Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Wieczór decyzji. Rząd w cieniu kryzysu paliwowego sięga po podatkowe hamulce

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

To nie będzie zwykłe posiedzenie gabinetu, a chwila, w której polityka styka się z codziennym lękiem ludzi stojących przy dystrybutorach, liczących euro szybciej niż litry. Tego wieczoru w budynkach rządowych spotkają się najważniejsi decydenci państwa, czyli premier, wicepremier oraz minister stanu Seán Canney, by zatwierdzić pakiet, który ma być odpowiedzią na inflacyjny pożar rozpalony przez napięcia na Bliskim Wschodzie.

Plan jest prosty w założeniu, choć skomplikowany w skutkach, a dotyczy obniżenia akcyzy na benzynę i olej napędowy, także ten wykorzystywany w rolnictwie, oraz ulgi dla transportu drogowego, który dziś balansuje na granicy opłacalności. Rząd chce również rozszerzyć program dodatków paliwowych, gdzie tygodniowe wsparcie wynosi 38 euro, a także skorygować ceny oleju opałowego, więc paliwa, które w ostatnich dniach stało się symbolem kryzysu.

Jeszcze przed głównym spotkaniem minister transportu i energii Darragh O’Brien prowadził rozmowy z Micheálem Martinem i Simonem Harrisem, a nie były to kurtuazyjne konsultacje, bo bardziej narada w cieniu wykresów, które od dwóch tygodni pną się w górę jak złowroga sinusoida: diesel skoczył do 2,30 euro za litr, benzyna dobija do dwóch euro, a olej opałowy podwoił cenę z 500 do 900 euro za 500 litrów.

Minister Canney nie ukrywa, że sytuacja jest dynamiczna, wręcz nieprzewidywalna i mówi o scenariuszach, analizach, możliwych zwrotach akcji zależnych od decyzji płynących z Waszyngtonu. W jego słowach pobrzmiewa coś więcej niż polityczna ostrożność, a jest to cień wspomnień o czasach, gdy paliwo było racjonowane, czyli coś, do czego nikt chce wracać.

Opozycja patrzy rządowi na ręce jak sędzia na faulującego napastnika. Rose Conway-Walsh z Sinn Féin przypomina, że kryzys kosztów życia nie zaczął się wraz z ostatnim wzrostem cen paliw. Jej propozycja jest konkretna i bezpośrednia: 25 centów mniej na litrze paliwa, obniżki dla rolników i znaczące cięcia kosztów ogrzewania. Natychmiast, bez zwłoki. Jeszcze ostrzej brzmi Richard Boyd Barrett, który mówi bez ogródek i jednocześnie zarzuca rządowi tygodnie bezczynności, domagając się wprowadzenia kontroli cen. Co ważne, nie tylko energii, ale także żywności i czynszów, więc nie jest to już nie jest spór o narzędzia, to starcie wizji państwa: czy ma ono łagodzić skutki rynku, czy go temperować.

Dzisiejszy wieczór nie przyniesie żadnych cudów, nie zatrzyma globalnych napięć ani nie obniży cen ropy na światowych rynkach. Może jednak zrobić coś bardziej przyziemnego, a przez to ważniejszego, więc dać ludziom oddech. Kilka centów mniej na litrze, kilkadziesiąt euro więcej w tygodniu, ale w czasach kryzysu to nie są drobiazgi, bo różnica między spokojem a kolejną nieprzespaną nocą.

Rząd stoi dziś przed klasycznym dylematem starej szkoły polityki: działać szybko i ryzykować błąd czy działać ostrożnie i ryzykować społeczny gniew. Obecnie wydaje się, że wybrał te pierwszą drogę, czyli nawet jeżeli będzie to słono kosztować budżet, ale daniny paliwowe zostaną obniżone, jak wcześniej zrobił to włoski rząd.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Dzięki uprzejmości RTE

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version