Zakupy – obowiązek i przyjemność

Mówi się, że przedświąteczne zakupy to udręka, bo to i brak miejsca do zaparkowania samochodu, ale też tłumy kupujących w sklepach.

Tak nie było tym razem, gdyż po świąteczne produkty wybrałem się rano, aby w sklepie być zaraz po jego otwarciu. Przyznam, że była to dobra decyzja, gdyż przynajmniej przez jakiś czas klientów było mało, co pozwoliło mi przemierzać spokojnie sklepowe dukty, a i zastanowić się, czy aby na pewno potrzebuję tyle produktów, ile zapisanych było na sporej liście.

Znalazł się więc na sporządzonych skrzętnie zapiskach karp, a tego dostałem już pokrojonego, a i bez łusek, więc radość podwójna, bo nie musiałem powrócić do dawnych przyzwyczajeń, czyli rżnąć i trzewi wyrywać ze świątecznej ryby. Kupiłem też białą kiełbasę, a tę przygotowuje się w tym sklepie na miejscu, do której zakupiłem słoiczek doskonałej jakości chrzanu, jednak firmy nie będę wymieniał.

W koszyku znalazły się także inne świąteczne produkty, czyli kolejna „fisz”, bo i tradycyjna polska ryba po grecku, znaleźć musi się na moim wigilijnym stole, oraz grzyby suszone na zupę. W mojej rodzinie od dawien dawna na Wigilię gotuje się grzybową, a tę podaje się z kaszą gryczaną, co polecam, bo nabiera całkiem innego wyrazu. Ten przepis przekazała mojej mamie babcia, a następnie trafił w moje ręce i tak to trwa do dzisiaj.

W koszyku znalazły się też inne wiktuały, typowo świąteczno-wigilijne.

Tak, pamiętam, jestem ateistą, ale jedzenie wigilijnych potraw, niewiele ma wspólnego z jakąkolwiek wiarą, bo i po co Kościół mieszać do moich kulinarnych fantazji i przyzwyczajeń.

W każdym razie zakupów dokonałem w jednym z polskich sklepów, a w tych pojawiam się od jakiegoś czasu, zaledwie dwa razy w roku, czyli wyłącznie przed świętami. Nawiasem mówiąc, co zazwyczaj się nie zdarza, to zakończenie zakupów było najprzyjemniejsze, bo wizyta przy kasie, nie zakończyła się druzgocącym przeżyciem dla mnie i dla mojego portfela.

No, może nie do końca, bo rachunek był odpowiedni do okoliczności, ale ten, zbladł jakby, przy miłej rozmowie z panią, która mnie „liczyła”. To właśnie ta osoba, w szczególny sposób wpłynęła na sobotni zakupowy poranek, a i zapraszała mnie serdecznie do kolejnych odwiedzin tego przybytku oferującego wyrobów polskiego przemysłu spożywczego.

Przykro mi to powiedzieć, ale z zaproszenia skorzystam dopiero przed Wielkanocą, jednak fachowość, radość i uśmiech, jakim podczas operacji pobierania należnej kwoty, zostałem obdarzony, była nadzwyczaj przyjemna.

Cóż, jako klient mogę w takim przypadku zrobić? Oczywiście wyłącznie podziękować, a i zaprosić na kawę z ciastkiem, w dogodnym dla pani terminie.

Na sam koniec tylko jedno, bo zakupy zrobiłem w znanym przez mieszkańców Galway sklepie Foodland, któremu dziękuję, że mają takich pracowników. Za ceny nie dziękuję.😉

Bogdan Feręc

Podziel się z innymi:
Rządowe fundusze dl
Złagodnieli na świ

Translate »