Wybran w koniczynie: W stulecie pierwszego wydania ważnej powieści

Często zastanawiam się kto dzisiaj jeszcze czyta książki? Pamiętam moje pierwsze tygodnie pobytu w Dublinie, prawie siedemnaście lat temu. Pamiętam ten zachwyt historyka literatury i dziennikarza nad Irlandkami i Irlandczykami, którzy w każdej wolnej chwili znikali za płachtami gazet i okładkami książek. Wiem co odpowiecie, że „technika poszła kosmicznie do przodu”, że „wszystko przenosi się do sieci”, „że książki to coś co odchodzi do lamusa”. To ostatnie stwierdzenie słyszę i czytam) na różnych forach, z reguły tworzonych z wpisów z brutalną polską ortografią, coraz częściej.

Smutno mi coraz bardziej z tego powodu, bowiem bez ucieczek w lekturę jesteśmy coraz bardziej poddenerwowani, pozbawieni umiejętności skupiania się dłużej, tracący sprawność zapamiętywania i przechowywania w sobie danych, dat czy faktów. Najgorszą jednak rzeczą, którą przynosi patologiczny lęk przed czytaniem jest stan naszego języka w kategorii porozumiewania się z drugim człowiekiem.

Sieć internetowa wzmaga w nas w komunikowaniu się pośpieszność, niedbałość i skrótowość. Zawsze pytam, gdzie tak śpieszymy, dokąd nam tak śpieszno? Na pewno nie do bibliotek czy księgarni z logiem Easona nad drzwiami wejściowymi.

Ale nie o tym już. Sza! Dzisiaj o setnej rocznicy wydania pewnej powieści, która zrewolucjonizowała świat literacki XX wieku. Mało tego, ma ona związek z Dublinem, Galway i całą Szmaragdową Wyspą.

Sto lat powieści „Ulisses” – z angielskiego „Ulysses”

Zanim przypadki życiowe Leopolda Blooma, Stefana Dedalusa i rozerotyzowanej Molly Bloom zostały zamknięte w książce, to najpierw publikowano je w odcinkach w latach 1918 – 1920 na łamach amerykańskiej gazety „The Little Review”.

Wreszcie 2 lutego 1922 „Ulisses” pióra Jamesa Joyce’a został wydany w całości w Paryżu przez przebojową i niestroniącą od kłopotów w światku wydawniczym Sylvię Beach.  

Sam James Joyce, który za życia cierpiał poniewierkę i często był skazywany na literacką infamię,  to najwybitniejszy irlandzki pisarz wszech czasów. Powieść „Ulisses” zrewolucjonizowała teoretyczne założenia powieści jako gatunku.

Czerwcową porą na łamach Magazynu „MiR”, w sieci Radia Wnet w Polsce i irlandzkiej rozgłośni NEAR FM, oraz w portalu Polska-IE.com będę pisał jeszcze o Bloomsday. Dlaczego czerwiec jest taki ważny dla biografii Joyce’a, jego fanów i wyznawców dzisiaj? Odpowiedź jest prosta.

Akcja „Ulissesa” rozgrywa się w ciągu niespełna jednego dnia – 16 czerwca 1904 roku. Tego dnia właśnie James Joyce poznał swoją późniejszą żonę – przewodniczkę duchową Norę Barnacle, rodem z Galway. Na ponad 800 stronach Joyce zawarł urzekającą, choć trudną w odbiorze, epopeję – mit o swoim mieście Dublinie, swojej ojczyźnie – Irlandii.

To wszystko, James – dublińczyk, z precyzyjną dokładnością oparł na podstawie wspaniałego (tak w treści, jak i warstwie konstrukcyjnej) eposu Homera „Odyseja”. Siłą nowatorstwa Joyce’a w dziedzinie prozy było śmiałe eksperymento­wanie z substancją czasu, totalna aprobata w ciągu narracyjnym dla niczym nieskrępowanego monologu wewnętrznego. Chodzi o ów słynny „strumień świadomości” / „stream of conscioisness” z monologu Molly Bloom.

Wywiad Tomasza Wybranowskiego z PJ Murphy.

Akcja „Ulissesa” rozgrywa się w ciągu niespełna jednego dnia – 16 czerwca 1904 roku (to w tym dniu James Joyce poznał swoją późniejszą żonę – przewodniczkę duchową Norę Barnacle ). Na pamiątkę tego zdarzenia i upamiętnienia czasu powieściowego „Ulissesa” rokrocznie w Dublinie odbywa się popularny Bloomsday.  Trzeba dodać, że pomimo upływu prawie stu lat od napisania „Ulissesa” topografia stolicy Irlandii prawie w ogóle się nie zmieniła.

Miłość pielęgnowana nienawiścią…

James Joyce to jedna z najbar­dziej kontrower­syjnych postaci współczesnej lite­ratury. „To najbar­dziej dziwna osoba, którą dano było mi spotkać.” Tak pisał w liście do przyjaciela Tomasz Mann, au­tor „Czarodziejskiej góry” i „Doktora Faustusa”.

James Joyce to piewca Dublina i jego mieszkańców, wielki mi­łośnik tego miasta, ale i jego najzagorzalszy krytyk zarazem. Aby poznać klimat utworów Joyce’a nie wystarczy ich tylko przeczytać. „Dublińczycy” , „Portret artysty z czasów młodości”, czy nieśmier­telny „Ulisses” to labirynty symboli i odnośników hi­storyczno – obyczajowych i liczne nawiązania do życia Dubliń­czyków z przełomu wieków XIX i XX.

