Zaskakujące godziny

Miałem nadzieję, że będąc w ojczyźnie, nie zobaczę takich kwiatków, bo to w końcu kraj 38-milionowy, szczyci się wybitnymi postaciami, w tym z kręgów polityki, a i noblistów kilkunastu się znajdzie oraz miejsce wskazuje, że „magistry” pracują, więc szkoły kończyli.

No może i szkoły kończyli, może i są magistrami, ale nie z języka polskiego, bo jak się okazuje…

…, ale od początku.

Jedna z łódzkich aptek na Karolewie (dzielnica w Łodzi), miała pecha, bo rozbolała mnie głowa. Udałem się wówczas do tego przybytku pomocy chemicznej, by fachowy personel sprzedał był mi lek „naprzeciwkobólowy”, który ulgę niesie.

Obsługa była fachowa, gdyż zapytała podejrzliwie, że po co mi ów lek, a ja zgodnie z prawdą stwierdziłem, iż ból posiadam głowoczaszki i zamierzam się go pozbyć, uśmierzając tenże farmakologicznie. Wymieniłem też nazwę leku, by magister aptekarce pomocnym być, a ta dociekliwie zapytała, dlaczego ów żądam?

Jako osoba złośliwa, a i bólem targana, odpowiedziałem, że ten właśnie mi smakuje, więc niech da i cierpień mych nie przedłuża.

To oczywiście tylko część historii, bo pomimo cierpienia, wchodząc do apteki, zauważyłem na drzwiach nalepioną kartkę, a na tej czas pracy placówki farmaceutycznej, czarno na białym. Napis na kartce nie był taki, jakiego może spodziewać się mieszkaniec Polski albo nawet przyjezdny, taki jak ja, czyli np. coś w stylu godziny otwarcia. Na karteczce widniał natomiast napis „Godziny czynności”, chociaż nie dodano jakich, a załączono jedynie ich zakres czasowy.

Dla potwierdzenia moich słów załączam stosowne fotografie, aby osoby eksplorujące Łódź, mogły się przygotować na takie przeżycia językowe i niewiadome czynności aptekarskie, bo to sugeruje informacja.

Bogdan Feręc

Znajdź nas:

Prawie ćwierć mili
Drogie wakacje w Irl
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn