morskie, niezwykle ważne dla ziemi, a pozbędzie się nasza planeta większości wirusów, czyli mówiąc otwartym tekstem, uśmierci znakomitą większość ludzkości.

To założenie opieram na obserwacji młodszej wiekiem populacji ludzkości, bo pokolenie, które urodziło się z telefonem komórkowym w jednej dłoni, a iPadem w drugiej, z całą pewnością umie posługiwać się nowoczesną technologią lepiej ode mnie, ale szałasu sobie nie wybuduje, ogniska bez zapalniczki nie rozpali, a w lesie, nie zgubi się po pięciu minutach od wejścia do niego, bo nikt ich nie uczy, jak przetrwać bez kaloryfera, prądu i przyrośniętego telefonu komórkowego.

Czas, a mam nadzieję, że szczęśliwie tego nie dożyję, kiedy technologia zawładnie wszystkimi dziedzinami życia, jak przedstawia się to na filmach o niedalekiej już przyszłości, także sprowadzi człowieka do roli bezwolnego i bezmyślnego operatora robotów, a kto wie, czy te „inteligentne” maszyny, nie wyeliminują kiedyś swojego stwórcy.

Bogdan Feręc

Polska-IE
Minister needs to cl
900 kilometrów kare
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish