W irlandzkim systemie transportu szkolnego wydarzyło się coś, co dla jednych jest triumfem zdrowego rozsądku, a dla innych powodem do zmarszczki na czole. Bus Éireann podniosło maksymalny wiek kierowców autobusów szkolnych do 72 lat, odsuwając dotychczasowy próg o dwa lata i otwierając drzwi tym, którzy nie chcieli lub nie musieli schodzić z zawodowej trasy tuż po siedemdziesiątce.
Decyzję jednogłośnie pochwalili politycy z różnych części kraju, a poseł z Cork North West John Paul O’Shea nazwał ją „praktycznym i rozsądnym posunięciem”, które ma pomóc złagodzić napięcia w systemie transportu szkolnego. Podkreślił, że do tej pory wielu kierowców było odprawianych z kwitkiem wyłącznie ze względu na metrykę, choć wciąż mieli kondycję i doświadczenie pozwalające im spokojnie prowadzić autobus pełen dzieci. W obliczu braków kadrowych taka polityka wyglądała, delikatnie mówiąc, na niezbyt sensowną. O’Shea przyznał jednak, że samo podniesienie limitu to dopiero początek. Jego zdaniem Irlandia powinna powoli odchodzić od sztywnych progów wiekowych i kierować się sprawnością, realną zdolnością do wykonywania zawodu, a nie liczbą lat w dowodzie. Jak zaznaczył, wiele osób po siedemdziesiątce jest w stanie pracować w pełni bezpiecznie i skutecznie.
Do chóru pochwał dołączył senator Seán Kyne z Galway West, który podkreślił, że dotychczasowe przepisy niepotrzebnie wyrzucały z rynku ludzi, którzy mieli umiejętności, zdrowie i doświadczenie. W czasach, gdy rodziny zmagają się z brakiem miejsc w szkolnych autobusach, jak twierdzi, nie ma nic bardziej nielogicznego niż odsuwanie kierowców, którzy chcą dalej pracować. Kyne podziela również przekonanie, że limit wieku powinien ustąpić miejsca ocenie kondycji fizycznej i faktycznej zdolności do prowadzenia pojazdu.
Wszystko to składa się na obraz kraju, który stara się reagować na realne potrzeby transportowe, ale jednocześnie nie chce marnować zasobów ludzkich, które nadal mogą być cenne, zwłaszcza w obszarach wiejskich. Kierowcy autobusów szkolnych to w takich miejscach fundament codziennego życia i bez nich dzieci nie dotrą do szkoły, choćby miały najlepsze podręczniki świata.
***
Na koniec kilka słów komentarza, których nie powinno się unikać, bo można doceniać doświadczenie tych kierowców, można ich szanować za lata pracy i oddania, ale nie sposób nie zadać pytania: czy naprawdę osoby powyżej siedemdziesiątki powinny wozić dzieci?
Nie chodzi o brak szacunku, przeciwnie, chodzi o troskę. Wiek powyżej 70 lat, nawet przy świetnym samopoczuciu, niesie ze sobą naturalne ograniczenia. Refleks bywa mniej ostry, zmęczenie przychodzi szybciej, a prowadzenie dużego pojazdu z kilkudziesięcioma uczniami na pokładzie wymaga sprawności, której czasem nie da się „zawalczyć charakterem”. Możemy udawać, że to kontrowersyjna opinia, ale to raczej zwykła, życiowa konstatacja, ponieważ kierowca szkolnego autobusu to praca ciężka, wymagająca i stresująca. Nie każdy po siedemdziesiątce będzie w stanie wykonywać ją bez ryzyka, nawet jeżeli pozytywnie przejdzie badania i testy dla zawodowych kierowców.
Innymi słowy, doświadczenie jest bezcenne, ale biologia potrafi być brutalniejsza niż jakiś przepis, czy nawet ustawa. Możemy cieszyć się, że system znalazł rozwiązanie na dziś, ale nie zapominajmy, że jutro przyniesie pytanie o granicę, która musi być postawiona tam, gdzie bezpieczeństwo dzieci przestaje być pewnikiem.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Fot. CC BY-SA 2.0 P L Chadwick

