Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Zielone ambicje kontra rzeczywistość. Irlandia nie zdąży z dekarbonizacją – i nie będzie w tym osamotniona

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej ma w sobie coś z wielkiej powieści science-fiction, czyli ambitne cele, odważne wizje, wykresy, które lecą w dół jak po zjeżdżalni, czyli emisje maleją, przyszłość jaśnieje, planeta oddycha. Problem polega na tym, że kiedy wychodzimy z sali konferencyjnej i zaglądamy do prawdziwych domów, rachunków za ogrzewanie oraz budżetów gospodarstw domowych, rzeczywistość bywa mniej radosna.

Najnowszy raport Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych pokazuje, że Irlandia jest wyraźnie spóźniona w realizacji celów dekarbonizacji ogrzewania domów zapisanych w krajowym planie działań na rzecz klimatu. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że do 2030 roku nie uda się ich osiągnąć. Powody są dwa i oba mają więcej wspólnego z ludzką naturą i ekonomią niż z teorią klimatyczną.

Pierwszy to tempo zmian. Modernizacja energetyczna domów, instalacja pomp ciepła i rozwój sieci ciepłowniczych idą po prostu za wolno. Irlandzki plan zakładał, że do 2030 roku pół miliona starszych domów przejdzie gruntowną modernizację energetyczną, czyli osiągnie standard BER na poziomie B2 lub wyższym. Brzmi imponująco, tyle że pod koniec 2024 roku takich modernizacji było zaledwie 58 tysięcy, więc nieco ponad 11 procent zakładanego celu. Tempo faktycznie przyspieszyło w ostatnich latach, ale nawet gdyby utrzymać ten wzrost, całkowita liczba modernizacji do końca dekady będzie o jedną trzecią niższa niż planowano. Agencja SEAI wylicza, że aby nadrobić plan, Irlandia musiałaby modernizować około 75 tysięcy domów rocznie. To mniej więcej trzy razy więcej niż udało się zrobić w 2024 roku.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z pompami ciepła, a plan przewiduje instalację lub modernizację 400 tysięcy takich urządzeń do 2030 roku. Tymczasem do końca 2024 roku zamontowano niewiele ponad 14 tysięcy. To zaledwie 3,5 procent celu i jeśli tempo się nie zmieni, do końca dekady będzie ich około 51 tysięcy – nieco poniżej 13 procent planu.

Trzecim filarem miało być ogrzewanie miejskie. Sieci ciepłownicze miały dostarczać rocznie 2,7 terawatogodzin energii cieplnej, co pozwoliłoby ogrzać nawet ponad 300 tysięcy domów. Według obecnych prognoz do 2030 roku do takich sieci zostanie podłączonych około 60 tysięcy gospodarstw, a to tylko ułamek ambitnych założeń.

Za tymi liczbami stoi coś bardziej przyziemnego niż polityka klimatyczna i są to pieniądze. Nawet po odjęciu państwowych dotacji koszt gruntownej modernizacji domu pozostaje dla wielu ludzi zaporowy. Mediana wydatków to około 16 tysięcy euro dla mieszkania i ponad 42 tysiące euro dla domu jednorodzinnego. Finansowanie przez pięcioletni kredyt oznacza raty rzędu 300 euro miesięcznie dla właściciela mieszkania i nawet 770 euro dla właściciela domu. Dla sporej części społeczeństwa to po prostu zbyt dużo.

Raport pokazuje zresztą coś jeszcze, czyli dość przewrotny efekt psychologiczny. Teoretyczne modele zakładają, że poprawa efektywności energetycznej zmniejsza zużycie energii. W praktyce bywa odwrotnie, bo gdy dom staje się lepiej ocieplony i tańszy w ogrzewaniu, mieszkańcy po prostu podnoszą komfort życia. Temperatura w salonie rośnie, kaloryfery pracują dłużej, a rachunki spadają mniej niż zakładają modele. Dlatego rzeczywiste zużycie energii w domach o bardzo różnych klasach energetycznych okazuje się zaskakująco podobne. Średnie zużycie w budynkach z klasą A i G różni się tym samym niewiele.

W całej tej sprawie pojawia się jeszcze jeden czynnik, zwykła ludzka satysfakcja i ponad 40 procent właścicieli domów deklaruje, że nie zamierza przeprowadzać gruntownej modernizacji ani instalować pomp ciepła. Część z nich twierdzi, że już zrobili wszystkie remonty, na jakie mieli ochotę. Inni mówią wprost, że ich dom jest w porządku taki, jaki jest. Trudno się temu dziwić, ponieważ dla wielu rodzin dom to nie eksperyment technologiczny, tylko miejsce życia.

Eksperci z ESRI podkreślają, że w kraju istnieje więcej gospodarstw domowych, niż można realnie zmodernizować przed 2030 rokiem. Dlatego pojawia się pytanie, co zrobić z tymi, które nie przejdą transformacji? Jedną z możliwych odpowiedzi jest podejście pragmatyczne i zamiast koncentrować się wyłącznie na pompach ciepła oraz kosztownych modernizacjach, można rozważyć szerszy wachlarz technologii, a także paliw od gazu ziemnego i LPG po paliwa o niskiej emisji, takie jak biodiesel czy uwodorniony olej roślinny.

Brzmi to mniej spektakularnie niż wielka zielona rewolucja, ale może być znacznie bliższe rzeczywistości. Najważniejsze jednak jest coś innego. Irlandia nie jest w tej sytuacji wyjątkiem. W całej Europie coraz wyraźniej widać, że cele klimatyczne zapisane na papierze często rozmijają się z tempem zmian w prawdziwej gospodarce. Wiele państw należących do Unii Europejskiej zapowiada, że im również nie uda się osiągnąć celów, ale dodaje, idąc za przykładem Niemiec, że chciałoby całą tę transformację odłożyć na później, a przynajmniej rozłożyć w dłuższej perspektywie czasu. Transformacja energetyczna okazuje się więc nie sprintem, lecz maratonem i to takim, w którym wielu biegaczy już na starcie zdaje sobie sprawę, że mety w wyznaczonym czasie nie zobaczy.

Irlandia najpewniej nie osiągnie wszystkich celów dekarbonizacji ogrzewania do 2030 roku, ale prawda jest taka, że w tym wyścigu połowa Europy biegnie w dokładnie tym samym tempie. Natomiast w polityce klimatycznej, jak w życiu, czasem najważniejsze jest nie to, kto dotrze pierwszy, lecz czy wszyscy zmierzają w tym samym kierunku, tu jednak wydaje się, że kierunek zaczyna się zmieniać, bo Komisja Europejska swoje, a państwa narodowe to już całkiem inna rozmowa.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by alpha innotec on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version