Debata wokół pomocy socjalnej w Irlandii przybrała nowy, jednoznaczny kierunek. Ponad sto organizacji pozarządowych i grup społecznych wystosowało oficjalny apel do szefa rządu Micheála Martina. Domagają się w nim bezwzględnego utrzymania państwowego zakwaterowania oraz świadczeń finansowych dla obywateli Ukrainy objętych ochroną tymczasową.
Lektura tego wystąpienia wyraźnie ukazuje priorytety współczesnego sektora pozarządowego. Zamiast skupić się na realiach i wsparciu obywateli Irlandii oraz rezydentów podatkowych, którzy od lat zmagają się z kryzysem mieszkaniowym i zapaścią ochrony zdrowia, aktywiści koncentrują całą swoją energię na finansowaniu osób nieaktywnych zawodowo i unikających samodzielności.
Pod pismem do premiera podpisało się 121 podmiotów, w tym Forum Społeczeństwa Obywatelskiego Ukrainy. Grupy te głośno protestują przeciwko jakimkolwiek próbom ograniczania wsparcia państwowego. Za punkt zapalny uznano planowane wygaszanie państwowych miejsc noclegowych oraz obniżenie dopłat dla osób goszczących uchodźców. Aktywiści określają te działania jako „destrukcyjne i ponowną traumę”, domagając się rozłożenia jakichkolwiek zmian na długie lata i zapewnienia lokum aż do marca 2028 roku, czyli do końca unijnego programu ochrony.
W apelu zastanawia jednak kompletny brak refleksji nad warunkami, w jakich żyje irlandzkie społeczeństwo, więc zwykli mieszkańcy kraju, którzy od dawna próbują przetrwać na drastycznie drożejącym, prywatnym rynku najmu. Tymczasem organizacje społeczne beztrosko żądają, by państwo brało na siebie pełny koszt utrzymania przybyszów ze wschodu, zwalniając ich z wymogu osiągnięcia niezależności finansowej. System, który w założeniu miał być tymczasowym schronieniem przed wojną, pod naciskiem aktywistów przekształcić miałby się w bezterminowy program opiekuńczy.
W dokumencie skierowanym do taoiseacha mocno wyeksponowano wątek osób niepełnosprawnych oraz ich rodzin. Organizacje alarmują, że weryfikacja uprawnień wymaga przedstawienia dokumentacji medycznej z HSE oraz od lekarzy rodzinnych (GP), co określa się mianem procedury „stresującej i uciążliwej”. Przemilcza się jednak fakt, że irlandzka publiczna służba zdrowia od dawna działa na skraju wydolności. Każde dodatkowe oddelegowanie personelu do obsługi rozbudowanej uchodźczej biurokracji, wydłuża kolejki dla lokalnych pacjentów, którzy miesiącami czekają na wizytę u specjalisty.
Kolejnym zarzutem stawianym rządowi jest ryzyko, iż beneficjenci ochrony tymczasowej, zmuszeni będą do wyboru między świadczeniami socjalnymi a dalszym prawo do darmowego mieszkania, bądź też zostaną przeniesieni do innych rejonów kraju. Aktywiści twierdzą, że taka relokacja utrudnia integrację i rozbija lokalne sieci wsparcia. Ignoruje się przy tym prostą prawdę, że zwykli płatnicy PAYE, codziennie przeprowadzają się w poszukiwaniu lokum i dostosowują swoje życie do własnych możliwości finansowych, podczas gdy od państwa wymaga się, by beneficjentom wieloletniego wsparcia zapewnić pełną stabilizację bez żądania jakiegokolwiek wkładu własnego.
Wśród żądań znalazło się również złagodzenie wymogów imigracyjnych po wygaśnięciu ochrony tymczasowej. Organizacje pozarządowe już teraz podważają proponowane progi dochodowe i kryteria samodzielnego najmu, twierdząc, że są one zbyt rygorystyczne. Uwidacznia to utrwalony schemat myślenia, iż państwo ma stale obniżać poprzeczkę i rezygnować z weryfikacji dochodów, byle tylko nie wymusić podjęcia pracy na osobach przyzwyczajonych do życia na koszt podatnika.
Działania ponad stu organizacji społecznych dobitnie pokazują, gdzie leżą ich sympatie. Zamiast dbać o interesy podatników, rzetelnie pracujących obywateli i rezydentów Republiki Irlandii, sektor pozarządowy stał się rzecznikiem grupy, która oczekuje stałej opieki i darmowych świadczeń. Apel do Micheála Martina to nie tylko głos w dyskusji o polityce migracyjnej, ale przede wszystkim świadectwo głębokiego rozbratu aktywistów z potrzebami i możliwościami państwa, w którym działają.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Ian Betley on Unsplash

