Ostatnie fale upałów, które nawiedziły Irlandię, wywołały wśród wielu pracowników naturalną tęsknotę za porzuceniem biurek na rzecz piaszczystych plaż. Ta zrozumiała reakcja na rzadkie w tych szerokościach geograficznych słońce obnażyła jednak poważny problem natury prawnej i organizacyjnej. Okazuje się bowiem, że w obliczu ekstremalnych temperatur pracownicy w Irlandii nie posiadają automatycznego, ustawowego prawa do dnia wolnego, a w krajowym prawodawstwie na próżno szukać zapisu określającego maksymalną temperaturę, w jakiej dopuszczalne jest wykonywanie obowiązków zawodowych.
Eksperci podkreślają, że dotychczas wysokie temperatury nie stanowiły systemowego wyzwania dla irlandzkiego rynku pracy, przez co przepisy rzadko musiały mierzyć się z podobnymi anomaliami. Moira Grassick, dyrektor operacyjna Peninsula Ireland zauważa, że coraz częstsze okresy dotkliwych upałów wyraźnie uwypukliły lukę w obecnych regulacjach. Sytuacja ta staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy spojrzy się na inne państwa Unii Europejskiej, gdzie precyzyjne limity temperatur są standardem.
Choć w Irlandii trwają obecnie dyskusje nad ewentualnym dostosowaniem przepisów do europejskich norm, na ten moment decyzja o ewentualnym urlopie lub zamknięciu zakładu pracy pozostaje w sferze indywidualnych uzgodnień między pracodawcą a pracownikiem.
W praktyce oznacza to, że wszystko zależy od specyfiki i wymagań danej firmy. Pracodawcy mogą wykazać się elastycznością i udzielić urlopu wypoczynkowego z krótkim wyprzedzeniem lub zaproponować odpracowanie wolnych godzin w innym terminie. Alternatywnym rozwiązaniem bywa tymczasowa zmiana organizacji pracy, choć Moira Grassick zastrzega, że nie musi to automatycznie oznaczać przejścia na tryb pracy zdalnej. Warto pamiętać, że niewiele irlandzkich domów jest wyposażonych w klimatyzację, więc warunki w mieszkaniach mogą okazać się równie uciążliwe jak w biurze.
Zamiast tego elastyczność może polegać na przesunięciu godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy, co pozwala na skrócenie czasu spędzanego w firmie podczas największego skwaru. Jest to kwestia kluczowa przede wszystkim dla osób wykonujących swoje obowiązki na zewnątrz. W skrajnych sytuacjach, gdy upał doprowadza na przykład do zamknięcia szkół i paraliżu opieki nad dziećmi, opcją staje się urlop z powodu siły wyższej, jednak jest to instrument mocno ograniczony czasowo i obwarowany restrykcyjnymi wymogami.
Z perspektywy oficjalnych instytucji państwowych sytuacja wygląda nieco inaczej, gdyż kładzie się nacisk na ogólne bezpieczeństwo, a nie na konkretne wskaźniki termometrów. Rzecznik Departamentu Przedsiębiorczości przypomina, że zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie, higienie i dobrostanie w pracy z 2005 roku na pracodawcach ciąży stały obowiązek zarządzania ryzykiem, w tym również tym związanym z ekstremalnymi warunkami pogodowymi. Przepisy te jasno wskazują, że pomieszczenia zamknięte muszą być dobrze wentylowane i utrzymywać odpowiednią temperaturę, która przy pracy biurowej nie powinna wynosić mniej niż siedemnaście i pół stopnia Celsjusza, a przy innej pracy siedzącej szesnaście stopni. O ile jednak określono progi minimalne, o tyle górna granica wciąż nie została zdefiniowana, a rzecznik resortu potwierdził, że rząd nie planuje obecnie wprowadzenia maksymalnej temperatury pracy. Wspomniał jedynie, że pracownicy mogą posiłkować się ustawą o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym z 2023 roku, która umożliwia wnioskowanie o pracę zdalną, o ile pozwalają na to uwarunkowania stanowiska.
Brak zdecydowanych działań ze strony rządu budzi jednak coraz większy opór środowisk politycznych i społecznych. Do natychmiastowych zmian legislacyjnych wezwała opozycyjna Partia Pracy. Senator Nessa Cosgrove, a pełniąca funkcję rzeczniczki partii do spraw praw pracowniczych argumentuje, że obywatele nie powinni być zmuszani do świadczenia pracy w niebezpiecznych dla zdrowia warunkach tylko dlatego, że prawo nie nadąża za dynamicznie zmieniającym się klimatem.
Parlamentarzystka wskazuje na rozwiązania stosowane w innych częściach Europy, gdzie maksymalne limity w miejscach pracy są powszechną praktyką. Jako przykłady podaje Niemcy, gdzie granica ta wynosi dwadzieścia sześć stopni, oraz Hiszpanię ustalającą limit na poziomie dwudziestu siedmiu stopni. Za wprowadzeniem wiążących, ogólnoeuropejskich wytycznych opowiada się również Europejska Konfederacja Związków Zawodowych, która domaga się wdrożenia odpowiedniej dyrektywy oraz obowiązkowych ocen ryzyka przegrzania organizmu dostosowanych do konkretnych sektorów gospodarki. W opinii wielu komentatorów Irlandia powinna podjąć zdecydowane kroki i uregulować te kwestie prawne, zanim postępujące jakoby zmiany klimatyczne doprowadzą do niebezpiecznych incydentów w zakładach pracy.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Lenny Thieuleux on Unsplash