Joyce kochał i nienawidził Dublina. Tymi samymi uczuciami da­rzył swoją ojczyznę, którą często na kartach swoich utworów (wykorzystując podobieństwo brzmienio­we – onomatopeiczne) na­zywał „Errorland”, zamiast „Ireland”. Joyce jako miłośnik Irlandii i jednocześnie jej najzagorzalszy krytyk i przeciwnik, piętnował obskurantyzm, rozliczne przywary rodaków, w szczególności alkoholizm i … totalny brak logiki i racjonalnego myślenia.

Śledząc biografię Jamesa Joyce’a nasuwa się reflek­sja, że był to człowiek pełen sprzeczności. Targały nim dwa dajmoniony, duchy sprawcze dobra i zła, smutku i radości, osa­motnienia wewnętrznego i wielkiej witalności, głodu życia. Krytycy i badacze li­teraccy byli albo gorącymi wielbicielami Joyce’a, albo zaciekłymi przeciwnika­mi jego twórczości i stylu życia. Mann, Eliot, Seldes chwalili go za odwagę, bez­kompromisowość, nową prawdę psychologiczną i artystyczną, wreszcie za śmiałe łamanie utartych konwencji narracyjnych. Przeciwnicy poetyki au­tora „Ulissesa” ganili go za „ośmieszanie tematów ważnych i grubiańskie szkalowanie wybitnych person” , chaotyczność narracyjną i … pornogra­fię.

Dublin najważniejszy niemy bohater powieści

W powieści Joyce’a nocna wędrówka Leopolda Blooma jest tłem dla opisów Dublina. Tak więc czytelnik poznaje cudowną i monumentalną Martello Tower. To tutaj na wstępie powieści Buck Mulligan czyni poranną toaletę a Stefan Dedalus zbiera się do wyjścia po wypłatę do szkoły w której uczy.

Namawiam, szczególnie teraz do sentymentalnej podróży kolejką do stacji Sandycove, aby każdy mógł się naocznie przekonać o pięknie Martello Tower i morskiej zatoki.

Tropiąc bohaterów „Ulissesa” trafiamy do domu przy Eccles Street 7, gdzie mieszkał Leopold Bloom nazywany przez przyjaciół Poldy (obok Stefana Dedalusa główny bohater powieści; obecnie siedziba Mother Hospital). Dostojny Bloom otwiera listy w gmachu Poczty Głównej GPO przy O’Connell Street, spaceruje wieczorną porą drogą ku Sandymount, kierując się ku zatoce by medytować przy kościele „Star – Of – The –Sea”. Na cmentarzu Glasnevin żegna przyjaciela Paddy Digmama, pije piwo w pubie przy Lincoln Street, zaś nocną porą spaceruje po uroczym Westland Row, jednym z najurokliwszych mostków na Liffey.

Tropiąc Blooma i Dedalusa…

Praktycznie cała powieść to jedna, wielka i niezwykle wierna mapa ówczesnego Dublina. Trzeba dodać, że pomimo upływu prawie stu lat od napisania „Ulissesa” topografia stolicy Irlandii prawie w ogóle się nie zmieniła. Fanom detektywistycznego tropienia Joyce’a i jego powieściowych bohaterów – polecam dwie książki, skarbnice wiedzy na temat miejsc opisanych w „Ulissesie”. Pierwsza z nich to „Ulisses Guide”Roberta Nicholsona, zaś druga to „A Guide to the Dublin of Ulisses”pióra Franka Delaneya.

Pozycja Delaneya to „biblia” dla uczestników Bloomsday, z którą w dłoniach są w stanie odtworzyć (i przebyć!) całą drogę Leopolda Blooma i Dedalusa krok po kroku, aby w końcu dziś zmieszać z powieściowym wczoraj i na powrót stać się kolejnym mitem.

Sam Joyce, nieporuszony i dostojny, trwa na cokole pomnika u zbiegu ulic O’Connell i Earl Street North. Irlandzko – amerykańska artystka Marjorie Fitzgibbon znakomicie oddała naturę ducha pisarza.

„Obecny ciałem, ale z duchem i pragnieniami rozbieganymi po całym wszech świecie” – jak mawiał jego przyjaciel i długoletni sekretarz Samuel Beckett. Tak! To ten od „Czekania na Godota”.

Z „Ulissesem” w plecaku i biletem w ręku do stacji Sandycove kłaniam się Czytelniczkom i Czytelnikom tradycyjnym: ku dobru, pięknu, światłu i miłości.                                                        

Wybran, czyli Tomasz Wybranowski

Fot. Tomasz Szustek

Tomasz Wybranowski jest poetą, literatem i dziennikarzem, obecnie dyrektorem muzycznym sieci Radia WNET (Białystok, Łódź, Bydgoszcz, Wrocław, Kraków, Szczecin i Warszawa), szefem Studia 37 Dublin, a także prowadzącym i wydawcą programu „Polska Tygodniówka” w dublińskim radiu NEAR 90.3 FM (zawsze w środy o 19:00). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W Republice Irlandii od 17 lat.

Zdjęcie główne: John Shelvin, jako James Joyce – Fot: Tomasz Szustek Studio 37.

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Duarte G y Javfaker
Franklin psuje pogod
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська