W dobie powszechnego kryzysu finansów publicznych, gdy budżet państwa trzeszczy w posadach, a gospodarcze prognozy nakazują ostrożność, rząd odnalazł w sobie niespodziewane pokłady rozmachu. Oto nadchodzi gest, który z pewnością przejdzie do historii architektury finansowej oraz polityki względem młodzieży.
Przed nami wizjonerski program i każdy szesnastolatek otrzyma od państwa bezpłatny bon o wartości dokładnie stu euro. Ta „pokaźna”, jak na obecne czasy kwota, stanowić ma koło ratunkowe dla młodych ludzi, otwierając im drzwi do świata sztuki, teatru i muzyki.
Trudno wręcz powstrzymać podziw dla skali tej inicjatywy, bo oczekuje się, że ten przemyślany projekt, zostanie oficjalnie ogłoszony w nadchodzącym budżecie, a jeśli eksperyment zakończy się sukcesem, władza gotowa jest powtórzyć ten wydatek i objąć wsparciem także siedemnastolatków.
Ostateczne szlify nad koncepcją dopracowuje minister sztuki, mediów i kultury Patrick O’Donovan. To właśnie on dogaduje podział środków dla swojego resortu w rozmowach z ministrem wydatków publicznych Jackiem Chambersem. Całość natomiast funkcjonować ma w nowoczesny sposób – poprzez wirtualną kartę do pobrania na telefon, co z pewnością doda całej procedurze posmaku technologicznego zaawansowania.
Szacuje się, że ten odważny krok gabinetu, kosztował będzie budżet od siedmiu do ośmiu milionów euro. W zamian młodzież uzyska przepustkę do kin, teatrów oraz klubów muzycznych. Gdy przyjrzymy się doświadczeniom innych państw europejskich, intencje naszego rządu stają się jeszcze bardziej czytelne. We Francji, Hiszpanii czy Włoszech podobne karty kulturalne opiewają na kwoty od trzystu do pięciuset euro.
Nasza władza wybrała jednak drogę umiaru i powściągliwości, bo po co zasypywać nastolatków nadmiarem gotówki, skoro równowartość stu euro w zupełności wystarczy do pełnego ukształtowania wrażliwości artystycznej? Zbyt wysoki budżet mógłby wywołać u młodzieży zawroty głowy, a tak – otrzymują dokładnie tyle, by poczuć smak obcowania ze sztuką wyższą.
Przygotowania do tego przełomu trwały od dawna. Już w styczniu ubiegłego roku w szlifowanym latami Programie Rządu znalazł się zapis zobowiązujący do rozpatrzenia możliwości wprowadzenia takiego rozwiązania. W kolejnych miesiącach departament skrupulatnie prowadził wstępne rozmowy z potencjalnymi partnerami. W procesie projektowania nie brakowało też ożywionych dyskusji. Niektórzy posłowie zgłaszali postulaty, by przyznane środki, można było wydać również na obiekty sportowe, natomiast minister O’Donovan pochylał się nad opcją włączenia w program warsztatów czy lokalnych inicjatyw społecznościowych.
Warto zauważyć, jak zróżnicowane są modele wdrażania takich pomysłów w Europie. We Francji system opiera się na rozliczeniach z organizatorami, co dwa lub trzy tygodnie za pośrednictwem dedykowanego portalu. Z kolei Hiszpania postawiła na rozwiązanie zbliżone do tradycyjnych kart przedpłaconych, gdzie punkty sprzedaży otrzymują środki natychmiastowo. Tamtejszy rząd potrafi zresztą dbać o różne grupy społeczne, dofinansowując wtorkowe bilety do kina dla seniorów za skromne dwa euro, co pomagać ma z kolei w walce z samotnością i wykluczeniem społecznym.
Na naszym podwórku pomysł od dawna krążył w przestrzeni publicznej. Zaledwie kilka miesięcy temu poseł Fianna Fáil Peter „Chap” Cleere zamieścił w sieci nagranie, na którym wcielił się w rolę DJ-a, prezentując wizję swojej formacji politycznej. Zapowiadał wówczas stueurówkę na kulturę z okazji osiemnastych urodzin. Choć losy najstarszej młodzieży wciąż pozostają niepewne, pomysł zyskał szerokie poparcie polityczne. Nawet opozycyjne Sinn Féin proponowało wcześniej kartę o wartości stu trzydziestu euro, mającą zachęcić dzieci i młodzież do aktywności sportowej i kulturalnej.
*
Powszechny konsensus polityków wokół tego tematu nie jest dziełem przypadku. Badania jednoznacznie wskazują, że uczestnictwo młodych dorosłych w wydarzeniach na żywo drastycznie spadło od czasu pandemii. Zastosowana recepta zachwyca swoją prostotą. Rząd odnalazł idealne panaceum na głębokie zmiany społeczne i rynkowe kryzysy. Przyznanie sto euro rocznie z pewnością całkowicie odmieni nawyki młodego pokolenia, rozbudzi w nich niegasnącą pasję do teatrów oraz filharmonii i trwale rozwiąże problemy sektora kultury. pozostaje jedynie czekać na pierwsze efekty tej niezwykle szczodrej reformy.
Żeby było całkowicie jasne, nie neguję programu w jego podstawach, ale na litość Boską – sto euro? Na kinową premierę, a młodzież najczęściej wybiera takie, bilet wstępu kosztuje circa 18 €. Premier w roku jest kilka, więc za tę stówę, to mogą iść do kina aż 5 razy. A gdzie jeszcze zmieszczą się w tym teatry, galerie i inne imprezy rozwijające kulturę i wrażliwość artystyczną u młodego człowieka? „Stówa to za mało – piękny kawalerze” – można powiedzieć ministrowi.
Z drugiej strony, jest we mnie wrażenie, że wcale nie chodzi o młodzież. Kina, teatry i galerie święcą ostatnio pustkami, przynajmniej te w Galway, co wielokrotnie sprawdziłem, więc to raczej próba ratowania tych instytucji, niż rozwijanie wrażliwości młodych ludzi.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Markus Spiske on Unsplash

