Wypowiedzi osób, które w przeszłości piastowały najwyższe urzędy państwowe, powinny cechować się szczególną roztropnością oraz głębokim zrozumieniem tożsamości narodu, który powierzył im mandat zaufania. Tymczasem niedawne wystąpienie byłej prezydent Irlandii Mary McAleese podczas jubileuszu Irlandzkiej Rady Swobód Obywatelskich w Trinity College Dublin, wywołało w części społeczeństwa falę uzasadnionego oburzenia i postawiło pytania o to, jak głęboki jest rozdział między salonowymi elitami a rzeczywistymi wyzwaniami, przed którymi stają współcześni obywatele.
Dr McAleese w sposób niezwykle arbitralny odniosła się do kwestii wykorzystywania irlandzkiej flagi oraz patriotycznych haseł, dokonując przy tym wątpliwych historycznie i moralnie porównań.
Głównym punktem kontrowersji stały się słowa byłej prezydent, w których ostro skrytykowała osoby manifestujące z irlandzką flagą w ręku i sprzeciwiające się niekontrolowanej imigracji. Mary McAleese zrównała działania współczesnych Irlandczyków, a wyrażających niepokój o przyszłość swojego kraju pod hasłem „Irlandia dla Irlandczyków”, z dyskryminacją, jakiej dekady temu doświadczali irlandzcy emigranci w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, gdzie musieli mierzyć się z upokarzającymi napisami odmawiającymi im prawa do pracy.
Była głowa państwa zarzuciła swoim rodakom brak wiedzy historycznej oraz ignorancję wobec własnych doświadczeń migracyjnych, twierdząc, że używanie flagi narodowej w kontekście protestów antyimigracyjnych jest formą zastraszania i próbą skolonizowania wspólnej przestrzeni myślowej.
Takie postawienie sprawy spotkało się z natychmiastową i stanowczą reakcją opinii publicznej, która dostrzega w tej retoryce próbę uciszenia debaty na temat bezpieczeństwa i spójności społecznej. Analizując wystąpienie dr McAleese, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z głębokim niezrozumieniem motywacji, jakimi kierują się ludzie wychodzący na ulice. Współczesne dążenia do ochrony granic i zachowania kulturowej integralności nie wynikają przecież ze ślepej nienawiści, lecz z naturalnego, demokratycznego prawa każdego narodu do decydowania o własnym losie oraz z troski o stabilność państwa, które nie jest w stanie bezgranicznie absorbować napływu obcych elementów.
***
W mojej ocenie, nawet były, a w tym przypadku była prezydent, nie może w taki sposób oceniać własnych obywateli, a tym bardziej symbolu narodowego, o który ten kraj z tak ogromnym trudem i poświęceniem walczył z brytyjskim okupantem przez setki lat.
Zielono-biało-pomarańczowy sztandar to nie jest uniwersalna własność międzynarodowych organizacji humanitarnych ani rekwizytem, który można odebrać narodowi tylko dlatego, że jego poglądy nie podobają się liberalnym elitom. Flaga ta narodziła się z krwi, potu i niezłomnej walki o suwerenność, a jej istotą jest ochrona i reprezentowanie irlandzkiego narodu. Pani prezydent zdaje się nie do końca mieć wiedzę, że Irlandczycy chcą po prostu chronić swój kraj przed ludźmi, którzy nie są dobrem dla tego kraju i, których obecność rodzi uzasadnione obawy o bezpieczeństwo publiczne oraz stabilność ekonomiczną. Stawianie w jednym rzędzie dumnych patriotów, dbających o bezpieczeństwo swoich rodzin, z dawnymi rasistami z Londynu czy Nowego Jorku, jest rażącą niesprawiedliwością i nadużyciem, które nigdy nie powinno paść z ust osoby, która niegdyś reprezentowała całą Irlandię.
Wielce Szanowna Pani Prezydent, Pani doktor, nie odnoszę wrażenia, że Trójkolorowa mnie zastrasza.
Imigrant – Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC U.S. Institute of Peace
Photo by Stewart Munro on Unsplash

