Wyspy Brytyjskie znalazły się na skraju absolutnego załamania nerwowego, a widmo cywilizacyjnej katastrofy zajrzało w oczy milionom spragnionych wyspiarzy. W poniedziałkowy wieczór, pod osłoną rosnącego zmroku w angielskim Runcorn rozegrał się dramat, przy którym klasyczne tragedie Szekspira wyglądają jak niewinna fraszka.
Z terenu parku przemysłowego Whitehouse bezczelnie uprowadzono dwie naczepy napakowane po same brzegi najświętszym trunkiem Zielonej Wyspy. Łupem bezwzględnych rabusiów padło dokładnie 800 beczek ikonicznego stouta o łącznej objętości ponad 70 tysięcy pint. Jeśli stróże prawa z Cheshire nie zdołają odzyskać tej płynnej relikwii, brytyjskie społeczeństwo poniesie niepowetowaną, wręcz nieodwracalną stratę kulturową i egzystencjalną, a lokalne puby pogrążą się w głębokiej, nieutulonej żałobie.
To, co wydarzyło się przy Aston Lane, ma wszelkie znamiona precyzyjnie zaplanowanego zamachu na najświętsze wartości Irlandczyków. Złodziejski proceder przeprowadzono z zimną krwią i aptekarską dokładnością. O godzinie 19:45 na teren składu należącego do koncernu Diageo wtoczyła się pierwsza ciężarówka. Zaledwie dziesięć minut później ciągnik był już podpięty do trójosiowej naczepy z logo firmy GXO i pędził w stronę mostu Mersey Gateway.
Jakby tego było mało, przestępcy postanowili dolać oliwy do ognia lub raczej stouta do kielicha goryczy. O godzinie 21:12 na miejscu pojawił się drugi pojazd. Bez pośpiechu, z niewymuszoną gracją podpiął kolejną przyczepę załadowaną czarnym dobrem narodowym Republiki i o 21:30 odjechał w kierunku Rainhill oraz Watkinson Way.
Łączna wartość skradzionego towaru wraz z naczepami sięga astronomicznej kwoty 205 tysięcy funtów, czyli prawie 238 tysięcy euro, z czego samo piwo wyceniono na ponad 115 tysięcy funtów.
Cała ta zuchwała akcja rzuca jednak zupełnie nowe światło na status, jakim na świecie cieszy się irlandzki napój narodowy. Gęsty, ciemny trunek z kremową pianką przestał być po prostu zwykłym napitkiem serwowanym przy barze. Osiągnął natomiast rangę dóbr luksusowych, które w rankingu opłacalności przestępczej wyprzedzają sztabki złota, dzieła sztuki czy biżuterię. Fakt, że półświatek zorganizował skomplikowaną logistycznie operację transportową tylko po to, by przechwycić 800 beczek aksamitnej esencji z Dublina, stanowi ostateczny dowód na niekwestionowaną wielkość irlandzkiego piwa.
Nawet bezwzględni kryminaliści, pozbawieni zasad moralnych i skrupułów, zmuszeni zostali do oddania hołdu doskonałości tego trunku. Wyrachowani złodzieje doskonale wiedzieli, co kradną, a w ich ręce wpadła przecież płynna waluta, której wartość rynkowa i pożądanie społeczne przekraczają wszelkie dopuszczalne wskaźniki.
Policja z Cheshire uruchomiła wszelkie możliwe środki, apelując do świadków oraz kierowców dysponujących nagraniami z kamer samochodowych. Śledczy skrupulatnie analizują rysopisy sprawców tej potwornej zbrodni przeciwko ludzkości, a przynajmniej bywalców barów.
Pierwszy z kierowców to mężczyzna o jasnej karnacji, z krótką, ciemną brodą, skrywający swoją głowę pod czarną czapką typu beanie. Natomiast drugi ze złoczyńców, również mężczyzna, pomykał w klasycznej czapce z daszkiem.
Poszukiwane naczepy to białe konstrukcje plandekowe, noszące unikalne oznaczenia DL736 oraz DL542 umieszczone w lewym górnym rogu tylnych drzwi.
Cały świat z zapartym tchem obserwuje poczynania brytyjskich służb, mając nadzieję, że 70 tysięcy pint bezcennego stouta wróci na swoje miejsce, zanim nadejdzie weekendowy wieczór, a zrozpaczeni wyspiarze zostaną zmuszeni do picia zwykłej wody lub, co gorsza, rozwodnionego lagera.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC Cutlass

