Wioska socjalna

Takie informacje docierają do nas od jakiegoś czasu, a z każdym rokiem jest ich więcej, co powinno zastanowić służby socjalne tego kraju, ale też dać im impuls do działania.

Wystarczy wyjechać kilka kilometrów za miasto, aby znaleźć niewielkie osiedla, najczęściej składające się z kilku do kilkunastu domostw, gdzie radość życia jest w pełnym rozkwicie. Na pozór nie znajdzie się tam nic dziwnego, bo domy są zadbane, ogródki wypielęgnowane, a i mieszkańcy całkiem przyzwoicie przyodziani, podobnie jak dzieci.

Przed domem stoi samochód. No, może nie najnowszy, ale sprawny i też całkiem przyzwoity.

Do tej pory wszystko się zgadza, a i nie wygląda na podejrzane, ale jak już wcześniej wspomniałem, na pozór. Kiedy jednak przyjrzymy się życiu tamtejszych mieszkańców, to o poranku nie znajdziemy tam nerwowych przygotowań przed wyjściem do pracy, a jedynie młodzież zdążającą do pobliskich szkół.

Krzątanina zaczyna w osadzie się przed 10 rano, kiedy to głowy rodów, najczęściej zebrani grupowo do jednego albo dwóch samochodów, wyjeżdżają z wioski w strojach roboczych. Gdzie jadą? Tego też można się dowiedzieć bardzo szybko, bo udają się do położonych w pobliżu gospodarstw rolnych, a tam wykonują pracę na rzecz hodowców i plantatorów. Praca kończy się zazwyczaj około 17:00, więc trwa zaledwie 7 godzin i to nie przez cały tydzień.

Sobota i niedziela to oczywiście weekend, więc mieszkańcy oddają się przypisanym tym dniom rozrywkom.

Uważny obserwator zobaczy też, że tuż po zakończonym dniu pracy, rolno-budowlani robotnicy, bo wykonują różne zadania, rozliczają się na podwórku z gospodarzem, więc do ręki otrzymują gratyfikację pieniężną. Każdy, po kolei. To może natomiast sugerować, że wykonują pracę pokątnie, nie odprowadzając należnych fiskusowi podatków, a i nie zgłaszając w żadnym urzędzie, iż podjęli pracę.

Ciekawie zrobi się w czwartkowy poranek, gdyż ten inny jest od monotonii każdego poprzedniego dnia, a na chwilę przed dziewiątą, cała wioska mości się w samochodach, by udać się w stronę większego miasta. Tam pierwsze kroki stawiają w jednym z urzędów pocztowych, a do okienka podchodzi każdy z mieszkańców, pobierając nadesłaną przez „dobrego wujka”, którym jest Social Welfare, gotówkę, co widać gołym okiem.

Później jest już normalnie, mieszkańcy wioski rozjeżdżają się po mieście, czyli trudno ich podpatrzeć lub nawet śledzić.

Co więc jest powodem takiego ustalonego trybu życia? Można się domyślać, że mieszkańcy jednej ze wsi na zachodnim wybrzeżu, zaplanowali sobie całkiem wygodne życie na koszt państwa i podatników, a dorabiają na boku, żeby pędzić żywot na odpowiednim poziomie.

Służby socjalne Republiki Irlandii, podobnie, jak zrobiłem to ja, mogłyby wykryć proceder, bo sprawa ma chyba podtekst wyłudzenia, jednak powinny poświęcić kilka dni na obserwację, a im będzie łatwiej ustalić potencjalnych sprawców domniemanych wyłudzeń, bo mają kartoteki i adresy osób pobierających zasiłki.

Bogdan Feręc

Zdjęcie ilustracyjne: Google Maps

Znajdź nas:

W czerwcu koniec May
Podejrzane wsparcie
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn