Na papierze wygląda to jak historia sukcesu. Liczba lekarzy rodzinnych w Irlandii wzrosła w ostatnich latach o około 10 procent. Kryzys, o którym jeszcze niedawno mówiono wprost, został w pewien sposób złagodzony, ale problem w tym, że pacjenci tego postępu nie odczuwają. Czas oczekiwania na najprostszą wizytę wciąż bywa liczony dniami, a dostęp do lekarza rodzinnego pozostaje jedną z największych bolączek systemu ochrony zdrowia.
Jak podkreśla dyrektor medyczny Irlandzkiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych (ICGP) dr Diarmuid Quinlan, sytuacja w praktyce „stoi w miejscu”. Powód jest prosty, bo wzrost liczby lekarzy niemal dokładnie pokrywa się ze wzrostem liczby ludności. W 2019 roku w Irlandii pracowało około 4200 lekarzy rodzinnych, dziś jest ich 4650, a w tym samym czasie populacja kraju wzrosła o 9 procent. – To ledwie wiązanie końca z końcem – przyznaje dr Quinlan. – Postęp jest realny i cieszy, ale nadal mamy znaczący niedobór personelu. Przy obecnych potrzebach powinniśmy mieć co najmniej 6500 lekarzy rodzinnych.
Dla porównania liczba lekarzy pracujących w szpitalach wzrosła w tym samym okresie o niemal 40 procent. Podstawowa opieka zdrowotna, mimo że obsługuje ponad 80 procent wszystkich konsultacji pacjentów w kraju, rozwija się znacznie wolniej.
Presję na system potęguje demografia. Irlandia liczy dziś ponad 5,2 miliona mieszkańców, a do 2030 roku populacja ma wzrosnąć do 5,5 miliona. Te „dodatkowe” 300 tysięcy osób oznacza w praktyce konieczność zatrudnienia kolejnych 300 lekarzy rodzinnych, a tylko po to, by utrzymać obecny, już przeciążony poziom opieki. Jeszcze większym wyzwaniem jest starzenie się społeczeństwa. W 2019 roku osób w wieku 65 lat i więcej było 720 tysięcy, natomiast pod koniec 2024 roku, już 830 tysięcy. Prognozy mówią jasno, że do 2030 roku ta grupa przekroczy milion. To właśnie seniorzy są głównymi użytkownikami systemu opieki zdrowotnej, często zmagającymi się z wielochorobowością i skomplikowanym leczeniem farmakologicznym.
Dane są jednoznaczne i dwie trzecie osób w wieku 65–84 lata cierpi na co najmniej trzy choroby przewlekłe, a w grupie 85+ aż 85 procent zmaga się z co najmniej czterema schorzeniami. Wraz z chorobami rośnie liczba leków i część pacjentów przyjmuje po kilka, a nawet kilkanaście preparatów dziennie. To ogromne obciążenie dla lekarzy rodzinnych, którzy nie tylko leczą, ale też zapobiegają hospitalizacjom. Tym bardziej że około 10 procent nagłych przyjęć do szpitali wiąże się z niepożądanymi reakcjami na leki, z czego połowie można by zapobiec.
Do tego dochodzi czynnik kadrowy, o którym mówi się rzadziej, a który działa jak bomba z opóźnionym zapłonem. Około 600 lekarzy rodzinnych w Irlandii ma dziś 65 lat lub więcej. Wielu z nich odejdzie na emeryturę jeszcze przed końcem dekady.
Kolejnym problemem jest rozszerzenie systemu GMS i wprowadzenie kart medycznych dla dzieci do szóstego roku życia, co przyniosło pozytywny efekt zdrowotny, ale także wzrost liczby konsultacji w tej grupie wiekowej o 30 procent. Więcej pacjentów przy niezmiennie ograniczonej liczbie lekarzy oznacza jedno – dłuższe kolejki.
ICGP i Ministerstwo Zdrowia wskazują na intensyfikację szkoleń jako kluczowe rozwiązanie. Liczba lekarzy rodzinnych odbywających staż wzrosła z 155 w 2015 roku do 350 w 2024, a cel osiągnięto wcześniej, niż planowano. Większość absolwentów zostaje w Irlandii, często w regionach, w których się szkolili. Uzupełnieniem są programy zachęcające do pracy na obszarach wiejskich, w tym rekrutacja doświadczonych lekarzy spoza UE. To jednak wciąż za mało. Praktyki, zwłaszcza na wsi, „pękają w szwach”. Brakuje nie tylko ludzi, ale też infrastruktury, w tym budynków, zaplecza technicznego, nowoczesnych systemów informatycznych. Wysokie ceny nieruchomości sprawiają, że młodzi lekarze mają problem z otwieraniem własnych praktyk, a istniejące nie mogą się rozwijać.
Irlandzka podstawowa opieka zdrowotna nie znajduje się już w stanie zapaści, ale balansuje na granicy wydolności. Więcej lekarzy to fakt, natomiast krótsze kolejki – już nie. Bez skokowego zwiększenia kadr i realnego wsparcia dla praktyk lekarzy rodzinnych, szczególnie poza dużymi miastami, system pozostanie w permanentnym stanie napięcia. Dlatego pacjenci nadal będą słyszeć to samo, że „najbliższy wolny termin jest za kilka dni”.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by Online Marketing on Unsplash

