Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Zamach na duszę Zielonej Wyspy. Jak brukselska biurokracja próbuje stłumić tożsamość Irlandii

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandia stanęła w obliczu kolejnego dyktatu ze strony Brukseli. Komisja Europejska, która od lat próbuje rządzić państwami członkowskimi wyłącznie za pomocą kar, nakazów i zakazów, tym razem uderzyła w same fundamenty irlandzkiej tradycji i niezależności. Pod lupę eurokratów trafiło odwieczne dobro narodowe tego kraju, czyli tradycyjne wydobycie torfu. Ta bezwzględna polityka wywołuje coraz większy opór i frustrację wśród mieszkańców Irlandii, którzy czują, że unijne instytucje próbują systematycznie stłumić ich tożsamość narodową i lokalną suwerenność.

Dla Irlandczyków torfowiska to coś znacznie więcej niż tylko element krajobrazu czy surowiec energetyczny. To część narodowej duszy, historii i przetrwania, kształtująca życie lokalnych społeczności od pokoleń. Jednak dla urzędników z Brukseli, oderwanych od realiów życia na Zielonej Wyspie, to jedynie paragrafy i unijne dyrektywy. Komisja Europejska ogłosiła, że pozywa Irlandię do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS). Powód? Domniemany brak wystarczającego egzekwowania unijnych przepisów dotyczących oceny oddziaływania na środowisko przy wydobywaniu torfowisk. Ta decyzja to finał trwających od lat napięć między suwerennym rządem w Dublinie a bezwzględnym organem wykonawczym UE, który za punkt honoru postawił sobie całkowite kontrolowanie każdego aspektu życia Europejczyków.

Bruksela od lat udowadnia, że nie potrafi budować partnerskich relacji, a jej jedynym narzędziem dialogu stał się szantaż prawny i finansowy. Sprawa torfowisk ciągnie się już od 1985 roku, kiedy to uchwalono pierwsze unijne przepisy w tym zakresie. Pod koniec lat 90. Irlandia została już raz pozwana do TSUE, a w 1999 roku zapadł wyrok. Mimo że Dublin dostosował swoje krajowe prawo w odpowiedzi na te żądania, dla wiecznie nienasyconej machiny urzędniczej to wciąż było za mało.

W rezultacie Bruksela uderzyła po raz drugi. W lipcu 2019 roku wysłała „list z formalnym zawiadomieniem”, a rok później tzw. uzasadnioną opinię. Teraz, ignorując wysiłki państwa członkowskiego, idzie na całość, kierując sprawę do ETS. Komisja Europejska wprost zarzuca władzom irlandzkim, że ich starania były „niewystarczające”, a lokalne działania egzekucyjne rzekomo nie istnieją.

Urzędnicy z Brukseli w swoim oświadczeniu z satysfakcją donoszą, że ich presja przyniosła już destrukcyjne skutki i państwowy operator Bord Na Móna musiał wstrzymać prace, a unijne dotacje są teraz pompowane w likwidację miejsc pracy i tzw. rekultywację. Co więcej, działania Irlandzkiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) doprowadziły już do tego, że część komercyjnych, prywatnych operatorów torfowisk została zmuszona do całkowitego zaprzestania swojej legalnej dotychczas działalności.

To, co najbardziej bulwersuje mieszkańców Irlandii i budzi ich głęboki sprzeciw, to fakt, że Bruksela wprost żąda bezwzględnego ścigania najmniejszych, lokalnych podmiotów. Komisja Europejska wyraźnie zaznaczyła, że jej celem są tereny o powierzchni poniżej 50 hektarów, czyli niewielkie, często rodzinne i tradycyjne miejsca wydobycia. Brukselski aparat ucisku uważa za „nielegalną działalność” to, co dla Irlandczyków jest uświęconą tradycją. Narzucono absurdalny gąszcz biurokratycznych pozwoleń i zgodnie z unijnym dyktatem, nawet dla działek poniżej 30 hektarów oraz tych w przedziale 30–50 hektarów, wymaga się skomplikowanych pozwoleń na budowę oraz kosztownych ocen oddziaływania na środowisko (OOŚ). Dla terenów powyżej 50 hektarów biurokracja osiąga natomiast apogeum, wymagając dodatkowo licencji na Zintegrowaną Kontrolę Zanieczyszczeń (IPC).

W oficjalnym oświadczeniu irlandzki Departament Klimatu, Energii i Środowiska dyplomatycznie przyjął do wiadomości ogłoszenie Komisji, przypominając jednocześnie, że egzekwowanie przepisów na poziomie lokalnym w mniejszych miejscach to sprawa wewnętrzna organów planowania oraz rządu w Dublinie.

Ten, kolejny już wniosek o ukaranie Irlandii, pokazuje brutalną prawdę o współczesnej Unii Europejskiej. Pod płaszczykiem ochrony środowiska kryje się bezwzględna chęć złamania narodowego oporu i narzucenia pełnej kontroli nad suwerennymi państwami. Atak na irlandzkie torfowiska to bezpośredni zamach na styl życia i niezależność mieszkańców Zielonej Wyspy. Rządzenie poprzez kary, zakazy i pozywanie państw przed europejskie sądy sprawia, że unijny projekt traci w oczach Irlandczyków resztki legitymizacji. Mieszkańcy kraju mają więc coraz mniej cierpliwości do instytucji, która zamiast wspierać rozwój, niszczy ich odwieczne dobro narodowe i tożsamość.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Ours SansPlus on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version