Zegar tyka, a kończy się pewna epoka

Epoki mają to do siebie, że przemijają, a na ich miejsce pojawiają się nowe, ale nowe, wcale nie musi oznaczać lepsze.

Tak dzieje się też w Irlandii, którą obserwuję intensywnie od prawie 10 lat, a i przyglądam się osobom, które działały na wyspie nader intensywnie. Tym razem jednak będzie o upadku, bo ten widać już nadchodzący, a schyłek epoki rozpoczął się chyba wraz z pandemią koronawirusa. Przed pandemią malował się na wyspie obraz dosyć prężnie działających organizacji, które istniały dla i w imieniu tutejszej Polonii, jednak okres zamknięcia, wywołał zjawisko zamierania przedsięwzięć skierowanych do polskojęzycznej grupy społecznej w Republice, co napawa smutkiem.

Niektóre z organizacji i instytucji próbowały się ratować przed lockdownem i wprowadziły system kontaktów online, ale nieuprawnionym będzie tu stwierdzenie, że to się sprawdziło. Gdy przyszła nadzieja i zaczęło mówić się o zniesieniu ograniczeń, większość z nas się cieszyła, bo wszystko miało iść ku dobremu końcowi.

Tak jednak się nie stało i przyciśnięci ciężarem blokady, działacze polonijni zetknęli się z osobistym zjawiskiem zniechęcenia, a może nawet wypalenia, co kończy się dla nas zanikaniem polskiego życia kulturalnego i społecznego na wyspie. Osoby, z którymi rozmawiałem w ostatnich tygodniach, mówią otwarcie, że już im się nie chce, że nie mają dla kogo tego robić, a i zmieniła się irlandzka Polonia, której nie jest teraz w głowie podtrzymywanie wartości przywiezionych z ojczyzny.

Są też opinie, że część z animatorów polskiej kultury w Irlandii, zaczęła się najzwyczajniej w świecie starzeć, chcieliby ograniczyć intensywność swojej pracy społecznej, ale właściwe, nie mają komu przekazać ich dorobku.

Ludzie młodzi, a mowa tu od 20-, 30- i 40-latkach, niespecjalnie garną się do pracy społecznej, nie są zainteresowani rozwijaniem więzi z Polską, nie mają też specjalnego przekonania, że to powinni robić także dla swoich dzieci. Skoro jesteśmy już przy polonijnym narybku, to temu w ogóle się nie dziwię, nie mam też do najmłodszych Polaków najdrobniejszych nawet pretensji, bo urodzeni tutaj, rosną w irlandzkiej kulturze, 90% koleżanek i kolegów to rdzenni mieszkańcy wyspy, a i szkoła ukierunkowuje ich na irlandzkie myślenie.

Rodzice to już całkiem inna historia, bo do tych trzeba skierować pewne słowa, gdyż samo zamontowanie talerza do odbioru polskiej telewizji satelitarnej i niedzielna polska szkoła, nie dadzą dzieciakom nic, co mogłyby wynieść polskiego z domu. To wynika też z moich rozmów z Polakami mieszkającymi nad Wisłą, a którzy mają swoje dzieci w różnych częściach świata. Tu właśnie pojawia się ich pewien żal, że wnuki nie są nauczone polskości, nie znają dobrze języka polskiego, a i nie mają cech, jakie próbowali wpoić swoim dzieciom ich dziadkowie.

Co to wszystko dla nas oznacza? Nic dobrego, bo jak w przypadku Irlandii, zanika polska kultura na wyspie, nie przekazujemy naszych wartości i tradycji naszym dzieciom, a i pokazujemy często model życia, który nie ma nic wspólnego z krajem pochodzenia. To zdanie nie jest wyłącznie moją opinią, a większości osób, którym wciąż chce się coś jeszcze robić, ale należą do tzw. młodzieży starszego pokolenia, pamiętającego czasy ucisku i wartości, jakie przekazywane były w domach rodzinnych.

Trzeba tu też zadać sobie pytanie: Co po nas? I nie mam tu na myśli siebie oraz innych działaczy polonijnych, a wszystkich Polaków, którzy związali się z Zieloną Wyspą, a oddalają się od Polski coraz bardziej i przestają ją właśnie zauważać, jako dom swoich matek, ojców i dziadków, czyli ich dziedzictwo.

Dużo do zrobienia w tej sprawie mają nasze władze reprezentujące Polskę w Irlandii, ale nie widzę od dawna, by robiły cokolwiek w tym kierunku. Wiem, wiem, zaraz spotkam się z krytyką, że ambasada działa, że pracuje prężnie na chwałę i potęgę naszej ojczyzny oraz Polaków mieszkających na wyspie, ale tak z ręką na sercu, niech mi odpowie, co takiego istotnego zrobiła dla Polonii w Irlandii? Nie mówię tu o inicjatywach, które bardziej kierowane są do Irlandczyków i są działaniami o niewielkim polu rażenia, a takimi, które konsolidować nas będą wokół jądra polskości na wyspie, czyli wokół Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Dublinie. To jej rola, to jej wina, ale i będzie jej zasługą, o ile coś w tym kierunku zrobi.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Oświadczenie Sinn F
Komisarz UE ds. ener
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська