Zaskoczenia nie było

Prezentacja ustawy budżetowej obyła się bez niespodzianek, czyli przyszłoroczne plany wpływów i wydatków państwa, są zgodne z zapowiedziami.

Budżet jest jednak mocno okrojony, a wszystko przez potencjalny wpływ Brexitu, bo ten będzie wpływał na przyszłoroczne wydarzenia finansowe w kraju. Z całą pewnością wspomnieć należy o pakiecie ratunkowym, który chronić ma Irlandię przed skutkami wyjścia Brytyjczyków z Unii Europejskiej, a wysokość zabezpieczenia ustalono 1,2 mld €.

Niestety taka kwota będzie dużym obciążeniem dla finansów państwa, co o ile nałoży się na spadek dochodów podatkowy, przyniesie  w 2020 roku deficyt fiskalny w wysokości co najmniej 650 mln €.

W skrócie można powiedzieć, że tych pieniędzy w przyszłym roku najzwyczajniej braknie, więc konieczna stanie się pożyczka, której przez ostatnie 5 lat udawało się unikać. W nadchodzącej rzeczywistości nie będzie więc pieniędzy na obniżki podatków dochodowych, ale i nie będzie też pieniędzy na zwiększenie pakietów emerytalnych, a w ujęciu rocznym, może się okazać, że będziemy płacić wyższe podatki, by uchronić budżet przed całkowitym załamaniem.

W związku z takim obrotem sprawy, poszczególne ministerstwa nie mogą liczyć na dodatkowe finansowanie, więc np. budżet Ministerstwa Zdrowia, będzie zobowiązany trzymać się ustalonych zasad wydatkowych.

Szczegółowo o irlandzkim budżecie rozmawiać będziemy w piątkowym Studiu Dublin, które rozpocznie się o godzinie 8:10 na antenie radia Wnet.FM.

Tuż po opublikowaniu budżetu głos zabrał premier Leo Varadkar, który stwierdził, że Irlandia musi sobie poradzić z tym problemem, a jednocześnie zapowiedział, że wszystko może się jeszcze jakoś ułożyć, bo rząd i instytucje będą bardzo ciężko pracować, by znaleźć dodatkowe źródła dochodu. Oznacza to, że wkrótce mogą ruszyć kampanie promujące Irlandię na świecie, by ta zdobyła nowe rynki zbytu lub zwiększyła swój eksport, co wpłynie na podniesienie się wpływów podatkowych, a to uchroni kraj przed zapaścią finansową.

Po publikacji budżetu premier Varadkar rozmawiał telefonicznie z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem, a z 45-minutowej rozmowy niewiele wynika, czyli na konkrety musimy poczekać do piątku, kiedy obaj panowie spotkają się twarzą w twarz.

W reakcji na słowa brytyjskich polityków, iż Irlandia nie jest zainteresowana negocjacjami, wczoraj w godzinach popołudniowych do Brukseli udał się wicepremier Simon Coveney, który spotkał się z głównym negocjatorem ds. Brexitu Michelem Barnier. W rozmowie Coveney podkreślił, że na Irlandię wywierane są obecnie naciski polityczne, płynące głównie ze strony brytyjskiej, więc reakcja musi być tylko jedna, czyli twarde stanowisko w kwestii negocjacyjnej i żądanie wywiązania się z obietnic, jakie składał rząd Wielkiej Brytanii.

Brytyjska prasa przychylna Partii Konserwatywnej Johnsona sugerowała, że to Irlandia, a dokładnie premier Varadkar wycofuje się ze swoich wcześniejszych zobowiązań negocjacyjno-brexitowych, jednak te doniesienia należy uznać za próbę ochrony i wybielenia Johnsona, który mówi jedno, robi drugie, a myśli trzecie i czwarte.

Zarzuca się też Leo Varadkarowi, iż dąży on do wywołania pewnej atmosfery niepokoju w brytyjskim społeczeństwie, by doprowadzić do niezadowolenia społecznego, co ma być przyczynkiem do powtórzenia referendum brexitowego. Nawiasem mówiąc, to Varadkar, jako irlandzki jednak polityk, ma raczej niewielki wpływ na mieszkańców Wielkiej Brytanii, w przeciwieństwie do tamtejszych ugrupowań przeciwnych opuszczeniu Unii Europejskiej.

W wypowiedzi dla telewizji RTÉ News Varadkar podkreślił, że nie gra i nie grał nieczysto, a i nie planuje takich działań w przyszłości, a jest całkowitym pomyleniem pojęć i próbą odwrócenia uwagi, przez rząd na Downing Street oraz sprzyjające im media, od clou problemu.

Bogdan Feręc

Źr: Gov.ie/RTE

Podziel się:

Hat-trick Viktora F.
Pierwsza irlandzka e
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn