Zapytał mnie znajomy

Kilka dni temu nieniepokojony przez nikogo padał sobie deszcz, lekko powiewał wiatr, więc pogoda typowa dla Irlandii, a ja typowo szedłem chodnikiem.

Ten właśnie fakt stał się przyczyną mojej rozmowy ze znajomym, który widząc lekko zmokniętego piechura, zatrzymał pojazd zagranicznej marki i zapytał, czy przypadkiem nie chcę „podwózki”. Nie chciałem, co lekko zaskoczyło kierowcę, a że znamy się od kilku lat, a i mieszkamy w niedużej odległości do siebie, ów wpadł na wieczorną kawę.

Wizyta, jak wizyta, bo czasami takie się dokonują, ale po twarzy widziałem, że coś go nurtuje.

Sprawa wyjaśniła się po połowie wypitej kawy, czyli rozpoczął małe przesłuchanie, a chciał się dowiedzieć, dlaczego ja od lat przemieszczam się pieszo i korzystam z komunikacji miejskiej. Nawiasem mówiąc, korzystam też dosyć często z pociągów i autobusów międzymiastowych, ale to w innych sytuacjach. Wyjaśniając problem, stwierdziłem, że po pierwsze lubię chodzić, a robiłem to jeszcze, będąc mieszkańcem Polski, więc tak zostało i chyba zostanie ze mną do końca żywota.

Kolega nie odpuszczał i przeszedł do pytań natury taktycznej, bo wykoncypował, iż właściwie to mnie nadal nie rozumie, albowiem to jednak Irlandia, czyli klimat wilgotny, a i ochlapanym przez przejeżdżający samochód, także być można.

Owszem można odparłem, bo takie sytuacje już mi się zdarzały, ale skoro idę w deszczu, to i tak jestem mokry, więc specjalnego problemu nie ma. Tu znowu doszło do wymiany poglądów, bo znajomy uznał, że jestem dziwny, ale to nie pierwsza taka opinia, czyli zbyłem to moim utartym sloganem: Czy tylko ja?

Oczywiście rozmowa byłaby niczym, gdyby na stół nie wjechała ciężka artyleria, czyli temat finansowy, a znajomek powiedział, że przecież stać mnie na samochód, więc powinienem go kupić.

Teoretycznie mogę kupić samochód, teoretycznie poruszać się nim, ale praktycznie, to tego tematu w ogóle nie rozważam. Nie chodzi mi wcale o ekologię i zanieczyszczenie powietrza, bo przecież mógłbym kupić wóz elektryczny, albo coś całkiem coś innego.

Samochody nigdy mnie nie pociągały, nigdy też takiego nie miałem, a i nie zamierzam kupić, bo to całkowicie pozbawi mnie możliwości chodzenia. Otóż specyfika mojej pracy wymaga, bym przez kilka godzin dziennie siedział, a to oznacza, że należy kiedyś rozruszać starawe już kości.

Mógłbym oczywiście zrobić inaczej, bo kupić ten cholerny samochód, by pojechać nim na siłownię, ale tych miejsc nie trawię, gdyż człowiek umęczy się i „upoci”, a i o zniechęcenie łatwo.

Stanęło wiec na tym, że samochodu kupować nie będę, a nadal uprawiać będę spacery, jazdę komunikacją miejską, a pogoda mi w tym nie przeszkodzi, bo nie. Na koniec powiem tylko tyle, że bez codziennego, przynajmniej kilkunastominutowego spaceru, chyba już nie mógłbym funkcjonować, i jestem nałogowym spacerowiczem, do czego wszystkich namawiam.

Bogdan Feręc

Podziel się:

Fianna Fáil ma rece
Ryanair wyłącza ni
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn